Posłuchaj. Nie wiesz, czym jest czysty, nieprzefiltrowany lęk, dopóki nie usiądziesz w poczekalni u dentysty dziecięcego, próbując przekonać dwulatka, że gigantyczne mechaniczne ramię unoszące się nad jego twarzą to nie Decepticon.
Ma na sobie koszulkę w stylu vintage, którą kupiłam specjalnie po to, by wyglądał fajnie i na luzie, ale teraz jest cała w ślinie i dziwnej plamie po zbłąkanej jeżynie, którą znalazł na dnie mojej torebki. Jesteśmy tu na jego pierwsze prześwietlenie mleczaków. Jest wtorkowy poranek, a w klinice już panuje chaos. W rogu stoi ogromne akwarium morskie, które wydaje się jedyną spokojną rzeczą w całym tym pomieszczeniu.
Jako była pielęgniarka pediatryczna pracująca w mieście, widziałam tysiące takich maszyn medycznych. Znam statystyki kliniczne na wylot. Wiem, że promieniowanie z nowoczesnego cyfrowego rentgena jest rzekomo mniejsze niż to, na które jesteśmy narażeni po prostu spacerując po Chicago w słoneczne popołudnie.
Mój lekarz powiedział, że to mniej więcej równowartość krótkiego lotu krajowego, co brzmi całkiem rozsądnie, gdy mówi się to na głos w sterylnym, dobrze oświetlonym gabinecie. W szpitalu używamy promieniowania, gdy podejrzewamy, że coś jest złamane lub bardzo nie w porządku. Używanie go tylko po to, by sprawdzić potencjalną próchnicę, wydawało się sprzeczne z moim zaprogramowanym na triaż mózgiem.
Znajomość nauki wcale nie powstrzymuje mózgu przed paniką, gdy ktoś wyciąga ciężki ołowiany fartuch dla twojego maleńkiego dziecka. Pierwsze piętnaście minut w poczekalni spędziłam na cichym nakręcaniu się, po co nam to w ogóle. Przecież to tylko zęby tymczasowe. I tak dosłownie wypadną z głowy za kilka lat. Dlaczego narażamy rozwijającą się czaszkę mojego dziecka na promieniowanie, tylko po to, by spojrzeć na coś, co i tak zaraz zabierze wróżka zębuszka. Serio, to chyba lekka przesada.
Mogłabym godzinami rozwodzić się nad czystym absurdem współczesnej stomatologii dziecięcej. Te pluszowe poczekalnie z iPadami przykręconymi do ścian. Higienistki, które mówią tak wysokim tonem, że słyszy je tylko kliniczny pies terapeutyczny. Te małe okulary przeciwsłoneczne, które każą zakładać dzieciom, żeby zablokować górne światło, przez co wyglądają jak mali, skacowani celebryci. To cała ogromna produkcja mająca na celu odwrócenie uwagi od faktu, że ktoś zaraz zacznie dłubać metalowymi narzędziami w bardzo małych, bardzo niechętnych do współpracy ustach.
Ale dentysta posadził mnie u siebie wcześniej w tym roku, wyjaśnił mi całą logikę i musiałam przyznać mu rację.
Badanie wizualne pokazuje tylko trzy z pięciu powierzchni zęba. Pozostałe dwie to mroczna tajemnica, zamknięta między ciasno osadzonymi mleczakami, do których moje niezdarne, desperackie próby nitkowania nigdy do końca nie docierają. Próchnica wręcz uwielbia te ukryte miejsca. Jeśli dentysta nie zajrzy między zęby, po prostu nie dowiemy się, co tam w środku gnije.
Nieleczona próchnica w zębie mlecznym może najwyraźniej rozprzestrzenić się na kość szczęki i uszkodzić czekający pod spodem ząb stały, co brzmi jak fabuła horroru, którego wolałabym uniknąć.
W końcu zostaliśmy wywołani do gabinetu. Spacer korytarzem przypominał marsz po zielonej mili. Mieli tam te gigantyczne, kolorowe murale przedstawiające rysunkowe zęby myjące się nawzajem, co jest przerażającą koncepcją, jeśli zastanowisz się nad tym dłużej niż pięć sekund. Trzymałam go za rękę, a on powłóczył nogami, całkowicie nieufny wobec zbyt wesołej higienistki, która w kółko nazywała go kumplem.
Higienistka, niech Bóg błogosławi jej nieskończoną cierpliwość, próbowała wytłumaczyć mojemu synowi, czym jest aparat rentgenowski. Właściwie próbowałam go przygotować na ten konkretny moment w domu, ponieważ improwizowanie z maluchem to gotowy przepis na łzy. Używałam mojego telefonu jako udawanego magicznego aparatu, każąc mu zagryzać jeden z jego gryzaków, podczas gdy ja robiłam zdjęcie i wydawałam agresywne dźwięki pikania.
Moim absolutnym numerem jeden do tych udawanych ćwiczeń dentystycznych był Gryzak Panda od Kianao. Kupiłam go wiele miesięcy temu, kiedy jego tylne zęby trzonowe po raz pierwszy zaczęły się pojawiać i zmieniły nasze spokojne noce w koszmar na jawie.
Jest zrobiony z silikonu spożywczego, co jest standardową podstawą, jakiej oczekujesz, ale prawdziwym powodem, dla którego go uwielbiam, jest jego płaski, łatwy do chwycenia kształt. Zagryzał mały bambusowy detal pandy jak prawdziwy mistrz. Gryzak jest na tyle wytrzymały, że jego ostre jak brzytwa przednie zęby go nie zniszczyły, i łatwo myje się go w zmywarce, kiedy jestem zbyt zmęczona, by szorować rzeczy ręcznie. Przed wizytą przez cały tydzień co wieczór ćwiczyliśmy gryzienie pandy, tylko po to, by przyzwyczaił się do trzymania czegoś nieruchomo między zębami.
Próbowałam też ćwiczyć z naszym Ręcznie Robionym Gryzakiem z Drewna i Silikonu, ale szczerze mówiąc, do tego konkretnego zadania był po prostu okej. Drewniany pierścień jest piękny i naturalnie antybakteryjny, co przemawia do mojej proekologicznej strony. Ale jest trochę zbyt sztywny, by wiercący się maluch mógł go utrzymać idealnie nieruchomo między tylnymi zębami. Poza tym, tak głośno stuka, gdy on w końcu się nudzi i rzuca nim o naszą drewnianą podłogę. Zdecydowanie lepiej sprawdza się do zwykłego, popołudniowego gryzienia w wózku, niż do precyzyjnych ćwiczeń jako blokada zgryzu.
No więc jesteśmy, wtuleni razem w ten mały fotel dentystyczny. Nakładają nam ołowiany fartuch. Jest niesamowicie ciężki, a on od razu wygląda w nim jak mały niebieski żółw uwięziony w skorupie. Zauważyłam, że higienistka przez chwilę wpatrywała się w jego koszulkę, prawdopodobnie oceniając plamę po jeżynie, po czym poprosiła go o szerokie otwarcie buzi i włożyła ten mały plastikowy czujnik.
A oto na co cię nie przygotowują, jeśli chodzi o sam zabieg:
- Twoje dziecko nagle zapomni o podstawowej, mechanicznej funkcji zaciskania zębów.
- Będzie próbowało lizać ten drogi plastikowy czujnik, jakby to był lód na patyku.
- Będziesz musiała delikatnie przytrzymywać jego ręce, uśmiechając się przy tym jak obłąkana, nadmiernie entuzjastyczna cheerleaderka.
- Maszyna zapiszczy raz, a cała ta męka skończy się dosłownie w dwie sekundy.
Musisz po prostu wziąć głęboki oddech, pozwolić mu poćwiczyć w domu gryzienie silikonowej zabawki i całkowicie poddać się faktowi, że higienistka wie znacznie lepiej od ciebie, jak okiełznać rzucającego się malucha.
Dentysta wraca i wyświetla zdjęcia na monitorze nad głową. Zobaczenie prześwietlenia mleczaków po raz pierwszy w życiu jest niezwykle dziwnym uczuciem. Widzisz te malutkie ząbki mleczne, które wyglądają całkiem normalnie. Ale tuż nad nimi, unoszące się w kości szczęki jak rzędy małych zębów-duchów, są zęby stałe, czekające na zejście w dół.
Wygląda to obco i skomplikowanie. To dobitne przypomnienie, że wewnątrz tej małej główki rozwija się cały, szczegółowy układ kostny, całkowicie niezależny od tego, co ja robię. Mój lekarz miał rację, to właściwie całkiem fascynujące, gdy już minie początkowy szok na widok czaszki twojego dziecka na ekranie.
Dentysta pokazał mi, jak korzeń zęba mlecznego dosłownie się rozpuszcza, gdy ząb stały pcha się do góry. To ten dziwaczny proces biologiczny, który zachodzi całkowicie poza zasięgiem wzroku. Siedziałam tam i potakiwałam, jakbym rozumiała niuanse dziecięcej chirurgii szczękowej, podczas gdy w głębi duszy czułam po prostu ulgę, że nie zrujnowałam mu zgryzu w tym jednym tygodniu, w którym jadł tylko owocowe żelki.
Przez minutę wpatrywaliśmy się w monitor, a dentysta wskazał na grubość szkliwa. Potwierdziliśmy, że między jego ciasno osadzonymi, małymi trzonowcami nie czają się żadne ukryte ubytki. Czułam się tak, jakbym odniosła wielkie, niezasłużone wychowawcze zwycięstwo, biorąc pod uwagę, że jego obecna dieta składa się prawie wyłącznie z makaronu z masłem, czystego buntu i okazjonalnego plasterka sera.
Jeśli tkwisz teraz głęboko w okopach ząbkowania i po prostu próbujesz przetrwać, zanim w ogóle dotrzesz do etapu wizyt u dentysty, może zechcesz przejrzeć naszą kolekcję ekologicznych gryzaków, aby znaleźć coś, co pomoże ukoić te zapalne dziąsła, zanim staną się problemem medycznym.
Moja przyjaciółka nie wyobraża sobie życia z najmłodszym dzieckiem bez Gryzaka Wiewiórki. Twierdzi, że mały żołądź z boku idealnie dociera do tylnych zębów trzonowych, gdy te przebijają się przez dziąsła. Chyba sprawię sobie taki na kolejną rundę ząbkowania, żeby trochę urozmaicić nasz asortyment, bo najwyraźniej mamy jeszcze kilka tych zębów-duchów, które czekają na wyjście.
Przetrwaliśmy wizytę. On dostał tanią plastikową naklejkę, która straciła klej w trzy minuty. Moje ciśnienie krwi nieco spadło, gdy lęk wreszcie minął. Naciągnęłam jego poplamioną koszulkę z powrotem na brzuszek, mocno go przytuliłam i wyszliśmy z kliniki na lodowaty chicagowski wiatr.
To po prostu jeden z tych dziwnych kamieni milowych w rodzicielstwie. Boisz się go przez kilka tygodni. Nadmiernie analizujesz ryzyko medyczne. Sama procedura trwa dwie sekundy. A potem natychmiast przechodzisz do kolejnego drobnego kryzysu, którym musisz się martwić.
Gotowa na zmierzenie się z dentystycznymi kamieniami milowymi swojego malucha z nieco mniejszą paniką? Złap jeden lub dwa sprawdzone gryzaki w naszym sklepie, aby pomóc przygotować je do fotela, i przeczytaj moje szczere odpowiedzi na kilka najczęstszych pytań poniżej.
Moje szczere odpowiedzi na temat fotela dentystycznego
Czy to promieniowanie naprawdę im zaszkodzi?
Posłuchaj, miałam dokładnie ten sam atak paniki. Mój lekarz powiedział, że cyfrowe maszyny, których teraz używają, emitują o 90 procent mniej promieniowania niż te stare na kliszę, na których się wychowaliśmy. Więcej promieniowania tła dostajesz, po prostu zabierając dziecko do parku w słoneczny dzień. Zresztą i tak zakładają im ten ciężki, ołowiany fartuch, żeby chronić ich małe narządy. To bezpieczne, ale całkowicie rozumiem, dlaczego żołądek podchodzi ci do gardła, gdy słyszysz pikanie maszyny.
Kiedy powinny mieć zrobione pierwsze zdjęcia?
Ramy czasowe są szczerze mówiąc trochę niejasne i zależą od tego, kogo zapytasz. Większość dentystów zaczyna na nie naciskać w okolicach drugiego lub trzeciego roku życia, jeśli ich tylne zęby się stykają. Jeśli zęby się stykają, dentysta nie jest w stanie zobaczyć, co się między nimi dzieje. Mój mały miał bardzo ciasno osadzone zęby, więc musieliśmy to zrobić wcześniej. Jeśli twoje dziecko ma duże szpary między zębami, być może uda ci się odłożyć radość płynącą z fotela rentgenowskiego na kolejny rok lub dłużej.
Jak przekonać malucha, żeby usiedział spokojnie?
Właściwie, to tego nie robisz. Po prostu w jakiś sposób zarządzasz chaosem. Nam bardzo pomogło ćwiczenie w domu z silikonową zabawką. Kazałam mu ją ugryźć i wydawałam głośny, pikający dźwięk. Kiedy dotarliśmy do kliniki, musiałam trzymać go za ręce i w zasadzie zablokować jego nogi moimi kolanami, podczas gdy higienistka czyniła swoje czary. To dwusekundowy mecz zapaśniczy, więc nie miej wyrzutów sumienia, jeśli twoje dziecko nie siedzi tam jak idealny, mały posążek.
A co, jeśli znajdą ubytek w mleczaku?
To był mój największy strach, mówię ci. Myślałam, że jeśli znajdą próchnicę, to będą musieli wiercić, co brzmi jak absolutny koszmar. Dentysta powiedział mi, że jeśli ubytek jest malutki, czasami po prostu go monitorują lub używają specjalnego płynu z fluorem, aby zatrzymać jego rozwój. Jeśli jest duży, to go naprawiają, bo pozostawienie gnijącego zęba w buzi może zepsuć dorosłe zęby pod spodem. Staram się o tym za dużo nie myśleć.
Czy muszę umyć im zęby przed wizytą?
Tego ranka próbowałam porządnie wyszorować jego zęby, głównie z czystego zażenowania, że dentysta oceni moje umiejętności rodzicielskie. Ale bądźmy szczerzy, higienistka i tak tam wejdzie ze swoimi profesjonalnymi narzędziami i wszystko wyczyści. Postaraj się jak najlepiej zlikwidować poranny oddech, ale nie trać głowy, jeśli maluch połknął trochę pasty do zębów lub odmówił szerokiego otwarcia buzi przy umywalce. Profesjonaliści widzieli znacznie gorsze rzeczy niż wczorajsza kolacja utknięta w trzonowcu.





Udostępnij:
Dlaczego w końcu zakazałam bajek o Baby Bratz w moim domu
Trend na zabawki Baby Three V3 a przygotowania na trzecie dziecko