Była dokładnie 2:14 w nocy we wtorek, miałam na sobie szare studenckie dresy Dave'a ze skorupką po brzoskwiniowym jogurcie na lewym kolanie i dosłownie toczyłam zaciętą walkę na licytacji z nieznajomym o nicku PlushKing99 o zakurzoną pluszową wiewiórkę. Wmówiłam sobie, w tej obłąkanej, przesiąkniętej hormonami logice wczesnego macierzyństwa, kiedy to płaczesz na reklamach ubezpieczeń samochodowych, że upolowanie pluszaka Ty w stylu vintage z dokładną datą urodzin mojego dziecka było absolutnie najważniejszą rzeczą, jaką mogłam zrobić dla jego przyszłości. W sensie, gdybym tylko zdobyła tę konkretną zabawkę, wygrałabym rodzicielstwo na ten dzień.

Co jest totalnie szalone.

Oto największe kłamstwo, jakie my, milenialni rodzice, wmawiamy sobie na temat nostalgicznego wystroju dziecięcego pokoju: myślimy, że kupujemy naszym dzieciom magicznego, pamiątkowego towarzysza, którego będą cenić na zawsze. Wyobrażamy sobie, jak ciągną za ucho ten idealnie zachowany artefakt z lat 90., wyglądając jak modele z katalogu odzieży z organicznego lnu na skąpanej w słońcu łące. Myślimy, że przywracamy własne dzieciństwo, przekazując im tę pałeczkę.

Rzeczywistość? Wydajesz czterdzieści dolarów na dosłowny worek pełen drobnych, grożących zadławieniem elementów, który od czasów prezydentury Clintona leżał w jakiejś wilgotnej piwnicy w Ohio.

Królicza nora na eBayu i literówki „e baby” w wyszukiwarce

Ale cofnijmy się na chwilę. Kiedy cztery lata temu, na początku sierpnia, urodził się mój syn Leo, mój Boże, wpadłam w najgłębszą króliczą norę, próbując znaleźć jego pluszowego bliźniaka urodzinowego. Bliźniaki Ty z okazji urodzin trzeciego sierpnia to chihuahua Amigo, wiewiórka Nutty i sowa Twilight. Miałam oko na Nutty, ponieważ pomyślałam, że estetyka leśnych stworzeń będzie lepiej wyglądać obok tych przepłaconych, neutralnych półek na książki, które właśnie zamontowałam.

Mój mózg był tak całkowicie usmażony przez ciągłe karmienie piersią, że ciągle wpisywałam „e baby” w pasek wyszukiwania zamiast eBay. Dosłownie gapiłam się w telefon w ciemności, pijąc letnią kawę rozpuszczalną, i zastanawiałam się, dlaczego Google pokazuje mi jakieś dziwne wirtualne internetowe dzieci zamiast pluszowej wiewiórki. Szczerze mówiąc, to jednak pasowało, ponieważ kupowanie pluszaków beanie baby w stylu vintage online przypomina dokładnie próby utrzymania Tamagotchi przy życiu w 1999 roku – jest stresujące, drogie i całkowicie napędzane milenialnym niepokojem.

Dave obudził się około 3:00 w nocy, żeby napić się wody, spojrzał mi przez ramię na świecący ekran z dwudziestoletnią pluszową sową i tylko wyszeptał: „Sarah, to ma twarde plastikowe oczy, on dosłownie spróbuje ją zjeść”.

Dlaczego moja lekarka nienawidzi nostalgii

Oczywiście Dave miał rację, ale nie chciałam tego przyznać aż do wizyty kontrolnej w czwartym miesiącu. Dr Evans to cudownie bezpośrednia kobieta, która od narodzin mojej starszej córki, Mai, od dwunastu lat obserwuje moje rodzicielskie neurozy. Spojrzała na tego misia w stylu vintage, którego dumnie przypięłam do wózka Leo, i tylko cicho westchnęła.

Wyjaśniła mi, jaka jest rzeczywistość dotycząca tych zabawek, a ja zaczęłam układać w głowie listę powodów, dla których moja nostalgiczna obsesja była w rzeczywistości niewiarygodnie głupia. Wyglądała mniej więcej tak:

  • Oczy. O Boże, te twarde plastikowe oczy z guzików, które wręcz proszą się o odgryzienie przez ząbkujące niemowlę z obolałymi dziąsłami.
  • Wypełnienie, czyli dosłownie maleńkie plastikowe granulki PE, które nadają zabawce ten satysfakcjonujący, miły ciężar, ale w przypadku ich rozsypania stają się dla dziecka wielkim zagrożeniem.
  • Fakt, że fizycznie nie da się ich odpowiednio zdezynfekować bez zniszczenia ich aksamitnej faktury lub stopienia metek, co i tak przekreśla cały ten kolekcjonerski sens.
  • Przerażająca świadomość, że jakiś nieznajomy prawdopodobnie kichnął na to coś w 1999 roku i nigdy nie zostało to w pełni uprane w gorącej wodzie.

Jestem prawie pewna, że wytyczne pediatrów w zasadzie mówią, że wszystko, co jest mniejsze od rolki po papierze toaletowym, jest śmiertelną pułapką, a może chodziło o rolkę po ręczniku papierowym? Nieważne, rzecz w tym, że te małe plastikowe koraliki wewnątrz pluszaka z dawnych lat to dosłowny koszmar, który tylko czeka, aż ten dwudziestoletni bawełniany szew pęknie, podczas gdy twoje dziecko go żuje.

Co tak naprawdę pozwalam żuć moim dzieciom

Zatem zamiast dawać Leo wiewiórkę retro do żucia, musiałam znaleźć coś, co nie wyśle mnie o północy na izbę przyjęć. I tutaj wkracza silikonowy gryzak dla niemowląt Panda z bambusem. Nie przesadzam, gdy mówię, że ta rzecz uratowała moje zdrowie psychiczne podczas Wielkiej Tragedii Trzonowców w 2020 roku.

What I Actually Let My Kids Chew On — Finding An August 3rd Beanie Baby: The Truth About Birthday Twins

To było we wtorek, miałam na sobie poplamioną szarą bluzę, a Leo krzyczał wniebogłosy, ponieważ wyrzynały mu się jednocześnie górne jedynki. Podałam mu tę małą, płaską pandę i w pokoju nagle zapadła cisza. Płaski kształt przypominający liść bambusa był idealny, ponieważ faktycznie mógł go trzymać sam, nie upuszczając go co pięć sekund i nie krzycząc, żebym go podniosła. A ponieważ to tylko jeden solidny kawałek silikonu spożywczego, nie musiałam wisieć nad nim, oblewając się zimnym potem ze strachu, że do jego gardła przedostaną się malutkie plastikowe granulki. Codziennie wieczorem wrzucałam go do zmywarki. Czasem wkładałam go na dziesięć minut do lodówki, robiąc sobie w panice kawę, a zimny silikon dawał mi przynajmniej godzinę spokoju. To po prostu naprawdę dobry, prosty produkt, który nie udaje czegoś, czym nie jest.

Wypróbowaliśmy też drewniany stojak edukacyjny (Baby Gym) z tęczowymi zwierzątkami, gdy Leo był trochę młodszy. Szczerze? Był po prostu okej. Znaczy się, jest pięknie wykonany, drewno jest super gładkie i zdecydowanie pasuje do tej neutralnej, spokojnej estetyki Montessori, dzięki której mój salon wygląda mniej jak miejsce eksplozji plastiku. Ale Leo dość szybko się nim znudził. Uderzał w małego drewnianego słonika przez może pięć minut, a potem zaczynał krzyczeć, żebym wzięła go na ręce. Dave go uwielbiał, bo łatwo chował się za kanapą, ale jako rzeczywista, wciągająca zabawka nie był to nasz absolutny faworyt. Każde dziecko jest inne, jak sądzę. Przynajmniej nie odtwarzał zapętlonej zrobotyzowanej melodyjki, przez którą miałam ochotę wyrwać sobie włosy z głowy.

(Szczerze mówiąc, jeśli czujesz się przytłoczona wszystkimi zagrożeniami zadławienia i stresem związanym z zabawkami w stylu vintage, po prostu weź oddech i sprawdź zamiast tego kolekcję ubranek z bawełny organicznej Kianao. To o wiele prostsze niż polowanie na relikty lat 90).

Cała ta sprawa ze spaniem na jałowym pustkowiu

Dr Evans całkowicie zrujnowała też moje marzenia o posiadaniu idealnie urządzonego łóżeczka. Powiedziała mi, że przez pierwsze dwanaście miesięcy miejsce do spania powinno wyglądać jak puste, przygnębiające pustkowie. Żadnych uroczych muślinowych kołderek, żadnych idealnie ułożonych pluszowych wiewiórek, nic. Tylko prześcieradło z gumką i dziecko w śpiworku. Pamiętam, jak stałam w pokoju dziecięcym, który pieczołowicie dekorowałam przez cztery miesiące, trzymając idealnie dopasowaną kolorystycznie pluszową sowę i czując się niesamowicie osądzana.

Ale potem serio wracasz do domu i wygooglujesz statystyki – co, nawiasem mówiąc, nigdy niczego nie wygoogluj o 3 nad ranem, pijąc mrożoną kawę ze słoika, to zrujnuje ci życie. Jestem pewna, że przeczytałam, że każdy miękki obiekt zwiększa ryzyko uduszenia o jakiś astronomiczny procent, chociaż mój niewyspany mózg mógł wyolbrzymić dokładne liczby. Niezależnie od tego, sama myśl o tych małych oczach z guzików lub ciężkich, wypełnionych granulkami łapkach lądujących na twarzy mojego dziecka, podczas gdy ja śpię w pokoju obok, wystarczyła, by wpaść w spiralę lęku.

Więc całkowicie ogołociłam łóżeczko. Wyjęłam uroczą, ręcznie robioną kołderkę, którą przysłała mi ciocia. Usunęłam estetyczne ochraniacze. Zabrałam wszystkie pluszowe zabawki z dawnych lat i wygnałam je na najwyższą, najbardziej niedostępną półkę w pokoju, gdzie w zasadzie tylko leżą, zbierają kurz i ze mnie kpią. Wygląda to teraz jak dziecięce więzienie, ale szczerze mówiąc, spokój ducha jest wart zrujnowania całego tego klimatu z Pinteresta, o który walczyłam.

I nawet nie zaczynajcie mi mówić o absolutnym szaleństwie ludzi, którzy zostawiają te twarde plastikowe osłonki na metkach zabawek, aby zachować ich „wartość”, a następnie podają je ludzkiemu niemowlęciu, które dosłownie odkrywa świat wkładając rzeczy do buzi.

Ubieraj ich zamiast się stresować

Jeśli chcesz kupić coś w duchu zrównoważonego rozwoju, z czym Twoje dziecko będzie mogło *naprawdę* bezpiecznie obcować i spać, naprawdę musisz postawić na ubrania. Ponieważ to ubrania dotykają ich skóry przez cały dzień.

Dressing Them Instead of Stressing — Finding An August 3rd Beanie Baby: The Truth About Birthday Twins

W swoim pierwszym roku życia Maya miała potwornie wrażliwą skórę. Wszystko wywoływało u niej takie małe czerwone krostki. W końcu się ugięłam i kupiłam dziecięce body z organicznej bawełny z falbankami na rękawach. Mój mąż uważał, że jestem totalnie śmieszna wydając pieniądze na organiczną bawełnę, kiedy ona i tak się w to zaraz załatwi, ale przysięgam, to zrobiło ogromną różnicę. Materiał jest tak absurdalnie miękki i ma w sobie to 5% dodatku elastanu, co jest absolutnie kluczowe, gdy próbujesz wcisnąć krzyczące, wilgotne po kąpieli dziecko w ubranko, podczas gdy ono robi ten swój śmiertelny, sztywny jak deska rzut aligatora na przewijaku. Nie pękło. A rękawki z falbankami są tak głupiutko urocze. Posiada certyfikat GOTS, co chyba oznacza, że nikt nie spryskiwał bawełny żadną trucizną, ale dla mnie najbardziej liczyło się to, że nie dostała od niego wysypki. To jedyna rzecz, którą nosiła przez jakieś trzy miesiące bez przerwy.

Moja obłąkana metoda prania w poszewce na poduszkę

Powiem tak: jest jeden słuszny argument przemawiający za poszukiwaniem zabawek vintage, a mianowicie gospodarka obiegu zamkniętego. Naprawdę bardzo staram się nie kupować nowo wyprodukowanego plastikowego badziewia, jeśli tylko mogę tego uniknąć. Kupowanie zabawek z drugiej ręki trzyma syntetyczne materiały z dala od wysypisk śmieci, co jest super, pod warunkiem, że naprawdę potrafisz je wyczyścić, nie niszcząc ich przy tym.

Moja metoda prania to czysty chaos. Biorę zabawkę, wpycham ją do siateczkowej torby do prania delikatnego, tę z kolei wkładam do starej poszewki na poduszkę, związuję całość jedną z moich grubych gumek do włosów i puszczam najzimniejszy, najdelikatniejszy cykl z możliwych. Dave przyłapał mnie kiedyś, jak to robiłam, i po prostu powoli wycofał się z pralni bez słowa. Myślę, że to działa? Nie wiem, w każdym razie po takim zabiegu pachnie mniej jak sklep z antykami, więc uznaję to za wygraną. Ale jak mówię, zabawka i tak później wraca na wysoką półkę.

Słuchaj, nostalgia to niezły narkotyk i całkowicie rozumiem tę chęć znalezienia konkretnego urodzinowego dopasowania dla twojego dziecka. Po prostu bądź w tym mądra. Trzymaj relikty lat 90. na półce, gdzie ich miejsce, i daj dziecku do żucia coś naprawdę bezpiecznego. Jeśli chcesz uniknąć bólu głowy, po prostu sprawdź nowoczesną kolekcję gryzaków Kianao, zanim Twoje dziecko zdecyduje się zrobić sobie posiłek z dwudziestoletniego pluszowego psa.

Czy te stare zabawki Ty są naprawdę bezpieczne dla noworodków?

O Boże, nie. Po prostu absolutnie nie. Moja lekarka w zasadzie spojrzała na mnie jak na kosmitkę, kiedy o to zapytałam. Jestem pewna, że oficjalne wytyczne mówią, że wszystko z twardymi plastikowymi oczkami z guzików i luźnym wypełnieniem z plastikowych kulek stanowi ogromne zagrożenie zadławieniem dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Jeśli ten dwudziestoletni szew rozerwie się podczas gdy twoje dziecko będzie go żuć, to natychmiastowa wycieczka na pogotowie. Szczerze, po prostu postaw go na wysokiej półce, gdzie nie dosięgną.

Kto jest w ogóle tym urodzinowym bliźniakiem z trzeciego sierpnia?

Jeśli wpadasz w króliczą norę z dokładną datą urodzenia jak ja, szukasz chihuahua Amigo, wiewiórki Nutty lub sowy Twilight. Spędziłam zdecydowanie za dużo czasu na polowaniu na Nutty, ponieważ uważałam, że estetyka wiewiórki była bardziej urocza w leśnym pokoju dziecięcym. Ale szczerze mówiąc, wszystkie one są już wycofane z produkcji, więc musisz przedzierać się przez te dziwne zakątki internetu dla kolekcjonerów vintage, żeby je znaleźć, i jest to wyczerpujące.

Jak wyprać używanego pluszaka bez jego niszczenia?

Moja metoda to właściwie eksperyment naukowy, ale zazwyczaj wpycham zabawkę do siateczkowej torby na pranie, wkładam to do starej poszewki, związuję wszystko gumką do włosów i piorę w najdelikatniejszym z możliwych zimnym cyklu. Dave myśli, że jestem szalona. Myślę, że ciepło z suszarki bębnowej to jest to, co roztapia aksamitną fakturę lub niszczy metki, ale nie jestem ekspertką od tekstyliów. Wiem po prostu, że nie mogę podać mojemu dziecku czegoś, co od 1998 roku kurzyło się w garażu, bez chociażby próby odkażenia tego.

Co powinnam kupić zamiast pluszaka w stylu vintage?

Jeśli naprawdę chcesz czegoś, z czym twoje dziecko będzie mogło bezpiecznie się bawić, przejdź na silikon spożywczy lub bawełnę organiczną. Gryzak Panda, o którym wspominałam wcześniej, jest genialny, ponieważ jest to jeden solidny kawałek materiału bez podejrzanych granulek ukrytych w środku. Albo po prostu kup im naprawdę miękkie, elastyczne ubranka z organicznych materiałów. I tak w trzy sekundy wyrastają ze wszystkiego, więc równie dobrze możesz kupić rzeczy, które nie wywołają u nich dziwnej wysypki.

Czy mogę włożyć pluszową zabawkę do łóżeczka, jeśli odetnę wszystkie metki?

Nie! Nie, proszę, nie róbcie tego. Wiem, że wszyscy pragniemy tego idealnie estetycznego ujęcia łóżeczka, ale usunięcie metki nie eliminuje ryzyka uduszenia. Moje zrozumienie zasad bezpiecznego snu jest takie, że łóżeczko powinno być całkowicie puste – żadnych kocyków, poduszek, pluszowych wiewiórek, niczego. Goły materac i prześcieradło na gumce. Wygląda to trochę smutno, ale to jedyny sposób, w jaki mogłabym kiedykolwiek szczerze zasnąć bez wpatrywania się w totalnej panice w elektroniczną nianię.