Kiedyś myślałam, że skoro Maya skończyła sześć miesięcy, to automatycznie dostaje dawkę leku dla „półroczniaka”. Jakby to był rozmiar buta albo kolejny kamień milowy. Doskonale pamiętam, jak stałam w naszej maleńkiej, wąskiej kuchni w starym mieszkaniu, mając na sobie za dużą studencką koszulkę mojego męża Dave'a, sztywną od zaschniętego ulewania na lewym ramieniu, trzymając wrzeszczącego, rozpalonego do czerwoności Leo o 3:14 nad ranem. Zmrużonymi oczami wpatrywałam się w tę lepką, wiśniową buteleczkę paracetamolu dla niemowląt, próbując zrozumieć, dlaczego informacje na opakowaniu są tak potwornie niejasne. Ponieważ absolutnie największym kłamstwem, jakie wmawia się młodym rodzicom, jest to, że leki dawkuje się według wieku, co jest po prostu szalone, gdy się nad tym zastanowić, bo przecież niemowlęta to tak naprawdę zupełnie różne gatunki. Półroczniak mojej przyjaciółki wyglądał jak miniaturowy zawodnik futbolu amerykańskiego, a Leo przypominał obranego orzeszka ziemnego. Tu wcale nie chodzi o wiek. Tu liczy się wyłącznie waga. Co jest totalnie do bani, kiedy nie ważyłaś swojego dziecka od sześciu tygodni i w panice googlujesz „ile waży przeciętny arbuz”, żeby mieć jakieś porównanie, podczas gdy twój maluch rzuca się jak mały, wściekły aligator.
Cały ten system to spisek wymierzony w zmęczonych rodziców. Dave nazywa to lekarstwo „małym P”, bo uważa, że używanie skrótów sprawia, że brzmi jak wyluzowany, fajny tata. Doprowadza mnie to do szału, bo to nie jest żaden narkotyk klubowy, Dave, to zwykły paracetamol. W każdym razie chodzi o to, że obliczenie odpowiedniej dawki to przerażające równanie matematyczne, z którym musisz się zmierzyć dokładnie wtedy, gdy twój mózg pracuje na absolutnie najniższych obrotach.
Waga łazienkowa to teraz twój jedyny szef
Więc nasza pediatra, doktor Sarah (tak, mamy tak samo na imię, nie, nie udzielam porad medycznych samej sobie), w końcu posadziła mnie i wyjaśniła, że dawkę trzeba dobierać do wagi dziecka. Powiedziała, że magiczny przelicznik medyczny to około 10 do 15 miligramów na kilogram masy ciała, co wymaga zaawansowanej matematyki. O 3 nad ranem. O Boże.
Skończyło się na tym, że stałam na naszej elektronicznej wadze łazienkowej, trzymając wrzeszczącego Leo, patrzyłam na wynik, po czym odkładałam go na zimne kafelki, gdzie krzyczał jeszcze głośniej, ważyłam samą siebie i robiłam odejmowanie. Uświadomiłam sobie, że od wtorku przytyłam półtora kilo, popłakałam się przez sekundę, a potem w końcu wyliczyłam, że on waży około 7,5 kilo. Dave właściwie zrobił nam zalaminowaną tabelę dawkowania paracetamolu dla niemowląt, która wisi teraz na naszej lodówce. Jest cała pokryta plamami z kawy i wygląda jak list z żądaniem okupu, ale ogólnie, przy standardowych lekach dostępnych na rynku, doktor Sarah powiedziała nam, że przy wadze 5,5 do 7,5 kg podaje się 2,5 ml, a przy 8 do 10,5 kg podaje się 3,75 ml. Ale szczerze mówiąc, musisz skonsultować się z własnym lekarzem, bo jeśli czegoś się nauczyłam, to tego, że zgadywanie to fatalny pomysł.
Dave wyczytał też gdzieś na jakimś dogłębnym forum dla tatusiów, że dawno temu firmy farmaceutyczne zmieniły stężenie kropli dla niemowląt. Podobno stare krople dla niemowląt były bardzo silne i rodzice przez pomyłkę mylili je z syropami dla starszaków, podając maluchom podwójną dawkę. Więc teraz leki dla niemowląt i dla starszych dzieci mają dokładnie taką samą moc (160 mg na 5 ml), ale te dla niemowląt są po prostu wyposażone w taką małą plastikową strzykawkę zamiast miarki-kubeczka. Co jest niezłym absurdem, bo i tak kasują cię kilkanaście złotych więcej za opakowanie dla niemowląt tylko dlatego, że jest na nim zdjęcie dzidziusia. Marketing to jedno wielkie oszustwo.
Zapasy ze strzykawką
Znajomość właściwej dawki paracetamolu to zaledwie dziesięć procent sukcesu, bo pozostałe dziewięćdziesiąt to faktyczne wciśnięcie tego lepkiego płynu w dziecko, które nagle nabrało krzepy olimpijskiego gimnastyka. Próbujesz to wstrzyknąć, ono ma odruch wymiotny, agresywnie wypycha język na zewnątrz i nagle twoje dziecko oraz pościel są pokryte lepkim, fioletowym barwnikiem.

Zrujnowałam TYLE uroczych ubranek, zanim odrobiłam tę lekcję. Kiedyś Maya wypluła całą dawkę wiśniowoczerwonego płynu na swoje Body Dziecięce z Bawełny Organicznej. Byłam załamana, bo to było moje absolutnie ulubione body – ma idealną elastyczność i jako jedyne nie podrażniało jej egzemy pod kolanami. Ale czerwony barwnik to w zasadzie permanentny marker. Szorowałam je płynem do naczyń, sodą oczyszczoną i czystą furią, nic nie podziałało. Po tym incydencie całkowicie przerzuciłam się na przezroczyste leki bez barwników. Po prostu kupujcie te przezroczyste, ocalicie ubranka, ocalcie swoje zdrowie psychiczne.
Moja mama pokazała mi dosłownie jedyną technikę podawania strzykawką, która naprawdę działa. Nie wstrzykujesz leku prosto do gardła, bo dziecko po prostu się zakrztusi i wykaszle ci to prosto w twarz. Musisz celować strzykawką w wewnętrzną stronę policzka, trochę z tyłu, przy dziąsłach. A potem – i to jest ta dziwna część – delikatnie ściskasz policzki dziecka, tak żeby jego usta ułożyły się w rybi pyszczek. Jeśli w ten sposób przytrzymasz policzki, maluch fizycznie nie ma jak wypluć leku i odruchowo go połyka. To wydaje się trochę okrutne, to ściskanie tych mięciutkich, małych policzków, kiedy dziecko płacze, ale to naprawdę działa. Potem od razu wpycham Mayi smoczek do buzi albo podaję jej pierś, żeby zapomniała o tym, co się właśnie stało. Przetrwanie.
Jeśli właśnie próbujesz przetrwać niekończący się cykl dziecięcych chorób i ząbkowania, prawdopodobnie powinnaś sprawdzić ofertę marki Kianao, w której znajdziesz organiczne niezbędniki i zabawki łagodzące dla niemowląt, zanim uderzy kolejny nocny kryzys.
Zaraz, czy oni na pewno są chorzy?
W połowie przypadków, gdy myślałam, że Leo ma gorączkę, wcale nie był chory. Po prostu ząbkował. Ząbkowanie to absolutne wcielenie diabła. Dzieci robią się gorące, ślinią na wylot cztery śliniaki na godzinę i zachowują się, jakby kończył się świat. Ciągle podawałam mu leki, myśląc, że łapie go jakiś wirus, ale dr Sarah powiedziała: „Sarah, spójrz na jego dziąsła, to są dosłownie sztylety, które próbują przebić mu się przez czaszkę”.
Poczułam się jak idiotka. Okazało się, że po prostu musiał agresywnie coś pogryźć, żeby złagodzić ciśnienie. Ostatecznie kupiliśmy ten Silikonowy Gryzak dla Niemowląt Panda i był to autentyczny ratunek. Wcale nie przesadzam. Ma takie małe teksturowane wypustki, które wyglądają jak pędy bambusa, i on po prostu żuł go godzinami, jak mały wściekły piesek. Zaczęliśmy go trzymać w lodówce tuż obok moich zapasów awaryjnej mrożonej kawy. Zimny silikon w zasadzie zadziałał jak lekarstwo, znieczulając jego dziąsła, a ja nie musiałam co sześć godzin siłować się z plastikową strzykawką wciśniętą w jego usta. Do tego ma taki płaski kształt, że jego pulchne małe rączki mogły go mocno chwycić, nie upuszczając go co trzy sekundy na brudną podłogę w supermarkecie.
Czasami, jeśli rzeczywiście są chore, po prostu musisz odwrócić ich uwagę w oczekiwaniu, aż leki zaczną działać. Ja zazwyczaj po prostu rzucam w nich zabawkami. Mamy te Delikatne Klocki dla Niemowląt, takie z miękkiej gumy. Są w porządku. Szczerze mówiąc, Maya rzuca nimi głównie w naszego biednego golden retrievera, ale są na tyle miękkie, że nie bolą, kiedy – co nieuniknione – ciska jednym z nich w moją głowę, gdy akurat próbuję zmierzyć jej temperaturę, więc w sumie to mały sukces.
Zasady, przez które autentycznie nie śpię po nocach
Ogólnie rzecz biorąc, jestem teraz dość wyluzowaną mamą, biorąc pod uwagę, że to już moje drugie dziecko. Maya zjada chrupki znalezione na podłodze. Nie wyparzam już smoczków, po prostu wycieram je o dżinsy. Jest jednak kilka zasad dotyczących leków, które absolutnie mnie przerażają i których trzymam się niczym dekalogu.

Pierwsza to zasada dotycząca noworodków. Doktor Sarah wbiła mi to do głowy, zanim jeszcze wyszliśmy ze szpitala: jeśli dziecko ma mniej niż 12 tygodni, nigdy, ale to nigdy nie podajesz mu leków przeciwgorączkowych, dopóki nie powie ci tego lekarz. Gorączka u tak maleńkiego dziecka to ogromna czerwona flaga. Nie leczysz jej w domu, tylko wsiadasz w samochód i jedziesz prosto na ostry dyżur. BEZ wyjątków.
Jest też pułapka ukrytych leków. Dave mało co tego nie zrobił, kiedy był wykończony, i napędził mi śmiertelnego strachu. Zamierzał podać Leo wieloobjawowy syrop na przeziębienie, bo mały miał katar, ORAZ dawkę paracetamolu na gorączkę. Przypadkiem przeczytałam tył opakowania syropu na przeziębienie i okazało się, że on JUŻ zawierał paracetamol. Gdybyśmy podali mu oba leki, zaserwowalibyśmy mu podwójną dawkę, co może całkowicie załatwić dziecięcą wątrobę. Teraz dosłownie chowam wszystkie specyfiki wieloobjawowe na najwyższej półce za zapasowymi ręcznikami papierowymi, żebyśmy przez przypadek nie otruli własnych dzieci w stanie zombi wywołanym brakiem snu.
Matematyka ulewania
A potem pojawia się najwyższy poziom rodzicielskich zagadek: ponowne przeliczanie ulewania. W końcu udaje ci się podać lekarstwo. Robisz rybi pyszczek. Lulasz. A dokładnie sześć minut później dziecku się odbija i wielka kałuża różowego płynu zmieszanego z mlekiem spływa kaskadą po twojej klatce piersiowej.
Czy podać więcej? Czy zdążyło się wchłonąć? Czy je przedawkujesz, jeśli spróbujesz ponownie? Doktor Sarah powiedziała mi, że jeśli dziecko zwymiotuje w ciągu 20 minut, to lek nie zdążył się strawić i zazwyczaj można po prostu podać kolejną dawkę. Ale jeśli minęło jakieś 45 minut, lek jest już w ich organizmie i musisz to po prostu przetrwać przez następne cztery godziny z rozpalonym, marudnym maluchem. To są najdłuższe cztery godziny w twoim życiu. Czyste, nieskazitelne pasmo udręki.
Opieka nad chorym niemowlakiem to po prostu seria przerażających obliczeń dokonywanych w ciemności. Ale udaje ci się to przetrwać. Gorączka spada, dziecko w końcu zasypia na twojej piersi, a ty siedzisz nie śpiąc przez kolejną godzinę, po prostu słuchając, jak oddycha, pachnąc kwaśnym mlekiem i wiśniowym lekarstwem, popijając zimną kawę z wczoraj. To potworne. To piękne. Po prostu robimy swoje.
Gotowi na wzbogacenie swojego zestawu przetrwania na dni chorób i ząbkowania? Sprawdźcie naszą pełną kolekcję organicznych niezbędników, aby te trudne noce stały się choć trochę łatwiejsze dla was obojga.
Moje Chaotyczne FAQ o Lekach dla Niemowląt
Co zrobić, jeśli zgubię plastikową strzykawkę z zestawu?
O rany, nie używajcie łyżeczek z kuchennej szuflady. Raz spróbowałam tego z Leo, połowa wylądowała w jego oku, a poza tym łyżki kuchenne mają zupełnie różne rozmiary. Jeśli zgubisz strzykawkę (nasze zwykle kończą w młynku do śmieci albo pod kanapą), po prostu idź do najbliższej apteki. Aptekarz zazwyczaj po prostu wyda ci garść tych plastikowych strzykawek medycznych za darmo, jeśli ładnie poprosisz i będziesz wyglądać na wystarczająco zmęczoną. Oni znają ten ból.
Czy mogę po prostu wymieszać lek w butelce z mlekiem?
Wydawałoby się, że to genialny trik, prawda? Dave tego próbował, wlewając dawkę do ponad 150 ml mleka z piersi. Problem polegał na tym, że Maya wypiła dokładnie 60 ml i zasnęła. Dostała więc tylko jedną trzecią leku, a my nie mogliśmy jej podać więcej, bo nie wiedzieliśmy, ile dokładnie zdołała połknąć. Nigdy nie mieszajcie leku w pełnej butelce. Jeśli musicie go zmieszać, dajcie go do jakichś 15 ml mleka, tak żeby mieć pewność, że dziecko wypije wszystko do dna.
Skąd mam wiedzieć, czy dziecko waży już wystarczająco dużo na większą dawkę?
Właśnie dlatego musicie zamęczać swojego pediatrę. Kiedy waga Mayi wahała się na granicy między 7,5 a 8 kg, byłam zdezorientowana, czy podać jej 2,5 ml, czy przeskoczyć na 3,75 ml. Doktor Sarah powiedziała mi, żebym trzymała się niższej dawki, dopóki dziecko solidnie i niezawodnie nie znajdzie się w kolejnym przedziale wagowym. Nie zaokrąglajcie w górę tylko dlatego, że gorączka jest wysoka. Więcej leku wcale nie sprawi, że gorączka zniknie szybciej, to tylko niepotrzebnie obciąży ich maleńką wątrobę.
Co zrobić, jeśli przypadkowo kupię wersję dla starszych dzieci zamiast kropli dla niemowląt?
Okej, weźcie głęboki oddech, bo też wpadłam przez to w panikę. Jeśli kupiliście go niedawno, płyn w środku ma w rzeczywistości dokładnie takie samo stężenie (160 mg na 5 ml). Jedyna różnica polega na tym, że pudełko dla dzieci zawiera małą plastikową miarkę w formie kubeczka, z której niemowlęta absolutnie nie potrafią pić, podczas gdy w opakowaniu dla niemowląt jest strzykawka. Dopóki masz odpowiednią strzykawkę, aby odmierzyć dokładną dawkę w mililitrach, którą lekarz zalecił na podstawie wagi dziecka, sam lek jest identyczny. Po prostu sprawdźcie jeszcze raz miligramy na opakowaniu, żeby mieć absolutną pewność.
Dlaczego ząbkowanie sprawia, że dzieci są takie rozpalone, skoro to nie jest prawdziwa gorączka?
Zapytałam o to doktor Sarah, bo Leo w dotyku przypominał dosłownie piecyk, kiedy wyrzynały mu się dolne zęby. Wyjaśniła, że cała ta bolesność i obrzęk dziąseł mogą nieco podnieść temperaturę ich ciała, przez co w dotyku są mega gorące. Jednak prawdziwa „gorączka” (powyżej 38 stopni) nie jest spowodowana ząbkowaniem. Jeśli termometr wskazuje 38,3 stopnia, dziecko autentycznie złapało jakiegoś wirusa, prawdopodobnie wylizując wózek sklepowy w markecie, i nie są to już tylko zęby.





Udostępnij:
Jak porzuciłam muzykę indie i zostałam ludzką szafą grającą dla bliźniąt
Jak wybrać nosidełko dla dziecka i nie zwariować