Jest 5:43 rano w pewien listopadowy wtorek. Mam na sobie poplamione szare dresy mojego męża Dave'a i top ciążowy, który najprawdopodobniej od niedzieli noszę na lewej stronie. Maya ma dokładnie osiem miesięcy i dwa dni, i właśnie aż drży z wściekłości w swoim krzesełku do karmienia. Takiej prawdziwej, obejmującej całe ciało, z czerwoną buzią i wrzaskiem godnym pterodaktyla furii. A ja po prostu tam stoję, trzymając w rękach nadgryzionego banana, ciepłą butelkę i trzeci kubek letniej kawy, i prawie płaczę, bo nie mam zielonego pojęcia, czego ten mały dyktator ode mnie chce.

Przy moim starszym synu, Leo, nie przypominam sobie, żeby ta frustracja była aż tak silna. Ale Maya? Maya miała swoje zdanie. I to jakie. Była absolutnie wściekła, że jej malutkie, nieporadne struny głosowe nie potrafią ułożyć się w słowa, by mi powiedzieć, że upuściła smoczek za legowiskiem psa. Byłam tak wyczerpana, że pamiętam, jak dosłownie chowałam się w spiżarni przed własnymi dziećmi i jednym tłustym kciukiem wpisywałam w Google „jak sprawic zeby dzidza przestala wrzeszczec”. Kilka minut później napisałam SMS-a do Dave'a, który na piętrze udawał, że śpi: schodź tu natychmiast dzidza się zepsuła.

Co tak naprawdę powiedziała o tym nasza pediatra

Kilka miesięcy przed Wielkim Bananowym Kryzysem poszliśmy z Mayą na bilans szóstego miesiąca. Doktor Shannon — która widziała mnie w przeróżnych stadiach niekompletnego ubioru i skrajnej paniki chyba częściej niż mój własny mąż — poruszyła temat komunikacji gestami. Badając bioderka Mai, wspomniała od niechcenia, że ponieważ niemowlęta rozwijają koordynację ruchową znacznie wcześniej, niż w pełni ukształtują się u nich ośrodki mowy, moglibyśmy spróbować nauczyć ją kilku prostych znaków.

Pamiętam, jak siedziałam na tej kozetce wyłożonej szeleszczącym papierem, ściskając w ramionach gigantyczną torbę na pieluchy i myśląc: Jasne, pani doktor. W większość poranków ledwo pamiętam o umyciu własnych zębów, a pani chce, żebym została dwujęzyczną przedszkolanką?

Ale wyjaśniła mi, że zniwelowanie tej poznawczej luki to jedna z nielicznych rzeczy, która tak naprawdę potrafi położyć kres niekończącemu się marudzeniu. Z naukowego punktu widzenia chodzi chyba o jakieś ścieżki neuronowe? Po prostu ich małe mózgi wiedzą już dokładnie, czego chcą, a ich rączki są w pełni zdolne do precyzyjnego ruchu, ale przez pierwszy rok życia ich buzie to tylko niezdarne maszyny do robienia hałasu. W każdym razie, najważniejsze jest to, że zapewniła mnie, że to nie opóźni rozwoju mowy — co było moją największą obawą — i że dzieci, które wcześnie uczą się komunikować za pomocą gestów, często osiągają później lepsze wyniki w testach werbalnych. A przynajmniej tak mój totalnie niewyspany mózg przetłumaczył medyczny żargon, którego użyła, żeby mnie uspokoić.

Czułam się jak wioskowy głupek w markecie

Wróćmy jednak do bananowego incydentu z 5:43 rano. Dave wszedł do kuchni, zamrugał na widok absolutnego chaosu wokół krzesełka do karmienia i wymamrotał: „Czy dr Shannon nie mówiła, żeby spróbować tych gestów dłońmi?”.

Miałam ochotę rzucić moim kubkiem w jego głowę. Ale byłam zdesperowana. Zaczęłam więc od jednej rzeczy, która – jak wiedziałam – była dla niej absolutnie najważniejsza. Od mleka.

Od tamtego dnia podnosiłam jej butelkę, patrzyłam prosto w jej zapłakane, wściekłe oczka, mówiłam głośno „mleko” i na okrągło otwierałam oraz zamykałam pięść, jakbym doiła najmniejszą i najbardziej upartą krowę na świecie. Przy każdym karmieniu. Za absolutnie każdym razem. Nawet kiedy byłyśmy poza domem. Doskonale pamiętam, jak stałam w kolejce w markecie, agresywnie zaciskając pięść przed pudełkiem chrupek na ząbkowanie, podczas gdy Maya patrzyła na mnie tępym wzrokiem, a kasjerka z pewnością myślała, że mam jakiś miejscowy skurcz mięśni.

Podczas tych intensywnych pojedynków na spojrzenia, zazwyczaj miała na sobie Body Dziecięce z Bawełny Organicznej, które – swoją drogą – było dosłownie jedynym ubrankiem, którego nie przepacała w ułamku sekundy podczas swoich napadów krzyku. Mieliśmy je w naturalnym odcieniu szałwiowej zieleni i było wiecznie pokryte zaschniętymi plamami po ulewaniu, bo po prostu nie chciałam go z niej zdejmować. To prawdziwa bawełna, a nie ten dziwny, syntetyczny materiał, przez który po zgrzaniu maluchy pachną jak tani plastik. Słowo daję, bawełna organiczna to po prostu rodzicielska magia, zwłaszcza gdy masz malucha z wrażliwą skórą. Ale trochę odbiegłam od tematu.

Miesiące absolutnej nicości

Przez jakieś sześć tygodni nic się nie działo. Nic. Zero. Pokazywałam jej gest „mleko”. Brałam jej małe, lepkie rączki i składałam je razem, żeby nauczyć ją znaku „więcej”. A ona tylko patrzyła na mnie, jakbym była kosmitką.

The Months Of Absolute Nothingness — My Utterly Chaotic, Milk-Stained Guide To Sign Language For Babies

Byłam pewna, że wszystko psuję. O drugiej w nocy przeczytałam jakiś przerażający wątek na Reddicie, z którego wynikało, że jeśli używasz gestów, dziecko nigdy nie nauczy się poprawnie mówić, jego rozwój się zatrzyma, a ty jesteś okropną matką. Totalne bzdury, swoją drogą. Błagam, nie czytajcie Reddita o drugiej w nocy. Nasza pediatra, doktor Shannon, w zasadzie wyśmiała mnie, gdy tydzień później zadzwoniłam do niej w panice.

W tym czasie wyczekiwania zmagaliśmy się też z wielkim dramatem ząbkowania. Siódmy miesiąc był po prostu jednym wielkim oceanem śliny. Próbowaliśmy podsunąć jej silikonowy gryzak Panda, który jest przeuroczy ze swoimi małymi, bambusowymi detalami. Płaski kształt jest super, bo mogła go utrzymać w rączkach, nie upuszczając co cztery sekundy na brudną podłogę w kuchni, ale mówiąc wam zupełnie szczerze – najbardziej lubiła rzucać nim w psa. Jest okej. To solidny kawałek silikonu, który można łatwo wrzucić do zmywarki, ale nie wyleczył w magiczny sposób jej rozdrażnienia. Jeśli szukacie rzeczy, które naprawdę uratowały moje zdrowie psychiczne, a przy tym pięknie się prezentowały, po prostu musicie sprawdzić ekologiczne zabawki i maty edukacyjne marki Kianao. To tam kryje się prawdziwa magia.

Chrupki, które zmieniły wszystko

To się wydarzyło, gdy miała około osiem i pół miesiąca.

Siedziałyśmy na dywanie w salonie. Piłam moją drugą mrożoną kawę tego dnia (była 9:30 rano). Dałam jej chrupka z batata. Zjadła go. Podniosłam kolejnego, złączyłam palce przypominając mały kaczy dziób i wesoło powiedziałam „Więcej”.

I słuchajcie. O MÓJ BOŻE.

Spojrzała na mnie, uniosła swoje pulchniutkie, ubrudzone pyłkiem z chrupek rączki i zderzyła ze sobą paluszki.

To było niesamowicie niezdarne. Wyglądało raczej na to, że próbuje gwałtownie rozgnieść robaczka w dłoniach, a nie wykonać jakikolwiek rozpoznawalny gest. Ale to było jej „więcej”.

Krzyknęłam. Chyba dosłownie ją przestraszyłam, bo aż podskoczyła. Praktycznie wepchnęłam jej pod sam nos całe plastikowe opakowanie chrupek. „TAK! WIĘCEJ! UDAŁO CI SIĘ! DAVE, CHODŹ TU, ONA JEST GENIUSZEM!”

Rozszerzanie repertuaru (i odpuszczenie sobie połowy z niego)

Kiedy zorientowała się, że ma supermoc domagania się różnych rzeczy bez krzyczenia, aż zrobi się sina, w jej małej główce dosłownie zapaliła się żarówka. Jako kolejny wprowadziliśmy znak „koniec”. Zrobiłam to wyłącznie w trosce o moje własne zdrowie psychiczne.

Expanding The Repertoire (And Giving Up On Half Of It) — My Utterly Chaotic, Milk-Stained Guide To Sign Language For Babies

Zamiast rzucać owsianką w świeżo pomalowaną ścianę, żeby dać mi znać, że skończyła jeść, po prostu podnosiła rączki i pokazywała mi otwarte dłonie jak miniaturowy policjant kierujący ruchem. Bum. Śniadanie zakończone. Koniec z zeskrobywaniem zaschniętej owsianki z listew przypodłogowych.

Próbowaliśmy też nauczyć ją znaku na „wodę”, ale poddałam się po dokładnie dwóch dniach. Próba ułożenia litery W z palców jest po prostu zbyt skomplikowana do zapamiętania, gdy funkcjonujesz po czterech godzinach snu. Zresztą, kogo to obchodzi? Przecież może po prostu pokazać paluszkiem na swój kubek niekapek. Gorąco polecam radykalne obniżenie swoich rodzicielskich standardów.

Sprzęt, który trzymał to wszystko w ryzach

Zdecydowanie najlepszym czasem na ćwiczenie naszych nowych umiejętności komunikacyjnych były spokojne chwile zabawy. W rogu salonu mieliśmy rozstawiony ten Stojak edukacyjny Panda.

Muszę wam przez chwilę o nim opowiedzieć. Przy pierwszym dziecku mieliśmy jedno z tych wielkich, plastikowych, świecących monstrów, które grało w kółko tę samą okropną, irytującą melodyjkę, aż dosłownie miałam ochotę wejść do morza i nigdy z niego nie wyjść. Przy Mai poszliśmy po rozum do głowy i wybraliśmy ten drewniany stojak w kształcie litery A. Łączy w sobie przepiękne, delikatne szarości i naturalne drewno, a do tego ma tę małą, robioną na szydełku pandę, na punkcie której córka miała absolutnego bzika.

Kładłam się obok niej na podłodze, trącałam wiszącą nad nami drewnianą gwiazdkę i uczyłam ją gestu oznaczającego „zabawę”. Było tak spokojnie. Żadnych migających światełek LED przyprawiających o migrenę. Tylko ja, Maya i wirująca w powietrzu mała panda. Fakt, że mój salon nie wyglądał, jakby eksplodował w nim cyrk, był po prostu gigantycznym plusem. To był nasz cichy, mały azyl, w którym naprawdę nawiązywałyśmy ze sobą więź.

W końcu, gdy była zmęczona, nauczyła się pokazywać gest „spania” leżąc dokładnie pod tym stojakiem. Dramatycznie przesuwała palcami po twarzy i zamykała oczy niczym znużony wiktoriański duch, a moje serce po prostu topniało, zamieniając się w wielką kałużę na naszej drewnianej podłodze.

Największa nagroda

W wieku 14 miesięcy miała już do perfekcji opanowanych około dziesięciu gestów. Co prawda nie mówiła jeszcze używając prawdziwych słów (co oczywiście przyprawiało mnie o zawrót głowy i zmuszało do gorączkowego wysyłania wiadomości do dr Shannon), ale potrafiła się już wspaniale komunikować. Liczba dziecięcych histerii, których całkowicie uniknęliśmy tylko dlatego, że potrafiła mi po prostu „powiedzieć”, że trzeba zmienić pieluszkę albo że jest zmęczona... jest absolutnie nie do zliczenia.

To dosłownie uratowało moje małżeństwo. Dave i ja przestaliśmy warczeć na siebie w ciemnościach, próbując po omacku zgadnąć, dlaczego dziecko krzyczy o drugiej nad ranem. Ona po prostu nam to przekazywała.

Więc tak, przez bite trzy miesiące będziesz czuć się niesamowicie głupio, wykonując przesadzone gesty przed swoim niemowlakiem, który będzie wpatrywał się w ciebie tępym wzrokiem, jakbyś postradała zmysły. Rób to mimo wszystko. Złap kubek z kawą, załóż wyciągnięte, poplamione dresy i po prostu zacznij zaciskać pięść za każdym razem, gdy podajesz butelkę. Obiecuję, że ta chwilowa żenada jest tego warta.

Jeśli przygotowujesz się na ten chaotyczny, wyczerpujący, ale zarazem piękny etap wczesnej komunikacji, upewnij się, że masz wokół siebie odpowiednie otoczenie, które wesprze was oboje. Odkryj pełną kolekcję ekologicznych akcesoriów niemowlęcych Kianao, aby znaleźć najdelikatniejsze materiały i starannie zaprojektowane drewniane zabawki dla swojego małego rozmówcy, zanim do reszty zwariujesz.

Odpowiedzi na Twoje gorączkowe pytania w środku nocy

Czy muszę kupować drogi kurs online, żeby uczyć tego dziecka?

O rany, błagam, nie rób tego. Internet próbuje Ci wmówić, że potrzebujesz drogiego kursu za kilkaset złotych, żeby po prostu pomachać rękami przed własnym dzieckiem. To nieprawda. Wystarczy, że sprawdzisz darmowe filmiki na YouTube z czterema podstawowymi gestami: mleko, jeszcze, spać i koniec. Twojego malucha zupełnie nie obchodzi, czy wykonujesz je perfekcyjnie – on po prostu chce dostać banana.

A co, jeśli moje dziecko po prostu wymyśli własne, dziwne gesty?

Niech wymyśla! Wersja gestu „jeszcze” w wykonaniu Mai wyglądała tak, jakby próbowała zgnieść komara. Dave i ja po prostu to zaakceptowaliśmy. Nie szkolisz tu przecież tłumacza dla ONZ, tylko próbujesz dojść do tego, czy maluch ma ochotę na kolejny kawałek sera. Jeśli puka się w głowę, żeby pokazać, że jest „głodne”, to gratulacje – to od teraz wasz nowy rodzinny gest na bycie głodnym.

Czy przez to dziecko nie zacznie mówić później?

Przysięgam, to największe kłamstwo w internecie. Za każdym razem, gdy o tym wspominałam, nasz pediatra patrzył na mnie jak na wariatkę. Umożliwienie maluchowi komunikacji w ten sposób wspaniale przygotowuje jego mózg do wcześniejszego zrozumienia, jak w ogóle działa język. Maya nie zaczęła mówić wcześnie, ale kiedy w końcu to nastąpiło, z dnia na dzień zastąpiła gesty słowami. To pomost do nauki mowy, a nie przeszkoda.

Ile czasu tak naprawdę mija, zanim dziecko zacznie mi odpowiadać gestami?

Miesiące. Dosłownie miesiące. Zaczęłam pokazywać gesty, gdy miała sześć miesięcy, i nie odpowiedziała mi żadnym ruchem, dopóki nie skończyła ośmiu. To wymaga koordynacji ręka-oko, której maluchy po prostu jeszcze nie posiadają. Będziesz miała wrażenie, że mówisz do ściany. Nie zniechęcaj się i rób swoje.

Czy mój mąż też musi to robić?

Tak. I opiekunka, i dziadkowie, jeśli wam pomagają. Jeśli będziesz jedyną osobą, która gorączkowo zaciska pięść na znak „mleka”, Twoje dziecko po prostu pomyśli, że mama ma jakiś dziwny tik. Dave na początku czuł się z tym strasznie nieswojo, ale kiedy Maya pokazała mu „jeszcze” i nie musiał już zgadywać, dlaczego płacze, stał się największym fanem migania w naszym domu.