Droga Jess sprzed sześciu miesięcy. Siedzisz teraz na odłażącym linoleum w kuchni, otoczona trzema koszami nieposkładanego prania, i patrzysz na swoje najmłodsze dziecko. Właśnie musiałaś włożyć palec do jego buzi, żeby wyłowić rozmoczony, obśliniony kawałek tektury, który kiedyś był prawym dolnym rogiem żółtej strony w pewnej bajce o głodnej gąsienicy. Jesteś spocona, funkcjonujesz po może trzech godzinach przerywanego snu i zastanawiasz się, czy już na starcie poniosłaś porażkę w całym tym wczesnym czytaniu.

Piszę z przyszłości, żeby ci powiedzieć: weź głęboki oddech, wypij tę letnią kawę, która stoi na blacie, i przestań się obwiniać. Będę z tobą szczera: twoje wielkie wizje o spokojnym czytaniu noworodkowi to totalna mrzonka.

Dlaczego czytanie na Instagramie to jedno wielkie kłamstwo

Dobrze wiesz, o jakich filmikach mówię. Przewijasz je o trzeciej nad ranem podczas karmienia. Jakaś przepiękna mama siedzi w beżowym, nieskazitelnie czystym pokoiku w fotelu bujanym za trzy tysiące złotych. Ma idealnie ułożone włosy. Jej niemowlę siedzi na kolanach, całkowicie nieruchomo, i zamyślone wpatruje się w pięknie zilustrowaną stronę, jakby było małym naukowcem kontemplującym wszechświat. W tle leci pewnie delikatna muzyka z gitary akustycznej.

Chciałabym znaleźć osobę, która robi te filmy, i zmusić ją do odwiedzenia naszego domu na teksańskiej wsi we wtorkowe popołudnie. Bo u nas pies szczeka na kuriera, trzylatek próbuje rysować kredką po ścianie w przedpokoju, a kiedy próbujesz usiąść z twardą, małą książeczką, maluch traktuje ją jak przeciwnika na ringu. Klepie ją. Próbuje zjeść grzbiet. Wyina się w łuk i macha rączkami oraz nóżkami, jakby próbował uwolnić się z kaftana bezpieczeństwa. W końcu udaje ci się przeczytać pół zdania, zanim jednym kopniakiem całkowicie wytrąci ci książkę z rąk.

Siedzisz i myślisz, że z twoim dzieckiem jest coś nie tak, albo że jesteś w tym beznadziejna. Nic z tych rzeczy. Te internetowe matki sprzedają fikcję i sprawiają, że reszta z nas bez powodu czuje się jak śmieci. Prawdziwe życie z trójką dzieci poniżej piątego roku życia oznacza, że wasze lektury będą lepkie, potargane i mocno doprawione śliną.

Co tak naprawdę powiedział lekarz

Pamiętasz, jak zaciągnęłaś całą trójkę do gabinetu doktor Miller na bilans malucha? Papier na kozetce szeleścił, starszak dotykał kosza na odpady medyczne, a ty po prostu starałaś się utrzymać wszystkich przy życiu. Doktor Miller od niechcenia wspomniała, że powinnaś czytać mu każdego dnia. Spojrzałaś na nią, jakby miała dwie głowy, bo szczerze mówiąc, dziecko było wtedy po prostu głośnym, uroczykiem ziemniaczkiem.

Jestem prawie pewna, że mówiła coś o tym, jak słuchanie rytmu słów pomaga ich małym mózgom prawidłowo się rozwijać, a czarno-białe obrazki o wysokim kontraście stymulują nerw wzrokowy. Brzmiało to tak, jakby za każdym razem, gdy pokazujesz obrazek krowy, w ich głowie łączyła się nowa synapsa. Szczerze mówiąc, mój mózg był tego dnia jak papka, więc mogę trochę kaleczyć naukowe fakty. Ale sedno sprawy było takie, że samo słuchanie twojego głosu przebijającego się przez domowy chaos robi w tej małej główce jakąś niewidzialną magię, nawet jeśli czytasz tylko tył pudełka po płatkach czy teksański rachunek za prąd.

Jeśli nie połkną odrywanego okienka z książeczki, to znaczy, że radzisz sobie spektakularnie.

Walka o leżenie na brzuszku

Więc wyciągnęłaś te rozkładane harmonijki z czarno-białymi geometrycznymi kształtami, żeby spróbować uczynić leżenie na brzuszku produktywnym. Bo zazwyczaj leżenie na brzuszku polega po prostu na tym, że maluch ląduje twarzą w dywanie i krzyczy, jakby był torturowany.

The tummy time struggle — Dear Past Jess: The Messy Truth About Board Books for Babies

W końcu poszłam po rozum do głowy i zaczęłam kłaść go na Bambusowym kocyku z kolorowym jeżem, opierając przed nim te obrazki. Powiem ci prosto z mostu — nie jest to najtańsza rzecz w internecie, ale miałam już dość kupowania drapiącego poliestru, który mechacił się po dwóch praniach. Ta mieszanka bambusa jest niesamowicie miękka, a małe, niebiesko-zielone leśne zwierzaczki faktycznie uspokajają, zamiast razić w oczy. Kocyk pomaga utrzymać stałą temperaturę, więc maluch nie poci się i nie denerwuje tak szybko, co daje ci może ze cztery pełne minuty na pokazywanie czarno-białych wzorów, zanim zacznie się płacz. Używam większego rozmiaru, żeby zakrył wystarczająco dużo podłogi i uchronił go przed okruchami, które zgubiły starszaki.

Rzeczy, które po prostu musisz teraz zaakceptować

Zanim zestrsujesz się na śmierć, próbując zrobić to idealnie, oto kilka brutalnych prawd o czytaniu niemowlakom, o których nikt ci nie mówi:

  • Odkrywają świat swoimi dziąsłami. Dla niemowlaka gruba tekturowa bajka to po prostu gigantyczny krakers, który dziwnie smakuje. Żucie jej to dosłownie ich sposób na naukę, czym są przedmioty.
  • Będziesz brzmieć absolutnie komicznie. Te piskliwe, przesadzone odgłosy zwierząt, o których przysięgałaś, że nigdy nie będziesz ich wydawać? Będziesz to robić. I zrobisz to przez przypadek na oczach listonosza.
  • Rytm to w zasadzie klej dla mózgu. Będziesz czytać ten sam rymowany nonsens o śpiącym misiu tyle razy, że zaczniesz go recytować pod prysznicem, ale podobno to właśnie ta powtarzalność sprawia, że w końcu zaczynają rozumieć język.
  • Ruch nie oznacza, że cię nie słuchają. Jeśli czołgają się pod stolik kawowy, kiedy jesteś w połowie zdania, po prostu mów dalej, bo ich uszy wciąż działają, nawet gdy nogi są w ruchu.

Przynęta na ząbkowanie

Skoro już ustaliliśmy, że dziecko spróbuje pożreć waszą biblioteczkę, musisz przekierować tę energię, zanim zbankrutujesz na wymianie potarganych stron. Kiedy zaczął naprawdę ostro dobierać się do krawędzi naszej ulubionej bajki na dobranoc, w końcu po prostu wcisnęłam mu w rączkę Gryzak Pandę.

Ta rzecz uratowała moje zdrowie psychiczne. To tylko mała panda z silikonu spożywczego na patyku wyglądającym jak bambus, ale jej faktura daje mu dokładnie taki opór, jakiego potrzebują jego opuchnięte dziąsła. Zawsze gdy siadam do czytania, najpierw wręczam mu pandę. Siedzi sobie, agresywnie żując silikonowe uszka, podczas gdy ja czytam na głos, i moje książki faktycznie przeżywają popołudnie. Co więcej, gryzak jest super lekki, więc jego niezdarne małe rączki naprawdę dają radę go utrzymać bez upuszczania go na własną twarz. A kiedy po upadku na podłogę pokryje się psią sierścią, po prostu wrzucam go do zmywarki. Najlepiej wydane pieniądze w życiu.

Rzeczy, które przetrwały moje średnie dziecko

Skoro mowa o wydawaniu pieniędzy, pomówmy o tym Drewnianym stojaku edukacyjnym, który kupiliśmy. Jest... w porządku. Nie zrozum mnie źle, stelaż z naturalnego drewna jest przepiękny i nie wygląda jak neonowy plastikowy statek kosmiczny, który rozbił się na środku naszego salonu. Ma takie urocze, małe sensoryczne zwierzaczki zwisające z góry.

Things that survived my middle child — Dear Past Jess: The Messy Truth About Board Books for Babies

Ale jeśli mam być w stu procentach szczera, moje średnie dziecko głównie gapiło się na drewnianego słonika przez jakieś pięć minut, po czym uznało, że wyrywanie kłaczków z dywanu jest znacznie ciekawsze. Stojak jest w porządku, żeby zająć ich przez chwilę, gdy ty przekładasz pranie, no i pięknie wygląda na zdjęciach, jeśli zależy ci na takich rzeczach. Ale nie oczekuj, że to w magiczny sposób zajmie malucha na całą godzinę, podczas gdy ty przygotowujesz obiad.

Jeśli szukasz sprzętu, który naprawdę ma sens i potrafi przetrwać chaos rodzicielstwa na wsi, powinnaś po prostu przejrzeć kolekcje do pielęgnacji niemowląt Kianao, gdy następnym razem zostaniesz uwięziona pod śpiącym niemowlakiem.

Babcia Betty miała rację

Pamiętasz, co powtarzała babcia Betty, kiedy byłyśmy w ciąży z najstarszym? Poczciwa kobieta, uważała, że kupowanie specjalistycznych lektur dla trzymiesięczniaka to najgłupsza rzecz, o jakiej słyszała przez osiemdziesiąt lat swojego życia. Opowiadała mi, jak to po prostu wsadzała moją mamę do kosza na pranie i czytała jej na głos katalog sklepu Sears, obierając w tym czasie fasolkę szparagową na ganku.

Przewracałam wtedy oczami, ale miała w tym trochę racji. Dziecka nie obchodzi, czy czytasz mu z nagradzanej książeczki z obrazkami o farmie, czy z tyłu butelki po szamponie. Pragną tylko ukojenia, jakie daje im twój głos.

Opowieść ku przestrodze od twojego najstarszego

Spójrz, co stało się z naszym najstarszym chłopcem. Przy nim tak bardzo staraliśmy się robić wszystko „dobrze”. Nakupiliśmy tych wszystkich drogich kart edukacyjnych. Sadzałam go sobie na kolanach i fizycznie przytrzymywałam mu rączki, żeby nie mógł złapać za strony, zmuszając go, by patrzył dokładnie tam, gdzie pokazuję, podczas gdy wymawiałam każdą pojedynczą sylabę jak sierżant musztry.

I co się stało? Nienawidził tego. Czytanie kojarzyło mu się z byciem uwięzionym. Teraz ma prawie pięć lat, uwagę godną muszki owocówki, a nakłonienie go do spokojnego wysłuchania bajki przypomina próbę wykąpania kota. Chce tylko oglądać komiksy o bąkach.

Więc przy tym maluchu po prostu odpuść. Pozwól mu trzymać książkę do góry nogami. Niech przewraca po trzy strony naraz. Jeśli przeczytasz tylko dwa słowa, zanim rzuci nią przez pokój, podnieś ją jutro i spróbuj ponownie. Po prostu łapiesz jakąkolwiek bajkę z grubej tektury, która nie rozpuściła się jeszcze całkowicie od niemowlęcej śliny, używasz tego śmiesznego głosu, o którym przysięgałaś, że go nie użyjesz, i modlisz się, by kupiło ci to pięć minut świętego spokoju.

Dobrze ci idzie, Jess. Dom to ruina, pranie nigdy nie będzie w pełni poskładane, a twoje książki będą miały ślady małych ząbków. To wszystko część tego doświadczenia.

Zanim pobiegniesz wykupić lokalną księgarnię, myśląc, że to uczyni cię lepszą mamą, może najpierw chwyć ten silikonowy gryzak w kształcie pandy, żeby maluch miał co obgryzać, kiedy ty będziesz czytać.

Pytania, które pewnie właśnie gorączkowo googlujesz

Kiedy tak na serio powinnam zacząć to robić?

Mój pediatra twierdził, że powinno się zacząć od pierwszego dnia, co brzmi wyczerpująco, kiedy ledwo trzymasz się na nogach. Szczerze mówiąc, zacznij po prostu, kiedy będziesz miała wystarczająco dużo siły psychicznej, by sklecić pełne zdanie. Jeśli to będzie w drugim tygodniu albo w drugim miesiącu – i tak wszystko będzie u nich w porządku. Po prostu mów do nich, kiedy możesz.

Moje dziecko po prostu zamyka książkę, gdy jestem w połowie zdania – co robić?

Mówisz „Koniec” i wracasz do życia. Poważnie, nie walcz z nimi o to. Skoro zamknęli okładkę, to zabawa skończona. Czasami po prostu z pamięci recytuję resztę wierszyka, gdy oni już dawno odpełzli, głównie po to, żeby samej się rozerwać.

Czy farby drukarskie są toksyczne, gdy dzieci nieuchronnie zaczną zjadać strony?

Nieustannie się tym martwiłam przy pierwszym dziecku. Z tego co rozumiem, w większości nowoczesnych produktów dla niemowląt używa się nietoksycznych farb sojowych lub wodnych właśnie dlatego, że wydawcy wiedzą, iż maluchy będą je brać do buzi. Po prostu staraj się kupować od sprawdzonych marek, a jeśli jakiś kawałek naprawdę się odłamie, wyciągnij go, żeby dziecko się nie zakrztusiło.

Czy naprawdę muszę robić te głupie głosy?

Cóż, nikt cię nie zmusza, ale to właściwie jedyny sposób, żeby utrzymać ich uwagę przez dłużej niż dziesięć sekund. Płaski, normalny głos od razu je usypia — co, jak teraz o tym myślę, może być całkiem świetną strategią na drzemkę. Ale jeśli chcesz, żeby patrzyły na obrazki, musisz zaserwować im to niedorzeczne, piskliwe chrumkanie świnki.

A co, jeśli mój starszak po prostu odchodzi, kiedy czytam niemowlakowi?

Pozwól mu odejść. Zazwyczaj i tak słuchają z drugiego końca pokoju, bawiąc się klockami. Nie potrafię zliczyć, ile razy mój trzylatek poszedł do kuchni, po czym w idealnym momencie wykrzyczał z drugiego pokoju brakujący rym. Słyszą wszystko, nawet to, czego byś nie chciała.