Była trzecia nad ranem, drewniana podłoga w naszym starym domu była wręcz lodowata, a ja właśnie wdepnęłam gołą stopą na plastikową żyrafę, całkowicie obślinioną przez moje dziecko. Mój najstarszy syn, Carter, miał wtedy cztery miesiące i darł się w łóżeczku niczym dziki kot. Wzięłam go na ręce i w świetle księżyca zobaczyłam, że jego małe knykcie są dosłownie zdarte do krwi, bo żuł własną pięść z siłą szczęk pitbulla.

Byłam tak zmęczona, że ledwo widziałam na oczy. W głowie wciąż dźwięczał mi głos mojej mamy z naszej rozmowy z początku tygodnia. Radziła, żebym posmarowała mu dziąsła odrobiną alkoholu na uspokojenie (co absolutnie u mnie odpada), albo dała mu zmrożoną myjkę. Cóż, myjkę już przerabiałam. Utrzymał ją w rączce przez dokładnie trzy sekundy, po czym upuścił prosto na dywan w salonie, pełen psiej sierści. Kiedy spróbowałam mu ją oddać, rozkrzyczał się, jakbym go śmiertelnie obraziła.

Powiem wam szczerze. Zanim urodziłam dzieci, byłam nauczycielką i wydawało mi się, że mam ten cały rozwój dziecka w małym palcu. Kiedyś widziałam na Instagramie te małe, silikonowe rękawiczki do gryzienia i przewracałam oczami tak mocno, że mało co nie naciągnęłam sobie mięśnia. Uważałam, że wyglądają jak miniaturowe rękawice bokserskie i są szczytem konsumpcyjnego absurdu, stworzonym tylko po to, by wyciągnąć kasę od przewrażliwionych matek. Święcie wierzyłam, że moje dziecko będzie po prostu grzecznie żuć rustykalne, drewniane kółko niczym jakieś anielskie dziecię z dawnych lat.

Ale stojąc w ciemności z płaczącym, ociekającym śliną maluchem, który właśnie zjadał własną dłoń, całkowicie wymiękłam. Usiadłam w fotelu bujanym, chwyciłam za telefon i gorączkowo zaczęłam szukać rękawiczki-gryzaka z najszybszą możliwą dostawą, całkowicie porzucając swoją dumę tylko po to, żebyśmy wszyscy mogli wreszcie trochę pospać.

Absurdalna przepaść między bólem ząbkowania a zdolnościami motorycznymi

Nasz pediatra próbował mi wyjaśnić biologię tego, co działo się z Carterem, i choć to wszystko miało sens, byłam wściekła na to, jak dziwnie „zaprojektowane” są ludzkie dzieci. Okazuje się, że ząbkowanie to gigantyczny maraton, który zaczyna się znacznie wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Lekarz wspominał, że zęby faktycznie przesuwają się pod dziąsłami przez jakieś osiem dni na każdego zęba, zanim w ogóle zobaczysz białą kropkę. Zastanówcie się nad tym przez chwilę – to brzmi jak absolutne tortury.

Problem polega na tym, że ten głęboki ból dziąseł zazwyczaj pojawia się u maluchów w wieku trzech lub czterech miesięcy. A wiecie, w czym czteromiesięczne dziecko jest absolutnie beznadziejne? W trzymaniu dosłownie czegokolwiek. Koordynacja ręka-oko w tym wieku praktycznie nie istnieje, a siła chwytu przypomina uścisk pijanego kraba.

Mają więc tę przytłaczającą, desperacką potrzebę, by w coś ugryźć i poczuć ulgę, ale fizycznie nie potrafią utrzymać zabawki w dłoni na tyle długo, by trafić nią do buzi. Upuszczają zabawkę, denerwują się, płaczą, a potem uciekają się do jedynej rzeczy, która jest na stałe przymocowana do ich ciała: własnych dłoni. A kiedy zaczną już agresywnie ssać i żuć swoje paluszki, ciągła wilgoć powoduje powstawanie okropnych, czerwonych wysypek wokół ust i na rączkach, dając im kolejny powód do cierpienia.

Co tak naprawdę rozwiązuje silikonowa rękawiczka

Kiedy rękawiczka-gryzak w końcu przyszła pocztą, czułam się jak gigantyczna hipokrytka, zakładając ją mojemu dziecku na nadgarstek. Ale wystarczyło jedno popołudnie, bym zrozumiała, dlaczego ludzie kupują takie gadżety. Cały jej urok polega na tym, że całkowicie eliminuje potrzebę umiejętności trzymania zabawki przez niemowlaka.

What a wearable silicone glove actually fixes — The Truth About Why I Finally Caved and Bought a Mitt Teether

Delikatnie zapina się ją na rzep wokół nadgarstka, więc fizycznie nie da się jej upuścić na brudną podłogę. Górna część jest pokryta silikonową, teksturowaną nakładką, którą maluchy mogą dociskać do buzi, jak tylko chcą. Rękawiczka całkowicie zasłania knykcie, dzięki czemu skóra na dłoniach odpoczywa od ciągłej wilgoci ze śliny i ma szansę w końcu się zagoić.

Z tego co wiem, istnieją rygorystyczne przepisy wymagające, by produkty dla niemowląt były wykonane z silikonu spożywczego, bez BPA i metali ciężkich. To dawało mi spokój ducha, skoro mój syn praktycznie „jadł” tę rękawiczkę całymi godzinami. Nasz model miał nawet wszytą w materiał szeleszczącą folię, więc przy każdym ruchu rączki wydawał dźwięk, który na chociaż pięć sekund odwracał jego uwagę od bolących dziąseł.

Porozmawiajmy o najważniejszym: ryzyko zadławienia

Skoro jesteśmy już przy temacie sposobów na ząbkowanie, muszę zrzucić coś z serca, bo non-stop widzę to na facebookowych grupach dla mam i doprowadza mnie to do białej gorączki.

Te bursztynowe naszyjniki na ząbkowanie. Wiecie, o czym mówię. Każda „eko-mama” w okolicy daje sobie za nie uciąć rękę i przekonuje, że ciepło ciała dziecka rozgrzewa żywicę, uwalniając do krwiobiegu jakiś magiczny kwas bursztynowy, który naturalnie uśmierza ból. Przykro mi i nie chcę nikogo urazić, ale dla mnie to brzmi jak wyssane z palca bzdury, a nawet jeśli tak nie jest, to fizyczne ryzyko z nimi związane po prostu przeraża.

Bierzesz sznurek malutkich, twardych koralików i zawiązujesz go na szyi niemowlaka, który nie potrafi jeszcze w pełni kontrolować ruchów własnej głowy. Nasz pediatra skutecznie mi je wybił z głowy, tłumacząc, jak łatwo taki naszyjnik może zahaczyć się o szczebelki łóżeczka i udusić dziecko, albo jak maluch może zerwać sznurek i natychmiast połknąć lub zachłysnąć się koralikiem. To po prostu nie jest warte ryzyka, zwłaszcza że istnieje mnóstwo bezpieczniejszych sposobów na masowanie i łagodzenie bolących dziąseł.

A tak na marginesie – nigdy nie zamrażajcie gryzaków na kamień, chyba że chcecie przypadkowo odmrozić maluchowi dziąsła. Po prostu włóżcie je do lodówki na dziesięć minut. Taka temperatura w zupełności wystarczy.

Co się dzieje, gdy w końcu odkryją, do czego służy kciuk

Faza na noszoną rękawiczkę jest intensywna, ale dość krótka, bo około szóstego lub siódmego miesiąca mózg dziecka w końcu odkrywa, jak sprawić, by kciuk i reszta palców zaczęły ze sobą współpracować. Kiedy maluchy potrafią już pewnie chwytać przedmioty i je trzymać, rękawiczka staje się trochę obrzydliwym, przemoczonym balastem. Ślina w połączeniu z materiałem i rzepem w pewnym momencie zamienia się w eksperyment naukowy, i chociaż można je bez problemu prać w pralce w woreczku na pranie, ja z wielką ulgą przeszłam na w całości silikonowe gryzaki, które mogłam po prostu opłukać pod gorącą wodą w zlewie.

What happens when they finally figure out how to use their thumbs — The Truth About Why I Finally Caved and Bought a Mitt Tee

I tutaj robię się niesamowicie wybredna. Prowadzenie małego biznesu na Etsy i jednoczesne utrzymywanie przy życiu trójki dzieci poniżej piątego roku życia sprawia, że mam zerową cierpliwość do wymagających akcesoriów dziecięcych. Zawsze patrzę na cenę i stanowczo odmawiam zakupu czegokolwiek, czego nie mogę po prostu wrzucić do zmywarki.

Kiedy mojemu drugiemu dziecku, Sadie, zaczęły wychodzić dolne zęby, chciałam czegoś, co będzie jej łatwo utrzymać w rączce. Tak trafiliśmy na silikonowy gryzak Wiewiórka od Kianao. Uwielbiam go! Ma kształt małego kółka, więc praktycznie nie da się go upuścić, gdy maluch ma już opanowany podstawowy chwyt. Z boku ma ten uroczy, teksturowany detal w kształcie żołędzia, który Sadie wręcz zaciekle gryzła, gdy stałyśmy w kolejce samochodowej przed przedszkolem. Zrobiono go w 100% z litego silikonu spożywczego, jest całkowicie nietoksyczny i ma naprawdę świetną cenę, co idealnie wpasowuje się w mój budżet.

Muszę dodać, że marka Kianao ma w ofercie również ten przepiękny ręcznie robiony gryzak z drewna i silikonu. I choć wygląda absolutnie zjawiskowo i byłby cudownym elementem kosza prezentowego na baby shower, radzę wam go odpuścić, jeśli to na waszej głowie spoczywa codzienne zmywanie. Ma pierścień z surowego drewna bukowego, co oznacza, że trzeba go delikatnie przecierać wilgotną ściereczką – nie można go zamoczyć w wodzie ani włożyć do lodówki, bo skrajne temperatury po prostu zniszczą drewno. Słuchajcie, nie mam już w głowie przestrzeni na ostrożne, ręczne mycie estetycznych zabawek, kiedy do nogi przyklejony jest wrzeszczący dwulatek domagający się soczku w kartoniku. Jeśli wy macie na to czas – chylę czoła, ale ja potrzebuję rzeczy, które przetrwają mycie na górnej półce zmywarki.

Jeśli szukacie innej solidnej i łatwej w czyszczeniu opcji, to ich gryzak Panda też jest wspaniały. Jest całkowicie płaski i dość szeroki, dzięki czemu maluchy mogą swobodnie wsunąć go głębiej do buzi, gdy zaczną się wyrzynać te bolesne zęby trzonowe. Dodatkowo małe, bambusowe wypustki stanowią świetną, kojącą teksturę do gryzienia.

Brudna prawda o bólu ząbkowania

Jeśli jesteście właśnie w samym środku tego etapu, obiecuję wam, że to w końcu minie. Chociaż teraz macie pewnie wrażenie, że do końca swoich dni będziecie wycierać ślinę z własnego ubrania i z buzi dziecka.

Oto kilka luźnych przemyśleń i rad, które zebrałam po potrójnym doświadczeniu ząbkowania:

  • Wysypka od śliny bywa bezlitosna. Miejcie pod ręką zwykłą wazelinę lub bardzo gęsty krem barierowy i obficie smarujcie brodę oraz fałdki na szyi malucha przed snem, bo inaczej wilgoć dosłownie podrażni im skórę przez noc.
  • Wasze dziecko będzie gryzło rzeczy, których gryźć absolutnie nie powinno. Mój najmłodszy zniszczył pasek od mojej drogiej torby na pieluchy, bo bardziej podobała mu się tekstura płótna niż jego własne zabawki. Po prostu podsuwajcie im wtedy zimny silikonowy gryzak i starajcie się nie złościć.
  • Objawy bywają mylące. Czasami dzieci pociągają się za uszy tak mocno, że jesteś pewna, że to zapalenie ucha. Nasz lekarz wyjaśnił nam, że ból z dziąseł promieniuje wzdłuż żuchwy, powodując uczucie pulsowania w uszach. I tak oto pędzisz do przychodni po antybiotyk, a na miejscu dowiadujesz się, że to tylko idzie nowy ząb.

Jeśli odchodzicie od zmysłów, próbując znaleźć coś, czego wasze dziecko nie upuści od razu na podłogę, śmiało przejrzyjcie kolekcję gryzaków na ząbkowanie od Kianao. Na pewno znajdziecie coś, co sprawdzi się na obecnym, przejściowym etapie motoryki waszego malucha. Musicie po prostu jakoś przetrwać tę fazę. Jeśli oznacza to przypięcie jaskrawej silikonowej rękawiczki do rączki dziecka, abyście mogły