Była 8:15 w sobotę, lało jak z cebra, a ja stałam na linii bocznej podczas eliminacji do drużyny piłkarskiej Mai (kategoria poniżej 8 lat), ubrana w moje kompromitująco zmechacone, czarne legginsy z Targetu z 2018 roku. Wiecie, te z dziwną plamą po wybielaczu w kształcie państwa, którego nie potrafię zidentyfikować. Ściskałam w dłoniach letni kubek termiczny z czymś, co kiedyś było bardzo drogą, mocno paloną kawą, odmrażając sobie tyłek, kiedy inna mama pochyliła się w moją stronę. Zniżyła głos do tego specyficznego, plotkarskiego tonu, który zawsze zwiastuje kłopoty, i szepnęła: "Cóż, wszyscy wiemy, że Chloe dostanie się do reprezentacji. To totalne nepo baby".

Dosłownie o mało co nie wyplułam mojej letniej kawy prosto w błoto.

Chloe ma siedem lat. Jej tata jest właścicielem lokalnej sieci sklepów z oponami i płaci za koszulki treningowe drużyny. Wtedy uderzyło mnie to jak tona cegieł – największym mitem, jaki wszyscy łyknęliśmy w tej całej kulturowej debacie, jest to, że nepotyzm zdarza się tylko na czerwonych dywanach albo na spotkaniach zarządów w Hollywood. Kiedy ludzie desperacko wpisują w telefony co to jest nepo baby o 2 w nocy, zazwyczaj szukają list dzieci celebrytów albo próbują dowiedzieć się, kim są rodzice Mai Hawke, ale szczerze mówiąc, problem leży na naszym własnym podwórku.

Hollywood to tylko wielka zasłona dymna dla naszego prawdziwego życia

Mogłabym o tym zrzędzić godzinami. Tak dosłownie godzinami. Mój mąż Mark uważa, że kompletnie oszalałam, przejmując się tak bardzo lokalnymi układami. Zawsze powtarza: "Sarah, to po prostu networking", a ja na to: "MARK, ONE MAJĄ SIEDEM LAT". Doprowadza mnie to do szału.

Wszyscy mamy taką obsesję na punkcie wytykania palcami supermodelek, których mamy były supermodelkami, całkowicie ignorując fakt, że dokładnie ta sama dynamika rozgrywa się w waszym lokalnym domu kultury. To córka nauczycielki tańca, która cudownym trafem co roku dostaje solówkę na wiosennym występie, mimo że potyka się o własne nogi na próbie generalnej. To dziecko członka zarządu przedszkola, które jakimś cudem przeskakuje dwuletnią listę oczekujących do "dobrego" programu Montessori, podczas gdy reszta z nas odświeża skrzynki mailowe jak maniacy. To jest WSZĘDZIE.

I o rany, to jest wyczerpujące. Spędzasz tyle czasu, próbując nauczyć swoje dzieci, że ciężka praca ma znaczenie, że ćwiczenia popłacają, a bycie dobrym człowiekiem jest najważniejszym celem. A potem patrzą, jak ich rówieśnik po prostu... przechodzi przez drzwi, które magicznie same się przed nim otworzyły. Człowiek ma wrażenie, że traci zmysły.

Pamiętam, jak urodził się Leo. Byłam przerażona, że stanie się takim małym, roszczeniowym potworkiem. Chciałam, żeby od pierwszego dnia sam zapracował na swoje małe zwycięstwa. Właśnie dlatego dostałam obsesji na punkcie samodzielnej zabawy. Pamiętam, jak kupiłam Drewniany stojak edukacyjny Tęcza, gdy miał jakieś trzy miesiące. Szczerze mówiąc, to jedna z niewielu rzeczy, które kupiłam, a które nadal uwielbiam i których nie oddałam siostrze.

Zamiast wisieć nad nim i podawać mu zabawki, żeby tylko nie marudził, kładłam go pod tą piękną konstrukcją z naturalnego drewna i po prostu... pozwalałam mu się trochę pomęczyć. Wymachiwał swoimi małymi, pulchnymi piąstkami w stronę wiszącej zabawki-słonia, całkowicie w nią nie trafiając, frustrował się i próbował znowu. Kolory są tam tak delikatne i naturalne, a nie te paskudne, plastikowe neony, które przyprawiają mnie o migrenę jeszcze przed wypiciem porannej kawy. W każdym razie, sęk w tym, że kiedy w końcu sam chwycił to drewniane kółko, zapracował na to. Zbudował tę umiejętność motoryczną. Nikt mu tego nie podał na tacy. Sam wykonał tę pracę.

Gimnastyka umysłowa wokół równego startu

Jeśli masz firmę, nie zatrudniaj swojego niewykwalifikowanego kuzyna. To w zasadzie nielegalne i sprawia, że wszyscy cię nienawidzą.

The mental gymnastics of equal access — So, What Is a Nepo Baby? A Parent's Guide to Everyday Privilege

Ale mniejsza z tym. Wróćmy do dzieci.

Czytałam kiedyś artykuł – a może wspomniał o tym mój lekarz, zaglądając w uszy Leo przy jego piątej infekcji w tym roku? – że istnieje ogromna naukowa różnica między równością dostępu a równością wykonania. To mądry sposób na powiedzenie, że nawet jeśli rodzic wykona telefon, by załatwić dziecku przesłuchanie albo miejsce na ławce rezerwowych, to dziecko nadal musi się wykazać. Jak jest kiepskie, to jest kiepskie.

Ale problem polega na tym, że na szczeblu lokalnym nie bardzo obchodzi nas wykonanie. Obchodzi nas tylko to, że dziecko trenera gra dłużej. To tworzy toksyczne środowisko, w którym już dzieci w przedszkolu uświadamiają sobie, że gra jest ustawiona. A skoro wiedzą, że gra jest ustawiona, to po jakiego grzyba mają się starać?

Dziwnie smutna rzeczywistość dzieci stawianych na piedestale

Oto moment, w którym muszę zmusić się do empatii, chociaż moją pierwszą reakcją jest ogromna irytacja. Bycie dzieckiem, które wszystko dostaje podane na tacy, na dłuższą metę jest całkiem do bani.

The weirdly sad reality for the kids on the pedestal — So, What Is a Nepo Baby? A Parent's Guide to Everyday Privilege

Terapeutka mojego dziecka – bo tak, moja siedmiolatka ma terapeutkę, witamy we współczesnym rodzicielstwie – mówiła mi ostatnio o dzieciach zmagających się z lękiem. Powiedziała coś, co kompletnie zwaliło mnie z nóg. Powiedziała, że dzieci, które nigdy nie muszą walczyć o swoje miejsce, które po prostu dostają się do drużyny albo do klasy z rozszerzonym programem ze względu na to, kim są ich rodzice, prawie zawsze wiedzą, że na to nie zapracowały. Rozwija się u nich potężny, przytłaczający syndrom oszusta.

Wiedzą, że inne dzieci mają do nich żal. I szczerze mówiąc, dzieci bywają brutalnie złośliwe. Jeśli Maya widzi, że ktoś wpycha się bez kolejki na zjeżdżalnię w parku, głośno ogłasza to całemu placowi zabaw i domaga się sprawiedliwości. Więc wyobraź sobie bycie dzieckiem, które wepchnęło się bez kolejki do życia. Jesteś ciągle przerażony, że ktoś cię zdemaskuje. To ten cichy, ciężki lęk, który po prostu zżera ich od środka.

A propos lęku i rzeczy zżerających od środka – ząbkowanie. Wybaczcie, zupełna dygresja, ale ząbkowanie przysparza mi więcej stresu niż lokalny nepotyzm. Kiedy Leo ząbkował z trzonowcami i budził się z krzykiem co czterdzieści pięć minut, wpadłam w panikę i kupiłam Silikonowy gryzak Wiewiórka. Była 3 w nocy, a ja chowałam się w łazience. Jest... w porządku. To znaczy, to całkiem dobry gryzak. Silikon spożywczy jest w stu procentach bezpieczny, a miętowy kolor uroczy. Ale z jakiegoś powodu Maya spojrzała na niego raz, oznajmiła, że to "straszny szczur" i rzuciła nim za ciężki dębowy kaloryfer, gdzie mieszkał przez sześć miesięcy, pokryty kłębkami kurzu.

Leo pożuł go może dwa razy, po czym stwierdził, że woli obgryzać bezpośrednio nogę naszego zabytkowego stolika do kawy jak bóbr. Więc, no wiecie. Jeśli wasze dziecko nie jest dziwnie wrogo nastawione do leśnych stworzeń, to solidny, bezpieczny wybór dla ich dziąseł. Ale u nas nie zdziałał cudów.

Odkryj naszą kolekcję ekologicznych i zrównoważonych zabawek dla dzieci, które zachęcają do prawdziwej, samodzielnej zabawy — znajomości nie są wymagane.

Poruszanie się po całkowicie mętnych wodach niesprawiedliwości

Więc co u licha mamy zrobić? Jak wychować dzieci, które nie będą zgorzkniałe, ale nie będą też uważały, że wszystko im się należy?

W zasadzie po prostu musisz pozwolić swoim dzieciom na porażki, otwarcie przyznając przed nimi, że życie nie zapewnia każdemu równych szans. I tak, może mamy większy dom niż rodzina Jimmy'ego, co nie jest fair, ale nadal musisz iść na przesłuchanie do szkolnego przedstawienia tak samo jak Jimmy, a jeśli nie dostaniesz roli, pojedziemy na lody i popłaczemy sobie z tego powodu razem w samochodzie.

Nie możesz po prostu naprawiać wszystkiego za nich. Nie możesz dzwonić do trenera. Nie możesz pociągać za sznurki. Wiem, jak bardzo byś tego chciała! O boże, kiedy w zeszłym roku Maya nie została zaproszona na konkretne przyjęcie urodzinowe, przez chwilę zastanawiałam się, czy nie wysłać SMS-a do matki, żeby wywołać w niej poczucie winy. Mój kciuk unosił się nad przyciskiem "wyślij". Pociłam się. Ale powstrzymałam się. Bo jeśli teraz zaprojektuję jej życie towarzyskie, ona nigdy nie nauczy się, jak radzić sobie z odrzuceniem jako dwudziestolatka.

Musimy całkowicie oddzielić własne ego od ich osiągnięć. To, że jestem pisarką, nie oznacza, że Maya musi być najlepsza w czytaniu w swojej klasie. To, że Mark grał w lacrosse na studiach, nie oznacza, że Leo musi trzymać kij jeszcze zanim nauczy się chodzić. Są odrębnymi, dziwnymi i wspaniałymi małymi ludźmi, którzy muszą sami odkryć, co tak naprawdę lubią robić.

Czasami pod koniec naprawdę długiego dnia, kiedy próbujesz wyjaśnić te wszystkie trudne i wielkie kwestie niesprawiedliwości drugoklasistce, po prostu musisz odpuścić i zaszyć się w swoim kącie. Kiedy Maya była niemowlęciem, a świat wydawał się zbyt głośny i rodzicielska presja zbyt ciężka, zawijałam ją w Bambusowy kocyk w kolorowe liście. Szczerze mówiąc, mam małą obsesję na punkcie tego kocyka.

To mieszanka organicznego bambusa i bawełny i jest obłędnie miękki. Często myślę sobie, jak bardzo chciałabym, by robili je w rozmiarach dla dorosłych, bo żyłabym w nim na kanapie, pijąc wino. Cudownie oddycha, więc nie budziła się spocona i krzycząca, a ten akwarelowy wzór liści działa na człowieka tak uspokajająco. To była nasza bezpieczna przystań. Zawsze, gdy wszystko nas przytłaczało, po prostu wtulałyśmy się pod te kolorowe liście, wdychałyśmy ten słodki zapach płynu do prania ubranek dziecięcych i na chwilę odcinałyśmy się od tego absurdalnego świata.

Wszyscy po prostu robimy tu, co w naszej mocy. Próbujemy wychować dobre dzieci w świecie, który często nagradza za niewłaściwe rzeczy. Po prostu nieustannie przypominajcie im, by same odrabiały lekcje, pozwalajcie im trochę się pomęczyć, kiedy próbują dosięgnąć zabawki, i pijcie swoją kawę, póki jest gorąca. Albo letnia. Cokolwiek. Jest w porządku.

Gotowi na wyposażenie pokoju dziecięcego w niezbędne akcesoria, które wspierają naturalny rozwój i niezależność Twojego dziecka? Zanim stąd wyjdziesz, sprawdź naszą pełną kolekcję zrównoważonych produktów.

FAQ bez cenzury na temat przywilejów i rodzicielstwa

Co właściwie to całe pojęcie oznacza dla normalnych ludzi?

Szczerze? Oznacza radzenie sobie z tym, że dziecko przewodniczącej rady rodziców dostaje główną rolę w szkolnym przedstawieniu, nawet jeśli zapomniało całego swojego tekstu. To ten codzienny nepotyzm, który ma miejsce w naszych lokalnych społecznościach. Jest to cholernie frustrujące, ale to również świetna okazja, aby nauczyć dzieci, że życie nie jest sprawiedliwe, ale ich własna, ciężka praca wciąż ma znaczenie dla ich poczucia własnej wartości.

Jak wyjaśnić siedmiolatkowi nieuczciwą przewagę?

Mów to bardzo prosto i odrobinę dosadnie. Ja dosłownie po prostu powiedziałam Mai: "Niektórzy dostają fory na starcie ze względu na to, kim są ich rodzice, ale to nie znaczy, że nie możesz pobiec świetnego wyścigu". A potem poprosiła o przekąskę i kompletnie mnie zignorowała. Więc po prostu to powtarzaj. W końcu dotrze. Prawdopodobnie.

Czy powinnam wykorzystywać własne znajomości, aby pomóc swojemu dziecku?

Słuchajcie, nie zamierzam udawać, że nie zadzwoniłabym do znajomej, by pomóc Mai załatwić wakacyjną pracę przy pakowaniu zakupów, gdy będzie miała szesnaście lat. Wszyscy chcemy pomóc naszym dzieciom. Ale jest ogromna granica między zapoznaniem kogoś z kimś a żądaniem, by dziecko dostało miejsce, na które nie zapracowało. Otwórz drzwi, jeśli możesz, ale zmuś dziecko, żeby samo przez nie przeszło. Jeśli się potknie, pozwól mu upaść.

Czy kupowanie ładnych zabawek czyni z mojego dziecka uprzywilejowane?

O rany, proszę, nie pozwólcie, żeby matczyne poczucie winy zrujnowało wam przyjemność z zakupów. Kupno fajnego, organicznego, drewnianego stojaka edukacyjnego nie zrobi z twojego dziecka roszczeniowego potwora. To, w jaki sposób je wychowujesz, kształtuje to, kim są. Daj im piękne, bezpieczne rzeczy do zabawy, ale pozwól im bawić się samodzielnie. Pozwól im się sfrustrować. Tak właśnie się uczą.

Czy można złościć się na dziecko trenera?

Bądź wściekła na trenera. Nigdy nie złość się na dziecko. Dziecko ma siedem lat. Po prostu próbuje grać w piłkę i pewnie zjada garść ziemi z murawy, kiedy nikt nie patrzy. To dorośli wszystko psują. Zawsze zrzucajcie winę na dorosłych.