Stałam przy kuchennym zlewie, po łokcie w zimnej wodzie po owsiance, kiedy moja 14-letnia siostrzenica wsadziła mi telefon prosto przed nos. Na ekranie widniało coś, co wyglądało jak idealnie okrągłe, zapłakane dziecko wciśnięte w malutki, puchaty kostium żaby. Gorączkowo domagała się, żebym zalogowała się do jakiejś aplikacji i kupiła jej to, zanim wyprzedadzą całą serię. Pisała na swoim telefonie tak szybko, że jej wiadomości do mnie były tylko szalonym ciągiem literówek w stylu "dziecko po" i "kup dziecko p", zanim w końcu wcisnęła backspace wystarczającą liczbę razy, by przeliterować całość.
Będę z tobą szczera: nie miałam zielonego pojęcia, czym u licha jest ten cały "cry baby popmart". Myślałam, że mówi o jakiejś dziecięcej gwieździe popu albo używa dziwnego internetowego slangu, na który jestem po prostu za stara. Kiedyś uważałam, że zabawka to zabawka, a jeśli wygląda jak uroczy bobas, to jej miejsce jest w pokoju dziecięcym. Ale moja siostrzenica uświadomiła mi, przewracając oczami w ten specyficzny, nastoletni sposób, który sprawia, że masz ochotę dać szlaban cudzemu dziecku, że to są „kolekcjonerskie figurki artystyczne”. Nie zabawki. Sztuka. Która kosztuje od dwudziestu do trzydziestu dolarów za sztukę. Za pudełko-niespodziankę, gdzie nawet nie wiesz, co dostaniesz, dopóki nie rozedrzesz kartonu.
Posłuchaj, prowadzę mały sklepik na Etsy z mojego garażu. Liczę każdy grosz, żeby jakoś wiązać koniec z końcem, podczas gdy ludzie wysyłają mi wściekłe wiadomości o trzy dolary za wysyłkę ręcznie malowanego, drewnianego szyldu. Więc na samą myśl o tym, że nastolatki i młodzi dorośli wydają setki dolarów na maleńkie, tajemnicze kawałki plastiku, po prostu łapię się za głowę. Chcesz mi powiedzieć, że płacisz za przywilej tego, że być może dostaniesz tę figurkę, którą chcesz, a jak trafisz na powtórkę, to po prostu stawiasz ją na półce? To jak hazard, tyle że z winylowymi żabami w roli głównej. Mogłabym godzinami rozprawiać o absurdzie tego modelu biznesowego, zwłaszcza kiedy mój rachunek za zakupy spożywcze dla trójki dzieci poniżej piątego roku życia przypomina ratę za samochód. Ale to, co naprawdę podnosi mi ciśnienie, to moment, kiedy rodzice widzą te rzeczy na TikToku i myślą, że powinni je kupić swoim prawdziwym maluchom.
Zasada Rolki Po Papierze Toaletowym Doktora Evansa
Mój najstarszy syn jest żywym dowodem na to, że małe dzieci to tak naprawdę maleńkie, samobójcze odkurzacze. Kiedy miał dwa lata, próbował połknąć dekoracyjny szklany kamyk z miski z potpourri w domu mojej teściowej. Spędziliśmy trzy godziny na ostrym dyżurze, podczas gdy ja pociłam się z nerwów i panikowałam na myśl o operacji. Przez niego patrzę na każdy przedmiot w moim domu z czystą, nieskrywaną podejrzliwością.
Nasz lekarz z tutejszej przychodni, dr Evans, zawsze mi powtarzał, że jeśli jakaś część zabawki mieści się w tekturowej rolce po papierze toaletowym, to bilet w jedną stronę na SOR. Kiedy w końcu wzięłam do ręki jedną z tych drogocennych figurek mojej siostrzenicy, o mało nie dostałam zawału serca prosto na korytarzu. Te rzeczy mają mikroskopijne zdejmowane kapelusze, malutkie różdżki i małe łańcuszki z pereł, które wręcz proszą się o to, by ciekawy świata 10-miesięczny bobas je oderwał i połknął.
I martwi mnie nie tylko ryzyko zadławienia, bo pewnej nocy, karmiąc małą, czytałam o tym trochę i – z tego co byłam w stanie zrozumieć przez mgłę chronicznego niewyspania – te kolekcjonerskie przedmioty dla dorosłych są wykonane z przemysłowego plastiku PVC. Oznacza to, że nie muszą przechodzić takich samych testów na ulatnianie się metali ciężkich, jak produkty dla niemowląt. Ponieważ są prawnie sklasyfikowane jako produkty dla osób od piętnastego roku życia, omijają wszystkie te rygorystyczne testy wytrzymałości na gryzienie, których muszą przestrzegać marki dziecięce. Mówiąc wprost, jeśli twoje ząbkujące dziecko dopadnie jedną z takich zabawek, dostanie do buzi pełno Bóg jeden wie jakich chemikaliów.
Jeśli twój maluch próbuje teraz gryźć wszystko, co wpadnie mu w ręce, o wiele lepiej zrobisz, dając mu gryzak Panda od Kianao. Czy to limitowana, viralowa sensacja z internetu? Nie, o rany, to po prostu silikonowa panda. Ale za to mieści się w buzi mojej najmłodszej córeczki bez wpychania mnie w spiralę niepokoju, a kiedy nieuchronnie wyląduje cała w sierści psa na dywanie w salonie, mogę ją po prostu wrzucić na górną półkę do zmywarki.
Płacz jest okej (ale nie o zabawki)
Jest jednak jedna rzecz, za którą muszę oddać serii Cry Baby sprawiedliwość. Moja siostrzenica wyjaśniła mi, że artysta, który je stworzył, celowo narysował płaczącą postać, aby pokazać, że pokazywanie emocji i bycie czasem smutnym jest w porządku. I szczerze mówiąc, uwielbiam to przesłanie.

Kiedy dorastałam, moja mama i babcia zawsze rzucały tekstem: "Zaraz dam ci powód do płaczu", gdy tylko zaczynała mi drżeć warga. W latach 90. po prostu tak się wychowywało dzieci, ale to była okropna metoda. Zostawiła całe nasze pokolenie z nawykiem tłumienia w sobie emocji, aż w końcu wybuchamy, bo ktoś zostawił mokry ręcznik na łóżku. Teraz spędzam pół dnia, aktywnie starając się uprawomocnić uczucia moich maluchów, kiedy wpadają w histerię, bo podałam im wodę w niebieskim kubku zamiast w czerwonym. Łzy są czymś normalnym i podoba mi się idea ich normalizowania, zamiast wiecznego udawania, że wszystko zawsze wygląda jak wyciągnięte z idealnego obrazka na Instagramie.
Po prostu nie sądzę, że trzeba wydawać dwadzieścia dolców na kawałek popkulturowego plastiku, żeby uczyć dziecko inteligencji emocjonalnej. Jeśli naprawdę szukasz bezpiecznych i normalnych rzeczy, które zajmą twoje dziecko, radzę zignorować internetowy szum i przejrzeć kolekcję zabawek Kianao. Znajdziesz tam rzeczy, przez które nie wylądujecie w szpitalu.
Na co tak naprawdę wydajemy pieniądze
Planowanie budżetu przy trójce dzieci to po prostu niekończąca się seria kompromisów, więc stałam się dość bezwzględna w kwestii tego, co przynosimy do domu. Jeśli na coś wydajemy, to musi to służyć konkretnemu celowi, a nie tylko stać na półce i zbierać nasz teksański kurz.

Zamiast na dekoracyjny plastik wolałabym wydać te pieniądze na body bez rękawów z organicznej bawełny, które moja najmłodsza córka będzie mogła z czystym sumieniem nosić i bezlitośnie ubrudzić puree ze słodkich ziemniaków. Jest proste, praktyczne i na tyle rozciągliwe, że po kąpieli nie muszę walczyć z nią jak ze wściekłym, mokrym aligatorem. Przyznaję, nadal absolutnie nienawidzę składania tego malutkiego prania, ale zakładki na ramionach sprawiają, że przebieranie jej po wpadce z pieluchą jest trochę mniej straszne.
Jeśli chcesz do salonu czegoś ładnego, co nie jest plastikowym zagrożeniem zadławieniem, przypomina mi się, że moje średnie dziecko przez pierwszy rok życia w zasadzie mieszkało pod swoim drewnianym stojakiem edukacyjnym. Jest piękny, drewniane zwierzątka nie świecą i nie krzyczą na ciebie elektronicznymi piosenkami, a do tego naprawdę ładnie prezentuje się na dywanie. Nie będę kłamać i wciskać kitu, że starcza na zawsze, bo tak naprawdę używają go tylko przez około osiem lub dziewięć miesięcy. Potem zaczynają agresywnie próbować wspinać się po drewnianej ramie jak po drabinie. Mimo to, jest absolutnie wart swojej ceny na ten pierwszy okres, kiedy po prostu potrzebujesz, żeby maluch grzecznie leżał, a ty mogłaś wypić kubek gorącej kawy.
Pluszaki w sumie też są okej, ale moje dzieci i tak non stop wyrzucają je z łóżeczka.
Wyznaczanie granic starszym dzieciom
Jeśli tworzycie rodzinę patchworkową albo po prostu – jak niektórzy z moich znajomych – macie dużą różnicę wieku między dziećmi, trzymanie tych wszystkich viralowych trendów z dala od malucha to praca na pełen etat. Trzeba po prostu jasno powiedzieć nastolatkom, że ich drogie kolekcje muszą stać na najwyższej wiszącej półce w ich sypialni, za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Dodatkowo trzeba pamiętać, żeby zawsze sprawdzać podłogę w poszukiwaniu malutkich, upuszczonych akcesoriów, kiedy tylko bobas rusza na podbój korytarza.
Jako mamy zamartwiamy się już wystarczająco dużo. Nie musimy dorzucać do tego obciążenia psychicznego, jakie niosą designerskie zabawki niespodzianki. Oszczędź swoje nerwy i portfel. Pozwól nastolatkom bawić się w ich płaczące żabki, a ty trzymaj się tych nudnych, bezpiecznych rzeczy, dzięki którym naprawdę możesz spać spokojnie po nocach.
Gotowa zamienić plastikowe trendy na coś, z czego twoje dziecko może naprawdę bezpiecznie korzystać? Odkryj pełną gamę organicznych produktów bazowych i drewnianych zabawek od Kianao przed kolejnym baby shower.
Trudne pytania, które wciąż słyszę
Czy jakiekolwiek zabawki Pop Mart są bezpieczne dla ząbkujących dzieci?
Rany boskie, nie. Z tego, co wyjaśnił mi lekarz, te rzeczy robi się z plastiku PVC i ABS, które absolutnie nie są przeznaczone do kontaktu z żywnością. Omijają przepisy dotyczące bezpieczeństwa dzieci, bo ich grupą docelową są nastolatkowie i dorośli. To znaczy, że jeśli twój bobas zacznie je żuć, może mieć w buzi pełno metali ciężkich albo połknąć malutki, plastikowy kapelusz, który po prostu odskoczy. Trzymajcie się sprawdzonych gryzaków z silikonu.
Dlaczego nastolatki mają taką obsesję na punkcie tych płaczących figurek?
Wynika to częściowo z dreszczyku emocji związanego z pudełkiem-niespodzianką – nie wiesz, co kupujesz. A częściowo stąd, że ogromne gwiazdy K-popu były widywane z tymi figurkami. Co więcej, artysta stworzył je po to, by pokazać, że „płacz jest w porządku”, a z tym przesłaniem Generacja Z bardzo się utożsamia. Rozumiem to emocjonalne przesłanie, ale nie rozumiem płacenia trzydziestu dolarów za pięć centymetrów plastiku.
Co mam zrobić, jeśli moje starsze dziecko chce zacząć je kolekcjonować?
Musisz wyznaczyć twardą granicę i zakazać trzymania ich w częściach wspólnych, jeśli w domu jest niemowlę. Kazałabym zawiesić w ich pokoju wysoką półkę i wprowadziła surową politykę "zamkniętych drzwi". Te małe różdżki i akcesoria są dokładnie wielkości tchawicy małego dziecka, a ja nie mam zamiaru ryzykować.
Czy nie mogę po prostu przykleić superglue tych małych elementów do figurki?
Znaczy, możesz spróbować, ale mój najstarszy syn prawdopodobnie dałby radę wyrwać zderzak z Forda, gdybyś dała mu wystarczająco dużo czasu sam na sam z tym autem. Superglue i tak nie jest stworzony do żucia przez niemowlęta, więc nawet jeśli zabezpieczysz ten kapelusik, to nadal dajesz dziecku do rąk bryłkę niebezpiecznych, nietestowanych chemikaliów. To naprawdę nie jest warte twoich nerwów.





Udostępnij:
Brutalnie szczera prawda o internetowym hicie: wózek typu wagon Baby Trend
Prawda o perfumach Cry Baby: dlaczego zapachy rujnują drzemkę niemowlaka