Purée z batatów uderzające o świeżo pomalowany sufit wydaje bardzo specyficzny dźwięk, i mogę z absolutną pewnością stwierdzić, że przypomina uderzenie mokrej piłeczki golfowej o błoto. Stałam w naszej kuchni, trzymając malutką silikonową łyżeczkę niczym bezużyteczną broń, podczas gdy Maya uśmiechała się do mnie zza pomarańczowej maski własnej roboty, a Zoe agresywnie wcierała roztarte warzywo korzeniowe w lewe oko.

London dad feeding twins their baby first food while covered in pureed carrots

To było to. Ten wielki moment. Wielkie wejście w świat stałych pokarmów, które według poradników dla rodziców brzmi jak piękny, naturalny etap, a nie przypominająca impas z zakładnikami sytuacja o niskiej stawce. Jeśli właśnie patrzysz w lufę pistoletu zwanego „pierwszy posiłek Twojego dziecka”, pozwól, że przedstawię Ci rozpaczliwie nienaukową, ale całkowicie szczerą relację z tego, jak to naprawdę wygląda, gdy masz bliźniaczki, psa bez instynktu samozachowawczego i wysoce wątpliwą wiedzę o żywieniu niemowląt.

Wizyta u lekarza, która wszystko skomplikowała

Mniej więcej rozumiem, że w okolicach półrocza zapasy żelaza, które dzieci kradną ci w łonie matki, po cichu się wyczerpują, co oznacza, że trzeba zacząć pakować w nie prawdziwe składniki odżywcze. Ale harmonogram jest niesamowicie mętny. Kiedy w 4-6 miesiącu tego pozbawionego snu eksperymentu szukaliśmy informacji o rozszerzaniu diety, połowa internetu krzyczała, że 16 tygodni to złote okno, podczas gdy druga połowa sugerowała, że podanie dziecku rozgniecionej marchewki przed upływem dokładnie 180 dni grozi jego samozapłonem.

Nasza pediatra, przerażająco kompetentna lekarka z lokalnej przychodni, która zawsze patrzy z lekkim rozczarowaniem na moją technikę składania wózka, mimochodem wspomniała, że powinniśmy po prostu obserwować dziewczynki, by sprawdzić, czy są gotowe. Okazuje się, że należy poczekać, aż będą potrafiły siedzieć jak pijani bywalcy pubu, nie przewracając się od razu na bok, i muszą pozbyć się tego dziwnego odruchu wypychania języka, przez który wypluwają wszystko jak zepsuty automat z przekąskami.

Osiągnęłyśmy ten punkt w okolicach piątego i pół miesiąca. Siedziały same, z przerażającą prędkością łapały mojego porannego tosta i patrzyły, jak jem smutną kanapkę z serem, jakbym degustowała menu z restauracji z gwiazdką Michelin. Wiedzieliśmy, że już czas.

Wielki foch o temperaturę awokado

Zanim przejdziemy do samego jedzenia, muszę pomówić o temperaturze, ponieważ nikt mnie nie ostrzegł, że niemowlęta to w zasadzie całkowicie irracjonalni krytycy kulinarni o bardzo specyficznych wymaganiach termicznych. W pewien wtorkowy poranek spędziłam czterdzieści pięć minut na ostrożnym ugniataniu połowy ekologicznego awokado, delikatnie je podgrzewając, bo strona 47 jakiegoś poradnika sugerowała, że najlepsza jest temperatura pokojowa, po czym zaserwowałam je Zoe.

Jeśli jedzenie jest o pół stopnia za chłodne, Maya zachowuje się tak, jakbym właśnie obraziła jej przodków, teatralnie opuszczając szczękę i pozwalając, by zielona pasta powoli spływała na śliniak, jednocześnie utrzymując ze mną nieprzerwany, oskarżycielski kontakt wzrokowy. Jeśli jest o pół stopnia za ciepłe, Zoe dosłownie wzdryga się, kaszle na tyle głośno, by obudzić sąsiadów, a potem próbuje wytrzeć język o własne ramię.

Łapiesz się na tym, że stoisz nad plastikową miseczką z termometrem, gorączkowo chuchając na zblendowane owoce jak kompletny szaleniec, podczas gdy dwie małe dyktatorki walą pięściami w tacki swoich krzesełek, żądając obsługi. Poparzyłam sobie usta próbując purée więcej razy, niż chciałabym przyznać, a wszystko po to, by osiągnąć mityczny stan „letniości”, który trwa przez około czternaście sekund, po czym zamienia się z powrotem w lodowatą breję.

Dobrze życząca nam krewna powiedziała też, że na początek powinniśmy podać kleik ryżowy, więc kupiłam opakowanie, spojrzałam na szary, przypominający karton pył w środku i wyrzuciłam go prosto do kosza.

Sprzęt, który przetrwał w strefie rażenia

Nie da się przez to przejść bez kupowania różnych rzeczy, a uwierzcie mi, branża dziecięca tylko na to czeka. Połowa rzeczy, które kupiliśmy z myślą o posiłkach, zbiera obecnie kurz w bagażniku mojego samochodu, ale kilka z nich faktycznie powstrzymało mnie przed całkowitą utratą zmysłów.

Gear that survived the splash zone — Surviving the Absolute Chaos of Your Baby First Food Milestone

Ponieważ wprowadzanie stałych pokarmów nieuchronnie pokrywa się z absolutnym koszmarem ząbkowania, dziewczynki zazwyczaj obgryzały własne pięści, podczas gdy ja desperacko próbowałam ugotować warzywa na parze. Właściwie uwielbiam Gryzak Rolka Sushi. Nie dlatego, że jest wybitnie edukacyjny, ale dlatego, że silikonowe wypustki mają idealny kształt do żucia dla Mayi, a wręczenie jej sztucznego kawałka łososia utrzymywało ją w cudownej ciszy przez bite dwadzieścia minut, podczas gdy ja próbowałam wymyślić, jak sprawić, by cukinia wyglądała apetycznie.

Z drugiej strony, kupiliśmy też Stojak Edukacyjny Niedźwiadek i Lama, który jest w porządku i robi dokładnie to, co powinien. Wygląda uroczo w naszym salonie i na pewno kilka razy odwrócił uwagę Zoe, gdy ja na czworakach zeskrobywałam zaschniętego banana z podłogi, ale bądźmy szczerzy, przez połowę czasu i tak wolała żuć kartonowe pudełko z paczki od kuriera. To ładna, drewniana konstrukcja, ale niemowlęta bywają szalenie kapryśne.

Kończyło się też na tym, że prawie codziennie wrzucałam do lodówki Gryzak Panda, głównie dlatego, że nasza pediatra wspomniała, że zimne rzeczy pomagają znieczulić dziąsła, a wręczenie lodowatego silikonowego misia krzyczącemu dziecku, przypiętemu do krzesełka do karmienia, zadziwiająco skutecznie powstrzymuje histerię na tyle długo, by przemycić mu do otwartej buzi łyżkę groszku.

Jeśli desperacko szukasz czegoś, co odwróci ich uwagę, podczas gdy ty wycierasz purée ze ścian i na nowo oceniasz swoje życiowe wybory, sprawdź drewniane stojaki edukacyjne i gryzaki marki Kianao.

Wielka panika z masłem orzechowym

Były czasy, kiedy mówiono rodzicom, by trzymali orzeszki ziemne z dala od niemowląt przez lata. Teraz współczesne badania zrobiły zwrot o 180 stopni, a nasza lekarka od niechcenia rzuciła, że naprawdę musimy zacząć wcześnie podawać im silnie alergizujące pokarmy, by zapobiec rozwojowi alergii, co szczerze mówiąc przypominało grę w rosyjską ruletkę z miniaturowym człowiekiem.

Nie przesadzam, kiedy mówię, że zaparkowałam na parkingu naszego lokalnego szpitala, żeby dać im spróbować masła orzechowego po raz pierwszy. Wymieszałam odrobinę gładkiego masła orzechowego z mlekiem z piersi, aby je rozcieńczyć, żeby nie utknęło im w gardle, usiadłam na tylnym siedzeniu volkswagena i podałam każdej z nich po łyżeczce, gapiąc się na wejście na SOR, tak na wypadek, gdyby ich twarze zaczęły puchnąć.

Zoe spróbowała, przybrała zamyślony wyraz twarzy, a potem gwałtownie kichnęła, wypluwając wszystko prosto na moją koszulę. Maya zjadła, zażądała dokładki, a potem od razu zasnęła. Żadnej pokrzywki, żadnej opuchlizny, tylko doszczętnie zrujnowana koszula i potężny spadek adrenaliny, po którym desperacko potrzebowałam bardzo mocnej herbaty.

Odruch wymiotny a prawdziwe zadławienie

To jest ta część, na którą nikt cię tak naprawdę nie przygotowuje. Przejście z mleka na pierwsze pokarmy wiąże się z mnóstwem dziwnych tekstur, a niemowlęta mają nadwrażliwy odruch wymiotny umiejscowiony na samym przodzie jamy ustnej.

Gagging versus actual choking — Surviving the Absolute Chaos of Your Baby First Food Milestone

Przeczytałam gdzieś na pewnym przerażającym forum internetowym, że odruch wymiotny to po prostu ich sposób na naukę przesuwania pokarmu w buzi, podczas gdy zadławienie przebiega w ciszy i wymaga natychmiastowej interwencji, co jest medycznym rozróżnieniem, które absolutnie w niczym nie obniża tętna, gdy twoje dziecko przybiera kolor skrzynki pocztowej z powodu kawałka brokuła ugotowanego na parze. Jeśli chodzi o pierwsze rozszerzanie diety, to był to mniej kamień milowy, a bardziej moja osobista kardiologiczna próba wysiłkowa.

Maya krztusi się dosłownie wszystkim. Krztusiła się wodą. Krztusiła się papką z banana. Kiedyś naciągało ją tylko dlatego, że zbyt szybko spojrzała na kawałek tosta. W zasadzie musisz po prostu tam siedzieć, próbując wyglądać choć trochę uspokajająco, podczas gdy agresywnie monitorujesz jej mimikę, i liczyć na to, że twoja narastająca panika nie przenosi się w powietrzu, całkowicie ignorując fakt, że trzęsą ci się ręce, gdy trzymasz tę malutką silikonową łyżeczkę.

Akceptacja bałaganu

W ósmym miesiącu zdałam sobie sprawę, że w karmieniu ich wcale nie chodziło o wartości odżywcze, ale wyłącznie o eksplorację sensoryczną i niszczenie podłogi. I tak większość kalorii wciąż czerpały z mleka. Kiedy zaakceptowałam fakt, że osiemdziesiąt procent purée z bakłażana skończy w sierści psa, cały proces stał się odrobinę mniej stresujący.

Kupujesz ergonomiczne śliniaki, rozkładasz maty ochronne, rozbierasz je do samych pieluch i po prostu dajesz rzeczom płynąć. W niektóre dni zjedzą pół słoiczka musu z gruszek z entuzjazmem zawodników w konkursie jedzenia na czas, a w inne zacisną usta niczym drzwi do skarbca, bo łyżeczka ma nieodpowiedni kolor.

Zanim przejdziemy do gorączkowych pytań, które agresywnie wpisywałam w Google o 3 nad ranem, próbując sprać plamy z batatów z pajacyka, możesz sprawdzić pełną kolekcję Kianao ze sprzętem, który naprawdę ma szansę przetrwać ten etap.

Pytania, które wpisywałam w internecie, będąc cała w owsiance

Co, jeśli one dosłownie wszystko wypluwają?

Wtedy masz całkowicie normalne niemowlę. Jestem całkiem pewna, że przez pierwsze trzy tygodnie naszych prób, Zoe przyswoiła dokładnie zero kalorii ze stałych pokarmów. Używają języka do wypychania jedzenia, bo tak właśnie piją mleko. Zajmuje im wieki, zanim zorientują się, jak połykać do tyłu. Po prostu uśmiechaj się do nich, podczas gdy one wypluwają drogie, ekologiczne borówki na twoje spodnie.

Czy muszę stosować BLW czy purée?

My robiliśmy i to, i to, bo jestem zbyt zmęczona, by być ideologiczną purystką. Dawałam im purée, gdy nie mogłam znieść myśli o myciu podłogi, a do rąk wręczałam duże słupki pieczonych warzyw, gdy potrzebowałam dziesięciu minut, by napić się kawy. Przeżyły. Rób cokolwiek, co utrzyma twoje ciśnienie na znośnym poziomie.

Ile razy muszę proponować jedzenie, którego nienawidzą?

Książki mówią coś irytującego w stylu „od dziesięciu do piętnastu ekspozycji”. Maya absolutnie gardziła zieloną fasolką przez pierwsze sześć prób, zachowując się tak, jakbym karmiła ją toksycznymi odpadami. Przy siódmym podejściu zjadła całą miseczkę. Ich kubki smakowe są całkowicie chaotyczne, więc po prostu kładź jedzenie na tacce i ignoruj ich dramatyczne westchnienia.

Kiedy powinnam zacząć dawać im wodę?

Nasza pediatra powiedziała nam, żeby zacząć proponować małe łyki wody z otwartego kubeczka w okolicach wprowadzania stałych pokarmów, głównie po to, by pomóc przy nieuniknionych zaparciach, które pojawiają się, gdy układ trawienny nagle po raz pierwszy spotyka się z bananem. Przygotuj się na to, że natychmiast wyleją zawartość całego kubeczka na własną klatkę piersiową.

Czy mogę dodać kaszkę do ich nocnej butelki, żeby dłużej spały?

Absolutnie nie. Moja teściowa to zasugerowała i musiałam się fizycznie powstrzymywać, żeby nie zacząć recytować jej oficjalnych zaleceń medycznych. To ogromne ryzyko zadławienia, a poza tym wcale nie sprawia, że śpią dłużej, za to gwarantuje ból brzucha o 2 w nocy, a to dokładne przeciwieństwo tego, czego chcesz.