Pociłam się w trzecim już tego dnia topie do karmienia, balansując na krześle w jadalni z iPhonem zawieszonym nad moim najstarszym synem, Leo, który właśnie darł się wniebogłosy, ubrany w ręcznie robiony kostium Yody, kupiony przez moją mamę na Facebook Marketplace. Mój mąż gorączkowo machał miotełką do kurzu tuż poza kadrem, próbując wywołać uśmiech u dziecka, które dosłownie nie wiedziało jeszcze, że ma ręce. Chyba dwa razy się popłakałam. Światło było okropne, od zielonej włóczki jego wrażliwa noworodkowa skóra pokryła się jaskrawoczerwonymi plamami, a na koniec miałam w telefonie całą galerię czegoś, co mogę czule nazwać tylko brzydkimi zdjęciami dziecka. Będę z wami szczera – całe popołudnie było jedną wielką katastrofą i do dziś czuję lekką urazę do tego wdzianka Yody.

Wysyłam trzydzieści zamówień tygodniowo z mojego sklepu na Etsy, jednocześnie utrzymując przy życiu trójkę dzieci poniżej piątego roku życia na teksańskiej prowincji, więc moja cierpliwość do wymyślnych, idealnych jak z Pinteresta scenerii jest obecnie bliska zeru. Kiedy urodziło się moje najmłodsze dziecko, całkowicie porzuciłam pomysł profesjonalnych sesji w studio, które kosztują więcej niż mój pierwszy samochód. Postanowiłam, że zrobimy to w domu, moim telefonem, w moim własnym tempie. I wiecie co? Okazało się, że to najpiękniejsze zdjęcia, jakie zrobiłam któremukolwiek z moich dzieci.

Panuje ogromne błędne przekonanie, że do zrobienia przyzwoitego zdjęcia dziecku potrzebujesz lampy pierścieniowej, profesjonalnego tła i dyplomu z fotografii, ale szczerze mówiąc, jedyne, czego naprawdę potrzebujesz, to zmęczone niemowlę i okno.

Magiczne dwa pierwsze tygodnie

Moja babcia zawsze zarzekała się, że przez pierwsze dwa tygodnie życia dzieci w ogóle się nie budzą i szczerze mówiąc, niech ją Bóg błogosławi, ale najwyraźniej nigdy nie poznała mojego średniego dziecka. A jednak podobno za tymi babcinymi mądrościami kryje się trochę nauki, a przynajmniej tak powiedziała mi mama-fotografka na jednej z moich grup internetowych. Idealny moment na zrobienie tych uroczych, anielskich ujęć to czas między piątym a czternastym dniem życia.

W przypadku Leo całkowicie to przegapiłam, dlatego na wszystkich swoich wczesnych zdjęciach wygląda jak sztywna, wściekła mała deska. Kiedy maluchy są zupełnie nowe na świecie, wciąż są przyzwyczajone do zwijania się w kłębek, co oznacza, że jeśli delikatnie podwiniesz im nóżki, zazwyczaj po prostu zostaną w tej pozycji i będą spać. Jeśli spróbujesz to zrobić u czterotygodniowego malucha, będzie rzucał się jak ryba wyjęta z wody i patrzył na ciebie ze wzrokiem pełnym zdrady.

W zasadzie wystarczy podkręcić termostat lub grzejnik, aż zaczniesz pocić się w ubraniu, nakarmić je do syta, żeby zapadły w głęboką mleczną śpiączkę, i położyć je blisko okna wychodzącego na północ, ponieważ domowe oświetlenie z góry sprawia, że wyglądają jak mali, żółci zakładnicy.

Pozbądź się drapiących kostiumów

Kiedy patrzę z perspektywy czasu na stroje, w które ubierałam moje pierwsze dziecko, mam ochotę go po prostu przeprosić. Zakładamy im te wielkie tiulowe kokardy, które zostawiają odgniecenia na ich miękkich, malutkich główkach, albo syntetyczne, falbaniaste rampersy, od których dostają pokrzywki. W końcu dotarło do mnie, że mniej zawsze znaczy więcej, zwłaszcza gdy chcesz mieć po prostu jedno przyzwoite zdjęcie dziecka do wysłania teściowej, żeby przestała pisać sms-y z pytaniami o to, co u was.

Ditch the scratchy costumes — How to Take Good Newborn Photos Without Losing Your Damn Mind

W przypadku najmłodszej córki całkowicie zrezygnowałam z tych udziwnień i ubrałam ją w Niemowlęce Body z Bawełny Organicznej marki Kianao. Tak, wiem, że to brzmi absurdalnie, by wydawać spore pieniądze na coś, co dziecko i tak nieuchronnie ubrudzi przy wypadku pieluszkowym, ale niebarwiona bawełna nie gryzie się z ich dziwnym, plamistym odcieniem skóry noworodka i układa się gładko, zamiast marszczyć się wokół szyi jak tanie body. Materiał jest tak miękki, że nie podrażniał jej małych plamek egzemy, dzięki czemu wyglądała spokojnie, a nie jakby wciąż coś ją swędziało i drażniło. Czasami zwykłe białe, idealnie dopasowane body podkreśla dokładnie to, jak malutkie i doskonałe są nasze dzieci, bez odwracającego uwagę neonowego nadruku w dinozaury.

Jako tła początkowo próbowałam użyć tego jasnego Bambusowego Kocyka Wszechświat, który dostaliśmy od mojej siostry. Nie zrozumcie mnie źle, jest bardziej miękki niż cokolwiek, co mam w domu, i reguluje temperaturę tak dobrze, że szczerze ubolewam, iż nie robią go w rozmiarach dla dorosłych. Jednak jaskrawopomarańczowe i żółte planety wprowadzały do kadru po prostu zbyt duży chaos. Kolory odbijały się na jej twarzy i sprawiały, że wyglądała, jakby miała lekką żółtaczkę, więc teraz używamy tego kocyka wyłącznie do drzemek w wózku.

Zamiast tego rozłożyłam nasz Kocyk z Bawełny Organicznej w Wiewiórki prosto na podłodze, tam, gdzie padało słońce. Beż jest super neutralny, więc wyglądał jak profesjonalne tło studyjne, a rzucenie obok małego rekwizytu daje świetne wyczucie skali, by rok później można było płakać nad tym, jak szybko rosną. Rzuciłam nasz silikonowy Gryzak Rolka Sushi obok jej główki, bo to po prostu przezabawne, a szczerze mówiąc, zrobiłabym wszystko, by odwrócić uwagę od plamy z ulanego mleka na mojej własnej koszulce.

Przerażająca prawda o internecie

Musimy porozmawiać o tym, co się dzieje, gdy już uda wam się zrobić dobre ujęcie, ponieważ mój mający obsesję na punkcie technologii kuzyn zrujnował mi życie podczas zeszłorocznego Święta Dziękczynienia, wyjaśniając mi zjawisko „sharentingu”. Kiedyś bez zastanowienia wrzucałam całe życie Leo na moje publiczne kanały w mediach społecznościowych, ale teraz jest on w zasadzie moją przestrogą przed zagrożeniami w internecie.

The terrifying truth about the internet — How to Take Good Newborn Photos Without Losing Your Damn Mind

Podobno, jeśli opublikujesz zdjęcie z imieniem i wiekiem dziecka oraz wyraźnym ujęciem jego twarzy, jakiś facet w piwnicy może poskładać te informacje w całość i założyć fałszywą kartę kredytową na nazwisko twojego malucha. Nie do końca rozumiem, jak działają te algorytmy, ale z tego, co udało mi się pojąć, firmy technologiczne nieustannie przeczesują nasze publiczne profile, by trenować swoje modele AI do rozpoznawania twarzy, co brzmi niesamowicie dystopijnie i wręcz obrzydliwie.

Na samą myśl robiło mi się niedobrze, więc całkowicie zmieniłam podejście do zdjęć dzieci w sieci. Zaczęłam stosować zasadę kartki świątecznej: jeśli nie wręczyłabym fizycznej odbitki danego zdjęcia mojemu dziwnemu byłemu szefowi, listonoszowi i ciotce Shirley, to w żadnym wypadku nie trafia ono do internetu. Koniec kropka.

Sztuczka z emoji, którą robisz źle

Kiedy dowiedziałam się o tych wszystkich sprawach związanych z prywatnością, zaczęłam naklejać wielkie emoji słonecznika na twarze moich dzieci, gdy dodawałam zdjęcia do relacji (Stories). Czułam się taka mądra i opiekuńcza, aż do momentu, gdy dowiedziałam się, że robię to całkowicie źle.

Jeśli używasz aplikacji Instagram lub Facebook, by przykleić naklejkę na twarz dziecka, ludzie, którzy wiedzą, co robią, mogą dosłownie pobrać obraz, usunąć warstwy cyfrowe i mimo wszystko zobaczyć twarz twojego malucha. Mogą też wyciągnąć metadane prosto z pliku, by zobaczyć dokładne współrzędne GPS twojego salonu. Mój mózg dosłownie zaliczył zwarcie, kiedy to usłyszałam.

Musisz najpierw edytować zdjęcie w natywnej aplikacji aparatu na swoim telefonie, tam nakleić emoji, zrobić zrzut ekranu TEGO edytowanego zdjęcia, przyciąć je, i dopiero wtedy opublikować zrzut ekranu. Zrzut ekranu podobno spłaszcza obraz tak, że nikt nie może „odkleić” naklejki, a przy okazji usuwa dane lokalizacyjne. Brzmi to jak kompletne szaleństwo i zajmuje dodatkowe trzydzieści sekund, ale szczerze, jako mama w tej dziwnej erze cyfrowej, nie zamierzam już ryzykować w kwestii ich prywatności.

Cyfrowy ślad mojej najmłodszej latorośli praktycznie nie istnieje w porównaniu do najstarszego syna, i czuję się o wiele lepiej wiedząc, że kiedy dorośnie, będzie mogła sama zdecydować, czy chce mieć swoją twarz w internecie. Do tego czasu jedynymi osobami oglądającymi nieedytowane zdjęcia są dziadkowie na naszym zaszyfrowanym, rodzinnym czacie grupowym.

Jeśli chcesz stworzyć kolekcję neutralnych, pięknych ubrań bazowych, które naprawdę dobrze wyglądają przed obiektywem i nie podrażniają delikatnej skóry Twojego dziecka, odkryj nasze organiczne ubranka dziecięce właśnie tutaj.

Zanim pójdziesz wyczyścić całą galerię w telefonie i stresować się swoimi ustawieniami prywatności w internecie, chwyć wielki kubek kawy i przeczytaj niektóre z chaotycznych pytań, które nieustannie dostaję od moich zaprzyjaźnionych mam na temat robienia zdjęć w domu.

Pytania, które mamy naprawdę mi zadają na ten temat

Czy jest już za późno na dobre zdjęcia, jeśli moje dziecko ma miesiąc?

Nie, ale zdecydowanie musisz zweryfikować swoje oczekiwania. Kiedy osiągną granicę trzech lub czterech tygodni, po prostu nie śpią już tak twardo i chcą wyprostować nóżki. Przestań na siłę układać je w tych malutkich, zwiniętych w kłębek pozach, które widzisz na Pintereście, bo będą tego nienawidzić i zaczną na ciebie krzyczeć. Po prostu otul je ciasno w przewiewny otulacz, połóż na pleckach i skup się na uchwyceniu ich otwartych oczu i małych rączek, zamiast próbować ułożyć je w śpiącego precla.

Dlaczego moje zdjęcia robione w domu zawsze wyglądają tak żółto i ziarniście?

To prawie zawsze domowe oświetlenie z sufitu psuje cały efekt. Większość domowych żarówek daje ciepłe, żółte światło, przez które skóra noworodka wygląda okropnie. Musisz dosłownie wyłączyć każdą lampę i górne światło w pokoju, odsłonić żaluzje w największym oknie, jakie masz, i ułożyć dziecko przodem do światła. Jeśli dzień jest pochmurny, to jeszcze lepiej, ponieważ chmury działają jak gigantyczny dyfuzor, dzięki czemu na twarzy dziecka nie powstaną ostre cienie.

Jak poradzić sobie z trądzikiem niemowlęcym przed robieniem zdjęć?

Szczerze mówiąc, po prostu zostaw go w spokoju. Przez pierwsze dwa miesiące skóra mojego drugiego dziecka wyglądała jak pizza pepperoni. Nasz pediatra wspomniał kiedyś mimochodem, że to tylko matczyne hormony opuszczają ich małe ciałka, a pocieranie tego miejsca tylko sprawia, że krostki stają się bardziej czerwone i podrażnione. Obiecuję, że oglądając te zdjęcia za pięć lat, nawet nie zwrócisz uwagi na te małe krostki. Jeśli jednak bardzo ci to przeszkadza, nie ma absolutnie żadnego wstydu w użyciu subtelnego narzędzia do rozmycia w telefonie przy tym jednym zdjęciu, które zamierzasz wydrukować i powiesić na ścianie w salonie.

Moja rodzina złości się, gdy nie wysyłam im codziennie zdjęć dziecka. Co robić?

Stawiasz granice i pozwalasz im się złościć. Pamiętam połóg po pierwszym dziecku. Czułam się jak małpka w cyrku, wysyłając wiadomości z relacjami do dwudziestu różnych krewnych w czasie, gdy goiły się moje szwy. Teraz używam współdzielonego albumu w iCloud, do którego wrzucam kilka zdjęć tygodniowo, i jeśli ktoś chce je zobaczyć, może tam zajrzeć. Wracasz do siebie po poważnym wydarzeniu medycznym i utrzymujesz przy życiu małego człowieka; nie jesteś dziennikiem informacyjnym.

Co zrobić, żeby dziecko się nie budziło, gdy je przenoszę i układam?

Biały szum to twój najlepszy przyjaciel, ale musisz włączyć go tak głośno, aż stanie się to trochę niekomfortowe. Kiedyś po prostu szeptem robiłam „ćśśś”, ale moja sąsiadka, była pielęgniarka, uświadomiła mi, że w łonie matki jest dosłownie tak głośno jak podczas odkurzania. Włączam playlistę z głębokim brązowym szumem na Spotify, kładę telefon tuż przy ich stópkach i zanim spróbuję zmienić ich pozycję, czekam, aż zasną tak głęboko, że ich rączki stają się całkowicie wiotkie. Jeśli ich dłonie są wciąż zaciśnięte w małe piąstki, powoli zrób krok w tył, bo nie zapadły jeszcze w twardy sen.