Siedziałam zgarbiona nad toaletą na stacji benzynowej Buc-ee's gdzieś przy autostradzie I-35, absolutnie przekonana, że zaraz wypluję własną śledzionę, gdy mój mąż zapukał do drzwi kabiny i zapytał, czy powinniśmy zacząć rezerwować nasz babymoon. Jestem prawie pewna, że odkrzyknęłam mu coś, czego nie wypada powtarzać na stronie przyjaznej rodzinie, ale, poczciwina, chciał po prostu trzymać się internetowego harmonogramu. Wiecie, o czym mówię – o tej magicznej liście, która każe ci pojechać na romantyczne, beztroskie wakacje, zanim całe twoje życie stanie się jednym wielkim rozmazanym obrazem ulewania i braku snu. Wytarłam twarz tanim ręcznikiem papierowym, poczłapałam do alejki z przekąskami, by kupić tonę słonych krakersów, i właśnie wtedy zdecydowałam, że jeśli mamy to zrobić, to zrobimy to po mojemu.

Mój starszy syn jest dziś chodzącą, gadającą przestrogą na to, co się dzieje, gdy przed porodem nie znajdziesz chwili dla siebie. Głównie dlatego, że kiedy byłam w pierwszej ciąży, myślałam, że po prostu zacisnę zęby i dam radę. Nie wzięłam ani jednego dnia wolnego, dopóki wody nie odeszły mi w połowie pakowania zamówienia do mojego małego sklepu na Etsy. Ten poziom teksańskiego uporu kosztował mnie utratę zmysłów w czwartym trymestrze. Dlatego tym razem, w drugiej ciąży, na siedzeniu pasażera leżał kołonotatnik z nabazgranym na okładce „Baby M” – co miało oznaczać Baby Moon, bo starałam się być urocza i zorganizowana. Choć szczerze mówiąc, przez ciążowe zamroczenie połowę drogi do domu spędziłam myśląc, że to skrót od Baby Money (Kasa na Malucha) i panikując nad naszym budżetem.

Moja babcia i jej teoria wakacji na werandzie

Kiedy powiedziała babci, że planujemy wyjazd przed narodzinami dziecka, o mało nie upuściła swojej mrożonej herbaty. Spojrzała na mnie znad okularów i rzuciła mimochodem, że przed narodzinami mojej mamy jej pojęciem wakacji było siedzenie na ganku, podczas gdy mój dziadek zabijał węża na podwórku. Kocham ją nad życie, ale ta kobieta uważa, że dbanie o siebie to użycie tego lepszego mydła w płynie. Po prostu nie mogła pojąć, dlaczego dwoje dorosłych ludzi z idealnie dobrym dachem nad głową miałoby płacić prawdziwe pieniądze, żeby spać w innym, droższym łóżku tuż przed narodzinami dziecka.

Miałam przygotowaną całą listę argumentów na temat stresu współczesnego rodzicielstwa, ale szczerze mówiąc, część mnie się z nią zgadzała, bo na sam widok cen w tych kurortach zaczynała mi skakać lewa powieka. Mimo to mój mąż nalegał. Potrzebowaliśmy jeszcze jednego weekendu, podczas którego nikt nie płakał, nikogo nie trzeba było karmić o drugiej w nocy, i mogliśmy po prostu patrzeć na siebie bez wrzeszczącego w tle małego człowieka. Musiałam tylko wymyślić, jak to zrobić bez zaciągania drugiego kredytu hipotecznego.

Kompletny koszmar z wyborem bezpiecznego celu podróży

Jeśli chcesz zafundować sobie natychmiastowy atak paniki, po prostu zacznij czytać ostrzeżenia dla podróżujących, gdy jesteś w dwudziestym którymś tygodniu ciąży. Spędziłam trzy noce z rzędu wpatrując się po ciemku w świecący ekran, wpadając w całkowicie przerażającą króliczą norę globalnych map zagrożeń epidemiologicznych.

Wszystko, co czytałam, mówiło, że drugi trymestr to „złoty okres” na podróżowanie. Moja lekarka w zasadzie spojrzała na moją kartę, zmrużyła oczy i zgadła, że gdzieś między 14 a 28 tygodniem mogę przestać wymiotować na tyle długo, by móc zjeść posiłek. I to jest ten moment, kiedy rzekomo masz odbyć te wycieczki, zanim staniesz się zbyt wielka, by zmieścić się za kierownicą. Ale sam wybór miejsca? Koszmar. Każda piękna, tropikalna plaża, którą oglądałam na Instagramie, była natychmiast psuta przez mój nowo odkryty strach, że ugryzie mnie komar, który jakimś cudem przeniknie przez łożysko. Czytałam jeden artykuł o wirusie Zika, zaczynałam się obficie pocić, zamykałam laptopa i oznajmiałam, że już nigdy nie wyjdziemy z domu.

Podczas mojej ostatniej wizyty kontrolnej pediatra wymamrotał coś o zakrzepicy żył głębokich i o tym, że w ciąży twoja krew zamienia się w gęstą maź, więc najwyraźniej siedzenie w samochodzie lub samolocie przez pięć godzin to w zasadzie sport ekstremalny. Biorąc pod uwagę robaki, zakrzepy i fakt, że musiałam sikać co czterdzieści pięć minut, byłam kłębkiem nerwów. W końcu rozłożyłam bezradnie ręce, zrezygnowałam z marzeń o Wybrzeżu Amalfitańskim i powiedziałam mężowi, żeby znalazł nam domek w Texas Hill Country, mniej niż trzy godziny drogi stąd i całkowicie pozbawiony egzotycznych dzikich zwierząt.

Jak sfinansowaliśmy ten mały weekendowy wypad

Będę z wami szczera – prowadzenie małego sklepu na Etsy nie pozwala na finansowanie luksusowych szwajcarskich kurortów odnowy biologicznej. Musieliśmy usiąść przy kuchennym stole i brutalnie szczerze ocenić, na co nas stać, bo na samą myśl o kosztach pieluch zaczynałam już hiperwentylować.

How we paid for this little weekend escape — The Hilarious Truth About Planning a Baby Moon in the Real World

Wprowadziliśmy rygorystyczny budżet, który zakładał absolutny brak obsługi hotelowej, zero masaży dla par kosztujących więcej niż rata za mój samochód i zabranie własnych zakupów na śniadanie. Znaleźliśmy mały drewniany domek pod Fredericksburgiem, który miał werandę, w miarę wygodnie wyglądający materac i wannę, która akurat nie była wypełniona po brzegi plastikowymi zabawkami kąpielowymi. Był tani, było tam cicho, a co najważniejsze – był całkowicie nasz na trzy dni.

Dziwaczne rzeczy, które wepchnęłam do bagażnika

Jeśli myślicie, że wyjechałam z domu, nie pakując czterech paczek serowych krakersów Goldfish i nie mając na sobie dresów, które były już o dwa rozmiary za duże, krzycząc przy tym na męża, żeby się pospieszył, to w ogóle mnie nie znacie. Moja strategia pakowania była kompletnie odklejona.

Spakowałam się, jakbym jechała na bezludną wyspę, na której jakimś cudem znajduje się też elegancka restauracja. Miałam złudzenie, że będziemy się stroić i będzie bardzo romantycznie, więc wzięłam sukienkę ciążową, której dosłownie nie mogłam zapiąć. Oto całkowicie prawdziwe zestawienie tego, co faktycznie znalazło się w mojej torbie:

  1. Cztery różne rodzaje leków na zgagę, ponieważ zgaga w mojej klatce piersiowej przypominała wtedy działanie palnika spawalniczego.
  2. Najbrzydsza para podkolanówek uciskowych, jaką w życiu widzieliście, ponieważ potwornie bałam się, że podczas jazdy moja krew zamieni się w gęstą maź.
  3. Sześć o wiele za dużych t-shirtów, które kiedyś należały do mojego taty.
  4. Jedna para dżinsów ciążowych, które nosiłam przez dokładnie dwanaście minut, po czym agresywnie ściągnęłam je w domku.
  5. Gigantyczna butelka na wodę, która ważyła więcej niż mały pies.

Wzięłam też trochę rzeczy dla dziecka. Nie wiem dlaczego, może to przez hormony traciłam zmysły, ale czułam przemożną potrzebę patrzenia na maleńkie przedmioty, by przypomnieć sobie, dlaczego czuję się tak niekomfortowo. Wrzuciłam Gryzak Panda od Kianao do bocznej kieszeni torby. Będę z wami całkowicie szczera, to tylko gryzak. Jest super uroczy, zrobiony z bezpiecznego silikonu, a mój starszy syn rok później rzucił go pod kanapę, gdzie zbierał kurz aż do dnia przeprowadzki. Ale w tamtym domku, kiedy wyciągnęłam go i trzymałam w moich spuchniętych dłoniach, poczułam się jak prawdziwa mama, która jest chociaż odrobinę przygotowana na nadchodzący chaos.

Sprawdźcie te małe cuda z kolekcji gryzaków Kianao przygotowane na nadchodzące etapy ząbkowania, zanim stracicie zmysły przez marudzenie malucha.

Jak tak naprawdę wygląda wyjazd do domku w dwudziestym którymś tygodniu ciąży

Rzeczywistość wakacji przed narodzinami dziecka jest taka, że zabierasz swoje wyczerpanie ze sobą. Dotarliśmy do domku, wypakowaliśmy nasze tanie zakupy spożywcze, a ja od razu położyłam się na łóżku i zorientowałam się, że nie mogę oddychać, gdy leżę na plecach, nie mogę trawić, gdy leżę na prawym boku, a moje biodra krzyczą z bólu, gdy leżę na lewym.

What a cabin retreat actually looks like at twenty-something weeks — The Hilarious Truth About Planning a Baby Moon in the Re

Mój biedny mąż tak bardzo starał się, żeby było magicznie. Rozpalił w kominku. Zrobił mi bezkofeinową herbatę. Włączył jakąś akustyczną playlistę, którą znalazł na Spotify. A ja po prostu siedziałam, podparta sześcioma marnymi poduszkami dekoracyjnymi, bekając jak marynarz i płacząc, bo na jego telefonie włączyła się reklama karmy dla psów.

O 3:00 nad ranem drugiej nocy, podczas gdy mój mąż chrapał wystarczająco głośno, by obudzić zmarłych, całkowicie zrezygnowałam ze snu. Poczłapałam na werandę, usiadłam po ciemku w bujanym fotelu i zaczęłam agresywnie robić na telefonie zakupy do pokoju dziecięcego. To właśnie wtedy kupiłam Drewniany Stojak Edukacyjny Nature. Absolutnie uwielbiam tę rzecz i będę jej bronić przed każdym, kto zapyta. Miałam już tak dosyć patrzenia na krzykliwe, neonowo-plastikowe akcesoria dla dzieci, które wyglądały, jakby pochodziły z kasyna. Ten stojak to tylko drewno i organiczny materiał – musztardowe żółcie, ciepłe brązy, kształty liści. Jest cichy. Nie potrzebuje baterii. Kupno go w środku nocy na tej ciemnej werandzie było pierwszym momentem, w którym poważnie poczułam więź z rosnącym we mnie dzieckiem, zamiast czuć się po prostu jak nosicielka dla jakiegoś kosmity.

Spacerowanie po małych miasteczkach w Teksasie ze spuchniętymi kostkami

Następnego dnia stwierdziliśmy, że musimy wyjść z domku, żeby nie oszaleć w czterech ścianach. Pojechaliśmy do miasta, żeby pospacerować główną ulicą. Na zewnątrz było ponad trzydzieści pięć stopni, a moje kostki wyglądały jak przepchane kiełbaski.

Przeszliśmy jakieś trzy przecznice, po czym musiałam usiąść na publicznej ławce i wachlować się ulotką z lokalnego sadu brzoskwiniowego. Ale zajrzeliśmy do kilku małych butików. Moja mama zawsze powtarzała mi, żebym nie kupowała ubranek dla noworodków, bo wyrastają z nich w pięć sekund, ale ona nie wiedziała o bawełnie organicznej. Kupiłam tego dnia małe body bez rękawów, podobne do Niemowlęcego Body z Bawełny Organicznej, za które dałabym sobie teraz uciąć rękę. Zróbcie sobie przysługę i nie kupujcie tych z trzydziestoma małymi zatrzaskami, niech Bóg ma je w opiece, bo o drugiej w nocy stracicie zmysły, próbując dopasować je po ciemku. Potrzebujecie kopertowych zakładek na ramionach. Potrzebujecie elastyczności. Potrzebujecie 95% bawełny organicznej, by wasze dziecko nie dostawało tajemniczej czerwonej wysypki za każdym razem, gdy się spoci.

Niewygodna prawda o tym, czym tak naprawdę był ten wyjazd

Następnego ranka spakowaliśmy samochód. Założyłam z powrotem te moje ohydne podkolanówki uciskowe, wcisnęłam gigantyczną butelkę z wodą w uchwyt na kubek i w ciszy pojechaliśmy do domu.

To nie był sen rodem z Instagrama. Nie miałam na sobie zwiewnej białej sukienki na plaży, nie piłam bezalkoholowego szampana z kryształowego kieliszka i na pewno nie czułam się promiennie czy magicznie. Czułam się wielka, zmęczona i głęboko nieatrakcyjna.

Ale kiedy patrzę na to jedno rozmazane selfie, które zrobiliśmy na werandzie tego domku, uświadamiam sobie, po co ten wyjazd tak naprawdę był. Nie chodziło o miejsce docelowe ani o romantyzm. Chodziło o to, by zmusić się do zaprzestania pracy, sprzątania i panikowania na zaledwie czterdzieści osiem godzin. To był ostatni moment, kiedy byliśmy tylko „my”, zanim staliśmy się chaotyczną, zabieganą, piękną trzyosobową rodziną.

Gotowi na zrobienie zapasów, zanim zacznie się wasz własny uroczy, przepiękny chaos? Poznajcie kolekcję zrównoważonych, organicznych akcesoriów dziecięcych od Kianao.

Pytania, które prawdopodobnie nasuwają wam się po tym wszystkim

Kiedy tak szczerze powinno się wyjechać na ten wyjazd?
Słuchajcie, internet powie wam, że drugi trymestr to złote okno, zazwyczaj między 14 a 28 tygodniem. Dla mnie był to jakikolwiek weekend, w którym akurat nie wymiotowałam albo nie byłam tak wielka, że nie mogłam się schylić, by zawiązać własne buty. Po prostu celujcie w ten idealny moment, kiedy macie w sobie resztki energii, a lekarz jeszcze nie dał wam szlabanu na podróże.

Czy twój lekarz naprawdę wydał zgodę na podróż?
Tak, i wy również musicie absolutnie zapytać o to swojego. Moja lekarka wygłosiła mi całe przemówienie o tym, by wstawać co godzinę i spacerować oraz o odpowiednim nawodnieniu. Wydrukowała również moją kartę ciąży, tak na wszelki wypadek, gdybym postanowiła zacząć przedwcześnie rodzić w toalecie na stacji benzynowej. Nie pomijajcie konsultacji ze specjalistą tylko dlatego, że macie do przejechania zaledwie kilka godzin samochodem.

Co spakowałaś, a czego absolutnie nie użyłaś?
Dosłownie wszystkie ładne ubrania. Wzięłam kosmetyki do makijażu, lokówkę i sukienkę. Przez cały czas nosiłam t-shirty taty i legginsy z dziurą na kolanie. Zaakceptujcie rzeczywistość swojego obecnego ciała i spakujcie najbrzydsze, ale najwygodniejsze rzeczy, jakie posiadacie.

Czy wakacje w domu są równie dobre?
Szczerze? Prawdopodobnie lepsze, jeśli macie napięty budżet. Ale problem z zostaniem w domu polega na tym, że spojrzycie na listwy przypodłogowe i stwierdzicie, że trzeba je wyszorować, albo uznacie, że warto przeorganizować spiżarnię. Cały sens wyjścia z domu polega na fizycznym oderwaniu się od domowych obowiązków.

Ile pieniędzy naprawdę na to wydaliście?
Jestem bardzo oszczędna, więc zamknęliśmy się w kilkuset dolarach, jadąc własnym samochodem, zatrzymując się w skromnym domku i jedząc kanapki. Nie musicie wydawać trzech tysięcy dolarów na Hawajach, by zacieśnić więź z partnerem. Cicha weranda i paczka krakersów sprawdzą się równie dobrze, jeśli tylko odpowiednio do tego podejdziecie.