Więc w zeszłym tygodniu moja teściowa stwierdziła, że powinnam po prostu wrzucić wszystkie nasze iPady do najbliższego jeziora, mój szwagier, typowy informatyk, oznajmił, że jeśli moja siedmioletnia Maya nie koduje jeszcze w Pythonie, to w zasadzie do końca życia będzie bezrobotna, a nasz pediatra, dr Aris, rzucił tylko: „cóż, proszę celować w mniej niż dwie godziny czasu ekranowego dziennie i może poczytać jakąś książkę”. Super. Naprawdę bardzo pomocne, dzięki wielkie. Po prostu dodam „perfekcyjne balansowanie cyfrowym śladem moich dzieci przy jednoczesnym dbaniu o rozwój ich mózgów” do mojej listy rzeczy do zrobienia, zaraz pod „zeskrobać tę dziwną, lepką substancję z kuchennej wyspy”.
Siedziałam na podłodze w pokoju Leo w zeszły wtorek dokładnie o 14:14, ubrana w te tragiczne granatowe legginsy do jogi z zaschniętą plamą po jogurcie na lewym kolanie, pijąc trzecią już letnią kawę – tę dobrą, mocno paloną, a nie ten tani syf, który mój mąż Dave uparcie kupuje w hurtowych ilościach. Dosłownie próbowałam tylko zaplanować uroczy leśny motyw do pokoju mojego dorastającego synka. Nic szalonego. Trochę drzew. Trochę zwierzątek. Odrobina niewinności.
Ponieważ jestem milenialską mamą, która cierpi na silny lęk rodzicielski, staram się wszystko dokładnie sprawdzać i analizować. Szukałam plakatów w stylu vintage, budzących nostalgię za latami 90. Wpisałam w wyszukiwarkę kilka niewinnych haseł typu małe zwierzątka, szukając jakichś grafik, a potem wpadłam do tej absolutnej króliczej nory na pewnym forum dla rodziców, po której miałam ochotę wypalić sobie oczy i na zawsze odłączyć nasz router.
Słyszeliście o tych szokujących treściach w internecie (tzw. shock content)? Bo o boże, ja nie słyszałam i wolałabym, żeby tak zostało. Natrafiłam na cały wątek spanikowanych rodziców rozmawiających o tym przerażającym, powszechnie potępianym i nielegalnym materiale pełnym przemocy, który jacyś chorzy ludzie ukrywają w sieci. Ludzie dosłownie ostrzegali się nawzajem, że jeśli przypadkiem wyszukasz hasło two babies one fox comic (komiks dwa bobasy i jeden lis), albo jeśli twoje dziecko bawi się twoim telefonem i wpisze jakąś niewinną wariację two babies one fox, wyniki mogą być absolutnie traumatyzujące. Zrozumcie, to wcale nie jest komiks. To nie jest nic uroczego. To najciemniejszy, najbardziej obrzydliwy zakątek internetu.
Internet to płonący śmietnik
Prawie upuściłam kubek z kawą prosto na dywan. Fakt, że ten totalny koszmar, jakim jest two babies one fox comic full, krąży gdzieś tam, czając się za słowami, które brzmią jak pieprzona rymowanka dla dzieci, sprawia, że robi mi się fizycznie niedobrze. Wyobraźcie sobie, że nie można już nawet bezpiecznie wygooglować słowa babies (niemowlęta), nie ryzykując natknięcia się na cyfrowe miejsce zbrodni. A co, jeśli Leo dorwie mój telefon i wpisze literówkę typu babi albo po prostu będzie szukał uroczego filmiku o zwierzakach używając słowa babie i zobaczy coś, co zrujnuje jego malutki, perfekcyjny mózg?
Dave zawsze mówi: „Kochanie, po prostu zainstaluj tego firewalla”, jakby zapora sieciowa miała uchronić nasze dzieci przed czystym psychologicznym spustoszeniem, jakie sieje współczesny internet. Chyba Dave nie rozumie, że internet to już nie są tylko strony WWW; to żywy, oddychający algorytm, który jest wycelowany specjalnie w maluchy. Trzy lata temu pozwoliłam Mayi obejrzeć jeden filmik z odpakowywania plastikowego jajka z niespodzianką, a w ciągu dziesięciu minut algorytm YouTube Kids podrzucił jej te dziwaczne, wygenerowane komputerowo, jaskrawe animacje znanych postaci ulegających wypadkom. To jest chore. Nasz pediatra mówiła coś o tym, że te błyskawicznie zmieniające się filmiki przebodźcowują ich receptory dopaminy i zmieniają rozwój płata czołowego, ale szczerze mówiąc, jestem prawie pewna, że po prostu streszczała podcast, którego słuchała jednym uchem w drodze do pracy, bo nikt z nas tak naprawdę nie wie, co robi.
Tak czy inaczej, niebieskie światło podobno zaburza ich rytm dobowy i rujnuje im sen, ale mniejsza z tym.
Ucieczka do świata fizycznego
Po moim ataku paniki na punkcie bezpieczeństwa w sieci i szokujących treści, zamknęłam laptopa. Z trzaskiem. Uświadomiłam sobie, że nie chcę niczego cyfrowego w pokoju Leo. Żadnych ekranów, żadnych inteligentnych głośników, żadnych podłączonych do sieci niań elektronicznych, do których jakiś świr z drugiego końca świata mógłby się włamać. Chciałam po prostu prawdziwych, namacalnych, fizycznych przedmiotów. Rzeczy, które można wziąć do ręki. Rzeczy, które są bezpieczne.

Dlatego ostatecznie całkowicie porzuciłam moją tablicę na Pintereście i po prostu kupiłam kocyk dla niemowląt z bawełny organicznej w leśne lisy od Kianao. I powiem wam, że ta rzecz stała się moim absolutnie ulubionym przedmiotem w całym naszym domu.
Zazwyczaj nie jestem osobą, która agresywnie promuje jakiś kocyk, ale ten konkretny przetrwał prawdziwe piekło. W zeszłym listopadzie Leo przeciągnął ten kocyk przez prawdziwą kałużę o bardzo wątpliwym pochodzeniu pod naszym lokalnym supermarketem. Trzymał go za jeden róg, a reszta marynowała się w wodzie z parkingu. Byłam pewna, że kocyk jest zrujnowany. Ale wrzuciłam go do pralki na intensywne pranie i wyszedł bardziej miękki niż wcześniej. Dzięki Bogu. Organiczna bawełna jest gruba, ale oddychająca, a małe pomarańczowe liski na miętowym tle dają dokładnie ten niewinny, leśny klimat, którego szukałam, zanim internet zepsuł mi dzień. To po prostu kocyk. Nie łączy się z Wi-Fi. Nie ma algorytmu. Po prostu ogrzewa moje dziecko.
Jeśli wy też macie mętlik w głowie z powodu ery cyfrowej i chcecie po prostu przez chwilę popatrzeć na ładne, bezpieczne i fizyczne przedmioty, możecie przejrzeć naszą kolekcję kocyków z bawełny organicznej i poudawać, że mamy rok 1996.
Nie wszystko jest strzałem w dziesiątkę
Zamówiłam też zimowe body niemowlęce z długim rękawem typu Henley z bawełny organicznej i szczerze mówiąc? Jest po prostu okej.

Nie zrozumcie mnie źle, materiał jest niesamowity. To w 95% ta sama, maślano-miękka bawełna organiczna i uwielbiam to, że nie ma w sobie tego całego syntetycznego badziewia, przez które na plecach Leo wyskakują te dziwne czerwone plamy. Ale w projekcie uwzględniono trzy guziki przy dekolcie. Trzy guziki. Wiecie, jak trudno jest zapiąć trzy maleńkie guziczki, kiedy wasz czteromiesięczniak na przewijaku aktywnie naśladuje wściekłego aligatora kręcącego młynek śmierci? To jest niemożliwe. Dave całkowicie się poddał i po prostu zostawił dwa górne odpięte, przez co Leo przez cały grudzień wyglądał jak maleńki, niezadowolony barman. Jeśli wasze dziecko leży idealnie nieruchomo podczas zmiany pieluchy, jasne, kupujcie. Ale jeśli wasze dziecko jest dzikie jak moje, może lepiej zostańcie przy suwakach.
Więcej szczęścia miałam z bawełnianym kocykiem organicznym z nadrukiem wiewiórek. Jakościowo jest w zasadzie dokładnie taki sam jak ten w lisy, ale ma małe białe wiewióreczki na beżowym tle. Jest uroczy. Jest w neutralnych barwach. Maya ukradła go, by używać jako peleryny dla swoich pluszaków, więc i tak rzadko go widuję, ale chodzi o to, że jest prawdziwy. Można go dotknąć. Można go uprać. Jest bezpieczny.
Akceptacja analogowego bałaganu
Chyba jestem po prostu wyczerpana tą ciągłą czujnością, jakiej wymaga dzisiaj bycie rodzicem. Czasami po prostu trzeba wrzucić iPady do szuflady, kiedy nie masz już siły, i mieć nadzieję, że dzieciaki znajdą sobie kawałek sznurka albo kartonowe pudło do zabawy, podczas gdy ty kupujesz towary z organicznej bawełny, by ukoić swój własny wewnętrzny lęk przed tym, w jakim stanie znajduje się nasz świat.
Nie da się kontrolować internetu. Nie możemy cofnąć wiedzy o tym, że pod niewinnymi hasłami kryją się tam potworne rzeczy. Możemy za to kontrolować fizyczne środowisko, które budujemy im w domu. Możemy wybierać miękkie, bezpieczne materiały, czytać im prawdziwe papierowe książki i po prostu z całych sił próbować trzymać potwory na dystans jeszcze przez chwilę.
Jeśli jesteście gotowi zrobić zapas rzeczy, które nie wymagają instalacji programów kontroli rodzicielskiej, sprawdźcie organiczne ubranka dla niemowląt od Kianao, zanim zamkniecie tę kartę i pójdziecie wypić swoją własną, letnią kawę.
Kłopotliwe pytania, które pewnie wam się nasuwają
Jak u licha chronić dziecko przed szokującymi treściami w internecie?
O rety, chciałabym znać niezawodny sposób. Dave pozakładał w naszej sieci wszystkie możliwe blokady, ale dzieciaki potrafią kombinować. Myślę, że jedyną prawdziwą odpowiedzią jest zero czasu ekranowego bez nadzoru, gdy są małe, i przebywanie fizycznie w tym samym pomieszczeniu, gdy są nieco starsze. Dr Aris uważa, że wspólne oglądanie to jedyny sposób, by faktycznie wiedzieć, co uderza w ich mózgi, co w skrócie oznacza: tak, będziecie musieli wycierpieć te wszystkie filmiki z odpakowywania zabawek razem z nimi.
Czy kocyki organiczne faktycznie są lepsze, czy po prostu drogie?
Kiedyś myślałam, że to totalna ściema stworzona po to, by wzbudzać poczucie winy u milenialskich matek. Ale kiedy zobaczyłam, jak egzema Leo znika po tym, jak zrezygnowaliśmy z syntetycznego poliestru, trochę w to uwierzyłam. Lepiej oddycha, i szczerze mówiąc, fakt, że nie stosuje się przy nich dziwnych pestycydów, to dla mnie o jeden powód do paniki mniej o 3 nad ranem.
Co jeśli moje dziecko już zobaczyło w sieci coś dziwnego?
Oddychaj. Wszyscy widzieliśmy. Ja widziałam straszne rzeczy w internecie z modemu pod koniec lat 90. i jestem (w większości) normalna. Po prostu z nimi o tym porozmawiaj bez wpadania w panikę – jeśli zaczniesz krzyczeć, następnym razem po prostu to ukryją. Zapytaj, jak się z tym poczuły, potwierdź, że to było obrzydliwe lub przerażające, i przypomnij im, że zawsze mogą ci o wszystkim powiedzieć.
Jak prać kocyk w lisy, żeby nie zniszczyć organicznej bawełny?
Dosłownie wrzucam go do pralki na pranie w zimnej wodzie z jakimkolwiek ekologicznym detergentem, który akurat kupiłam na promocji w tym tygodniu, i suszę w suszarce na niskich obrotach. Mówią, żeby nie używać płynu do zmiękczania tkanin, co i tak mi pasuje, bo zawsze zapominam go kupić. Pewnie dlatego staje się coraz bardziej miękki za każdym razem, gdy Leo upuszcza go w błoto.





Udostępnij:
Cała prawda o indyku: jak przetrwać etap mięsnych papek
Cała prawda o brzydkich zdjęciach noworodków, które wszyscy ukrywamy