Droga Saro sprzed dokładnie sześciu miesięcy,
Siedzisz właśnie po turecku na zakurzonej podłodze na strychu. Masz na sobie starą uczelnianą bluzę Dave'a, która intensywnie pachnie wilgotnym kartonem, i dosłownie rzewnie płaczesz do plastikowego pudła z ubrankami, z których Leo już wyrósł. Maya krzyczy na dole coś o tym, że chce paluszek serowy, ale ją ignorujesz, bo właśnie to znalazłaś. Jego stary kask korekcyjny.
Ten niebieski. Z małymi goglami lotniczymi, które kazałam namalować po bokach na zamówienie, żeby wyglądał mniej jak sprzęt medyczny, a bardziej jak uroczy dodatek.
Trzymasz go jak czaszkę Yoricka w sztuce Szekspira i po prostu zanosisz się płaczem. Zwykłe trzymanie tego maleńkiego, przesiąkniętego potem kawałka pianki i plastiku nagle przywołało na nowo przytłaczającą, duszącą panikę tamtych pierwszych dni. Pamiętam, ile czasu spędziłaś na gorączkowym wpisywaniu w Google o 3 nad ranem dlaczego niemowlęta noszą kaski, podczas gdy twoja kawa po raz czwarty tego ranka stygła w mikrofali. Pisałam tak szybko i płakałam tak mocno, że moja historia wyszukiwania była tylko chaosem literówek w stylu plaska glowka dzieco i czy mojemu dziecku nic nie bedzie.
Po prostu chciałam, żeby mojemu słodkiemu maleństwu nic nie było, rozumiesz?
Przed pojawieniem się Leo widywałam w parku albo w markecie inne dzieci noszące takie małe kaski i szczerze mówiąc, myślałam, że po prostu mają bardzo nadopiekuńczych rodziców. Typu: „oh, pewnie uczą się chodzić, a ich mama śmiertelnie boi się rogów stołu”. Nie miałam bladego pojęcia, że to kwestia medyczna, dopóki sama nie zostałam tą mamą siedzącą z hiperwentylacją na szeleszczącym papierze lekarskiej kozetki.
To długie słowo na literę „P”, które powiedział mój lekarz
Więc dr Miller — nasz pediatra, który zawsze wygląda, jakby desperacko potrzebował drzemki i bardzo mocnego espresso — powiedział mi, że to się nazywa plagiocefalia ułożeniowa. Co brzmi przerażająco. Dosłownie myślałam, że diagnozuje u mojego czteromiesięcznego dziecka jakąś prehistoryczną chorobę dinozaurów. Ale on westchnął, narysował bardzo koślawe koło na papierowym podkładzie na kozetce i spróbował mi wyjaśnić, że czaszki niemowląt są jak miękkie płyty tektoniczne, które sobie pływają.
Mówił coś o tym, że ich mózgi rosną o jakieś 75% do drugiego roku życia? Szczerze mówiąc, niewiele pamiętam, bo mój mózg miał wtedy zwarcie, ale w dużym skrócie powiedział, że ich główki są super plastyczne, żeby mogły przecisnąć się przez kanał rodny, i ponieważ rosną tak szybko, jeśli leżą w jednym miejscu zbyt długo, to miejsce staje się płaskie. To po prostu syndrom płaskiej główki.
Zgaduję, że w latach 90., kiedy wychowywali nas nasi rodzice, dzieci po prostu spały na brzuchach i miały idealnie okrągłe głowy jak kule do kręgli. Ale potem, w 1992 roku, ruszyła cała ta kampania „Z powrotem na plecy”. Co jest oczywiście, dzięki Bogu, super, bo w zasadzie drastycznie zmniejszyło wskaźnik SIDS (nagłej śmierci łóżeczkowej). Ale to oznaczało również, że całe pokolenie niemowląt nagle spało na plecach przez długie godziny, dopóki ich miękkie, małe czaszki nie spłaszczyły się jak naleśniki. Więc tak, chronimy je przed najgorszymi rzeczami, ale w zamian dostajemy płaskie główki. Chyba uczciwa wymiana. W każdym razie, chodzi o to, że teraz to jest niesamowicie powszechne.
Dr Miller mruknął też coś o kraniosynostozie, gdzie kości czaszki zrastają się ze sobą zbyt wcześnie i potrzebna jest prawdziwa operacja, ale szczerze mówiąc, całkowicie to wyparłam, bo już zapadałam się w przepaść matczynego poczucia winy.
Koszmar kręczu szyi, który zawładnął moim życiem
Oczywiście, Leo nie miał tylko płaskiej główki. Miał też kręcz szyi. Co jest po prostu bardzo eleganckim, drogo brzmiącym medycznym określeniem na zbyt napięte mięśnie.
W skrócie, jego szyja była zablokowana z prawej strony, więc nieustannie wolał patrzeć w lewo. ZAWSZE w lewo. Gdyby przez prawą stronę naszego salonu przemaszerowała orkiestra dęta, nawet by nie mrugnął, ale gdyby po lewej stronie przeleciał kłębek kurzu, wpatrywałby się w niego jak zahipnotyzowany. Ponieważ zawsze leżał z głową zwróconą w lewo, ta strona jego czaszki zrobiła się ekstremalnie płaska i zaczęła popychać jego lewe ucho do przodu.
Dziewczyny, spędziłam bite trzy miesiące na fizjoterapeutycznym rozciąganiu go, podczas którego czułam się, jakbym siłowała się z małym aligatorem. Non-stop machałam drogimi drewnianymi grzechotkami po jego prawej stronie, wyglądając jak obłąkana, mocno nakręcona kofeiną dyrygentka orkiestry. Spójrz w prawo, Leo! Spójrz na to ładne drewniane kółeczko! SPÓJRZ W PRAWO, BO TWOJA GŁOWA BĘDZIE TRAPEZEM!
To było piekło. Czyste, potwornie wyczerpujące piekło.
Czułam się niesamowicie winna. Jak to w ogóle możliwe, że nie zauważyłam, że patrzy tylko w lewo? Czy za dużo gapiłam się w telefon podczas karmienia go piersią? Czy zostawiałam go za długo w bujaczku, żeby móc w końcu wziąć prysznic, stojąc w zimnej wodzie, żeby było szybciej?
Zamiast gorączkowo wyrzucać wszystkie leżaczki z domu i płakać bez opamiętania, zmuszając krzyczące niemowlę do trzech nieprzerwanych godzin leżenia na brzuszku – bo myślisz, że zniszczyłaś mu główkę na zawsze – po prostu weź głęboki oddech. Może połóż malucha na swojej klatce piersiowej, ułóż się wygodnie na kanapie i obejrzyj coś na Netflixie.
Spocona, śmierdząca rzeczywistość 23 godzin na dobę
Kiedy w końcu dostaliśmy kask, powiedzieli mi, że musi go nosić przez 23 godziny na dobę.

DWADZIEŚCIA. TRZY. GODZINY.
Masz dokładnie jedną godzinę dziennie, żeby go zdjąć, wykąpać dziecko i z całą mocą wyszorować wnętrze kasku alkoholem izopropylowym. Bo powiem wam coś, przed czym nikt was nie ostrzeże: ten zapach. O Boże, co to był za zapach. Niemowlę noszące na głowie wyłożoną pianką plastikową skorupę przez 23 godziny na dobę pachnie dokładnie jak szatnia hokejowa z liceum wymieszana ze zsiadłym mlekiem i starym serem.
To takie obrzydliwe. Tyle potu. Wszędzie.
Ponieważ w środku lipca w zasadzie nosił w domu grubą czapkę, jego mała główka ciągle się pociła, co oznaczało, że całe jego ciało się przegrzewało. Naprawdę uważam, że Leo by uległ samozapłonowi, gdybym nie znalazła Niemowlęcego body z bawełny organicznej od Kianao.
To body bez rękawów stało się moim absolutnym Świętym Graalem. Kupiłam sześć sztuk w różnych kolorach. Ponieważ w 95% składa się z bawełny organicznej, naturalne włókna były dosłownie jedyną rzeczą, która powstrzymywała go przed zamienieniem się w śliską, pokrytą potówkami kulkę nieszczęścia pod całym tym sprzętem medycznym. Wiem, że to tylko bodziak, ale on naprawdę pozwalał skórze oddychać. A kopertowe ramiona okazały się absolutnym wybawieniem, bo kiedy nieuchronnie zaliczał gigantyczną awarię w pieluszce, mogłam ściągnąć brudne ubranko w dół, zamiast próbować przeciągać materiał ubrudzony kupą przez jego wielki plastikowy kask.
Jeśli masz teraz dziecko w kasku, albo po prostu bardzo mocno pocące się niemowlę, mówię poważnie, rzuć okiem na ich kolekcję ubranek z bawełny organicznej. To uratowało moje zdrowie psychiczne.
Nadmierna rekompensata w klubie golfowym
Ponieważ czułam się tak strasznie winna z powodu kasku — jakbym w jakiś sposób zawiodła go jako matka — zaczęłam masowo to rekompensować poprzez dobór jego ubranek. Chciałam, żeby ludzie patrzyli na niego i myśleli: Wow, co za stylowe niemowlę, zamiast Wow, co mu się stało w głowę?
Więc w amoku wynikającym z braku snu, kupiłam mu te Niemowlęce trampki. Będę z tobą całkowicie szczera — są absurdalnie urocze. Wyglądają jak maleńkie mokasyny żeglarskie. Ale Leo miał wtedy sześć miesięcy. Nie chodził. Nawet nie raczkował. Był dosłownie małym kartofelkiem.
Dave rzucił tylko okiem na niego siedzącego w wózku, w kasku korekcyjnym i tych malutkich mokasynach żeglarskich, po czym zapytał, dlaczego nasze niemowlę wygląda jak miniaturowy makler giełdowy, który miał tragiczny wypadek wózkiem golfowym w luksusowym klubie.
Znaczy się, te buciki są świetne, jeśli twoje dziecko faktycznie się podciąga przy meblach i uczy chodzić, bo mają miękką, antypoślizgową podeszwę, co jest super dla rozwoju stopy. Ale dla sześciomiesięcznego bobasa? Prawdopodobnie gigantyczna przesada. Czy mimo to zakładałam mu je za każdym razem, gdy jechaliśmy na zakupy do Targetu? Owszem. Zakładałam. Bo były takie urocze.
Porozmawiajmy o tym gapieniu się
A skoro o markecie mowa, porozmawiajmy o wyjściach z domu. To była dla mnie absolutnie najgorsza część. Sama z siebie jestem osobą lękową. Nie lubię, gdy ludzie na mnie patrzą.

Ale kiedy masz dziecko w kasku, wszyscy się gapią.
Zazwyczaj nie mają złych intencji. To w większości zwykła ciekawość. Ale pewnego dnia na parkingu pod supermarketem taki starszy facet z pokolenia boomersów dosłownie zatrzymał swój wózek, zaczął się wpatrywać w Leo i zapytał mnie: „Co się stało? Upuściła go pani na głowę?”.
Zamarłam. Miałam ochotę na niego nawrzeszczeć. Chciałam mu po kolei wyjaśnić czym jest plagiocefalia ułożeniowa, opowiedzieć o kampanii i mechanice niezrośniętych szwów czaszkowych u niemowląt. Zamiast tego, po prostu agresywnie naciągnęłam na nogi Leo Pajacyk z bawełny organicznej Kianao (który tak przy okazji, ma te cudowne guziczki, z którymi absolutnie się szamotałam i przeklinałam je podczas zmian pieluch o 3 nad ranem, ale materiał był na tyle miękki, że nie podrażniał mu szyi w miejscu, w którym obcierał pasek od kasku, więc warto było), wymamrotałam coś pod nosem o tym, że „to tylko kask modelujący” i dosłownie uciekłam do samochodu.
Jesteś czasem po prostu tak potwornie zmęczona ciągłym tłumaczeniem.
Ale potem raz na jakiś czas zdarza się, że stoisz w alejce w sklepie spożywczym, wpatrując się bezmyślnie w paczki z kawą, a obok przechodzi inna mama ze swoim maluchem. Złapie twoje spojrzenie, popatrzy na kask i pośle ci ten jeden bardzo specyficzny, zmęczony, pełen pełnego zrozumienia uśmiech. I powie: „Moja córka miała różowy. On wygląda w swoim tak słodko”.
A ty po prostu wybuchniesz rzewnym płaczem, stojąc tam obok ciemno palonej kawy.
To naprawdę działa, a potem się kończy
Najbardziej szalone w terapii kaskiem jest to, że on wcale nie uciska ich małych główek. Myślałam, że to działa jak aparat na zęby, który stale wywiera presję. Ale tak nie jest. Dr Miller wyjaśnił (znowu wspomagając się tymi swoimi dziwnymi rysunkami), że kask po prostu ściśle przylega do odstających części, pozostawiając pustą przestrzeń nad płaskim miejscem. W miarę jak mózg dziecka rośnie, po prostu naturalnie wypycha czaszkę w tę wolną, pustą przestrzeń.
I to działa. To naprawdę niesamowicie działa.
Leo nosił swój przez około trzy i pół miesiąca. Aż pewnego dnia poszliśmy do ortotyka, zrobili nam szybki skan 3D i usłyszeliśmy: „Koniec. Jego głowa jest już symetryczna”.
I już. Po wszystkim.
Zdjęłam go z niego, rzuciłam do pudełka na strychu i zupełnie zapomniałam o łzach, brzydkim zapachu i tamtym parkingu pod marketem. Aż do dziś. Sześć miesięcy później. Kiedy tu siedzę i trzęsę się z zimna w starej bluzie Dave'a.
Więc, do mamy, która właśnie teraz siedzi w ciemności i patrzy jak jej maleństwo śpi, przerażona, bo zauważyła spłaszczone miejsce na jego główce... wszystko będzie dobrze. Twoje dziecko nie jest zepsute. Nie zawiodłaś go. Czas na brzuszku jest cudowny, ale czasami główki po prostu robią się płaskie. Zakładasz kask, twoje dziecko przez kilka miesięcy wygląda jak uroczy mały gracz roller derby, a potem ten kask po prostu zdejmujesz.
W każdym razie, jeśli utknęłaś teraz w okopach walki z płaską główką, zafunduj sobie wielką, drogą mrożoną kawę, pozwól, żeby to nieszczęsne pranie poleżało jeszcze jeden dzień i może przejrzyj niezbędniki niemowlęce od Kianao, by znaleźć coś absurdalnie wręcz miękkiego, w co będziesz mogła ubrać swoje dziecko.
Świetnie sobie radzisz.
Trudne pytania, które teraz każdy mi zadaje
Zawsze, gdy moim znajomym rodzi się dziecko z płaską główką, piszą do mnie w wielkiej panice. Oto rzeczy, które ostatecznie zawsze im odpisuję jedną ręką, podczas gdy Maya głośno prosi mnie o kolejną przekąskę.
Czy noszenie kasku boli dziecko?
Szczerze mówiąc, nie. To był mój największy strach. Płakałam przez trzy dni zanim go dostaliśmy, bo byłam pewna, że on będzie cierpiał. Ale to w ogóle nie ściska ich główek! Zostawia tylko pustą kieszeń powietrzną nad spłaszczonym miejscem, żeby mózg miał wystarczająco dużo miejsca na wypchnięcie czaszki podczas wzrostu. Leo był nim zirytowany przez dokładnie 48 godzin, a potem całkowicie zapomniał, że ma coś na głowie. Ostatecznie używał go jako taranu do uderzania w moje piszczele.
Jak do cholery doczyścić z niego wymiociny dziecka?
O Boże, te wymiociny. I ulewanie. I pot. Masz tylko jedną godzinę dziennie, żeby go z niego zdjąć. Natychmiast przecierałam środek 70% alkoholem izopropylowym na waciku, a potem szorowałam go bezzapachową szczoteczką do zębów, jeśli w jakiś sposób udało mu się wcisnąć tam przecier z batatów. Następnie MUSISZ pozwolić mu całkowicie wyschnąć, w przeciwnym razie pachnie okropnie, gorzej niż mokry pies. Czasami wystawiałam go na zewnątrz na mocne słońce przez 20 minut, żeby po prostu wypalić z niego smród.
Czy one naprawdę mogą w tym spać?
Tak. 23 godziny dziennie obejmują sen. Pierwsza noc była trudna, nie będę was okłamywać. Cały czas ocierał swoją małą głową o materac, jakby próbował podrapać się w miejsce, którego za nic nie mógł dosięgnąć. Ale już trzeciej nocy spał zupełnie normalnie. Upewnijcie się tylko, że ubieracie malucha w coś bardzo lekkiego i mocno oddychającego (jak bawełna organiczna), ponieważ kask zatrzymuje mnóstwo ciepła, przez co prześcieradła w łóżeczku mogą szybko być mokre od potu.
Czy czas na brzuszku naprawdę pomoże to naprawić?
Słuchajcie, mój lekarz naprawdę mocno wbił mi do głowy znaczenie czasu na brzuszku. I tak, odciążanie tyłu ich główki to najlepsza i najskuteczniejsza obrona na wczesnym etapie. Ale jeśli dzieci mają już umiarkowaną lub ciężką plagiocefalię, albo kręcz szyi, gdzie ich mięśnie są dosłownie zbyt napięte, by mogły swobodnie się poruszać, sam czas na brzuszku może absolutnie nie wystarczyć. Doprowadzałam się do totalnego szału, próbując wymusić jego leżenie na brzuszku, a ostatecznie i tak skończyliśmy z kaskiem. Róbcie po prostu, co w waszej mocy, ale nie obwiniajcie się absolutnie, jeśli mimo wszystko traficie w końcu do gabinetu ortotyka.





Udostępnij:
Panika wokół wirusa Zika: Co tak naprawdę powiedział mi pediatra
Nocna panika: Kiedy dokładnie dzieci powinny zacząć chodzić?