Był wtorek, 2017 rok. Siedziałam w moim Nissanie Rogue na parkingu przed dużym sklepem z artykułami dla dzieci (niech spoczywa w pokoju), ubrana w legginsy do jogi z podejrzaną, zaschniętą plamą na lewym kolanie, i płakałam nad letnią waniliową latte. Maya miała pięć miesięcy i spała w swoim foteliku samochodowym, a ja byłam kompletnie sparaliżowana przez trzy wiadomości w moim telefonie.
Moja mama właśnie napisała: „Kup to duże, pluszowe krzesełko Graco z falbankami, Maya musi mieć wygodnie jak mała księżniczka!”.
Moja najlepsza przyjaciółka Jess napisała: „Nie bądź głupia, wydaj kilka dych w Ikei, a potem myj je szlauchem w ogrodzie, kiedy rozmaże wszędzie banany”.
No i był jeszcze internet. O rany, internet. Właśnie przeczytałam przerażający wpis na forum, napisany przez samozwańczego guru od postawy, który w zasadzie stwierdził, że jeśli kostki mojego dziecka nie będą idealnie ułożone pod kątem 90 stopni w skandynawskim drewnianym tronie za grube tysiące, to nigdy nie nauczy się prawidłowo przeżuwać i prawdopodobnie pójdzie na studia, wciąż jedząc puree z groszku. To po prostu przytłacza. Próbujesz tylko wybrać najlepsze krzesełko do karmienia dla swojego malucha, a nagle czujesz, że ponosisz rodzicielską porażkę, zanim jeszcze weźmie do ust pierwszy kawałek batata.
W każdym razie, skończyło się na tym, że w ciągu kilku następnych lat, przy dwójce dzieci, kupiłam chyba cztery różne krzesełka. Oto, czego się tak naprawdę nauczyłam.
Wielka panika postawy z 2017 roku
A więc, wracając do kwestii tego nieszczęsnego kąta 90 stopni. Zapytałam o to naszego pediatrę, doktora Arisa, bo dosłownie spędzało mi to sen z powiek, kiedy patrzyłam na dyndające nóżki Mai. Spojrzał na mnie, westchnął – prawdopodobnie dlatego, że byłam już dziesiątą zestresowaną mamą z pokolenia millenialsów, która pytała go o to tego samego dnia – i wyjaśnił to w sposób, który w końcu miał sens.
Powiedział: wyobraź sobie, że próbujesz zjeść obfity posiłek, siedząc na wysokim stołku barowym bez podnóżka, podczas gdy ktoś co chwilę wpycha ci łyżkę do buzi. Całą energię swoich mięśni głębokich zużywałabyś tylko na to, by nie spaść ze stołka, prawda? Okazuje się, że z niemowlakami jest dokładnie tak samo. Jeśli mają płaskie oparcie dla stóp, a ich biodra i kolana są zgięte, jakby siedziały na zwykłym krześle przy stole, czują się stabilnie. Pomaga im to skupić się na szalenie skomplikowanej, nowej umiejętności przemieszczania jedzenia w buzi bez krztuszenia się. I szczerze mówiąc, brzmi to bardzo logicznie.
Zaznaczył jednak stanowczo, żebyśmy poczekali, aż mała skończy około sześć miesięcy i będzie w stanie samodzielnie utrzymać swoją wielką, ciężką jak kula do kręgli głowę, bez przechylania się na boki. Posadziliśmy ją raz w krzesełku trochę za wcześnie, gdy miała jakieś cztery i pół miesiąca, bo teściowa przyjechała w odwiedziny i chciała „zobaczyć, jak je prawdziwe jedzenie”. Maya wyglądała w nim jak smutny, przebity balonik, przechylony w lewą stronę. Więc poczekaliśmy.
A skoro już mowa o jedzeniu prawdziwego jedzenia – kiedy maluchy w końcu zaczną, bałagan jest wręcz biblijny. Myślisz, że jesteś na to gotowa, ale wcale tak nie jest. Sadzaliśmy Maję w krzesełku, a ona w ciągu trzech sekund wywracała miseczkę z jogurtem prosto na własną głowę. W końcu znalazłam Silikonowy Talerzyk Mors od Kianao i to dosłownie uratowało moje zdrowie psychiczne. Pewnego ranka przyssaliśmy go do jej tacki z owsianką w środku i patrzyłam, jak łapie za małe kły morsa i ciągnie z całych sił, postękując jak mała sztangistka, a talerzyk ani drgnął. Przyssawka na spodzie ma wręcz przemysłową moc. Do tego głębokie przegródki sprawiały, że groszek nie dotykał musu jabłkowego, co, jak się okazało, było dla niej niezwykle ważne w wieku dziewięciu miesięcy.
Plastik kontra drewno i absolutne piekło sprzątania
Jeśli myślisz, że zakup materiałowego krzesełka do karmienia z uroczymi falbankami i lamówkami to dobry pomysł, proszę, przyjdź do mojego domu, spójrz na ducha plamy po spaghetti, który wciąż widnieje na suficie w mojej jadalni, i przemyśl całe swoje życie.

Nie wiem, kto projektuje te grubo wyściełane krzesełka, ale jestem prawie pewna, że nie ma dzieci. Niemowlęta potrafią przybierać stan ciekły. Znajdą sposób, żeby wcisnąć rozgniecione awokado w szew, o którego istnieniu nawet nie miałaś pojęcia. Pamiętam, jak w czwartek o 21:00 próbowałam wyczyścić szczoteczką do zębów pożyczone, tapicerowane krzesełko, podczas gdy mój mąż Mike mył butelki, a ja po prostu cicho szlochałam nad zaschniętym serem.
Przeczytałam kiedyś artykuł, w którym testerka produktów stwierdziła wprost: im bardziej wymyślny design, tym bardziej będziesz nienawidzić swojego życia. Miała rację. Potrzebujesz gładkich powierzchni. Potrzebujesz czegoś, co możesz przetrzeć wilgotną szmatką, trzymając jednocześnie na biodrze krzyczącego malucha. Drewno jest świetne, bo łatwo je przetrzeć, ale ma mnóstwo szczelin w miejscach, gdzie wsuwa się deski siedziska. Twardy plastik jest zazwyczaj najłatwiejszy w utrzymaniu. Gładkie plastikowe tacki, które możesz po prostu odpiąć i wrzucić do zmywarki, to prawdziwy święty Graal.
Podczas tego „brudnego” etapu wypróbowaliśmy też Silikonowy Talerzyk Kotek od Kianao. Jest w porządku, jest uroczy, a przyssawka działa tak samo dobrze jak w przypadku morsa. Ale Leo, moje drugie dziecko, po prostu cały czas próbował odgryźć kotu uszy, zamiast jeść obiad. Więc stał się dla niego raczej gryzakiem niż talerzykiem. To fajny produkt, ale zdecydowanie bardziej przydał nam się ten w kształcie morsa, ze względu na głębsze przegródki. Mniejsza z tym.
Jeśli już na samą myśl o sprzątaniu robi ci się słabo i chcesz po prostu przejrzeć talerzyki, które naprawdę trzymają się na miejscu, sprawdź kolekcję naczyń do karmienia Kianao tutaj.
Ten moment, kiedy Leo prawie wystrzelił się na orbitę
Przepisy wymagają jedynie 3-punktowych pasów bezpieczeństwa (zapinanych tylko w pasie). Ale mój syn Leo był i nadal jest małym dzikuskiem. Kiedy miał około dziesięciu miesięcy, wymyślił, jak zaprzeć się swoimi pulchnymi małymi udami, odepchnąć się od podnóżka i spróbować wstać, będąc przypiętym tylko w pasie.
Odwróciłam się, żeby wziąć kawę z blatu, a kiedy spojrzałam z powrotem, stał w krzesełku, kręcąc biodrami jak na studenckiej imprezie i całkowicie ignorując grawitację. Serce zjechało mi do pięt.
Potrzebujesz 5-punktowych pasów. Takich z szelkami na ramiona. Nie obchodzi mnie, jak bardzo irytujące jest ich zapinanie, gdy twoje dziecko robi „sztywną deskę” i wygina plecy w łuk, bo nie chce być zapięte. Zapinaj ramiona. I upewnij się, że krzesełko ma ten plastikowy klin między nóżkami. Wszystkie nowsze modele mają to w standardzie, ale jeśli kupujesz używane krzesełko z okolic 2015 roku na Facebook Marketplace czy OLX, to może go nie mieć. Jeśli maluch zsunie się bez tego klina, może zawisnąć na szyi. To przerażające, więc po prostu upewnij się, że krzesełko ma tę blokadę krokową.
Ludzie zawsze pytają mnie o te przenośne krzesełka, które po prostu przykręca się do krawędzi stołu w jadalni. Szczerze mówiąc, za bardzo się ich boję. Od razu wyobrażam sobie, jak Maya raz za razem kopie w nogę od stołu, aż cała konstrukcja po prostu odpada. Zdecydowanie mówię im stanowcze nie.
Krzesełka, które naprawdę kupiłam za własne pieniądze
Okej, na przestrzeni lat przetestowaliśmy kilka opcji, zanim trafiliśmy na to, co ostatecznie się sprawdziło.

Na początku wybraliśmy klasyka: Ikea Antilop. Kosztuje grosze. Jest niesamowicie lekkie, nie ma w nim ani grama materiału i można je dosłownie wynieść na zewnątrz i umyć wężem ogrodowym po wieczorze z makaronem. Minusy? Zdejmowanie tacki to absolutny koszmar. Potrzebujesz do tego siły drwala. Ponadto nie ma podnóżka, więc musiałam dokupić drewniany podnóżek na Etsy i przymocować go gumowymi uszczelkami. Ale za tę cenę, naprawdę trudno o coś lepszego.
Potem, kiedy Maya trochę podrosła, a my zdaliśmy sobie sprawę, że spodziewamy się Leo, uległam i kupiłam Stokke Tripp Trapp. Mike bez końca narzekał na cenę. Jest drogie. Tak bardzo, że mruczał pod nosem: „Mógłbym za to kupić porządny odkurzacz”. Ale wciągnęłam Mike'a w odmęty postów na Reddicie i uznaliśmy, że warto. Jest wykonane z drewna, można je dosunąć prosto do stołu, więc dziecko je razem z tobą, a nie na osobnej plastikowej wyspie, a podnóżek można w pełni regulować. Leo ma teraz cztery lata i wciąż na nim siedzi jak na zwykłym krześle. Stało się to po prostu stałym meblem w naszym domu.
Aha, i jeszcze jeden dziwny patent. Leo przechodził fazę, w której odmawiał jedzenia, jeśli nie miał na sobie dosłownie niczego poza pieluchą. Ale w listopadzie w naszej jadalni potwornie ciągnie po nogach. Brałam więc nasz Dwuwarstwowy Kocyk Niemowlęcy z Bawełny Organicznej w Gąski i ciasno owijałam jego małe, gołe nóżki, gdy był zapięty w krzesełku. Kocyk tak dobrze oddycha, że w ogóle się nie pocił, a chronił go przed gęsią skórką, podczas gdy on agresywnie wcierał sobie w twarz rozgniecione bataty. Słuchaj, bycie rodzicem polega głównie na wymyślaniu dziwnych rozwiązań na poczekaniu.
Mike wciąż wspominał o krzesełkach, które składają się na płasko, żeby można je było chować do szafy. Powiedziałam mu, że nie ma mowy. Jeśli je złożysz, i tak będziesz musiał je rozkładać trzy razy dziennie. Koniec dyskusji.
Słuchaj, po prostu kup coś, co możesz przetrzeć z zamkniętymi oczami
Szczerze mówiąc, najlepsze krzesełko dla niemowląt to nie to, które wygląda najbardziej estetycznie na twoim Instagramie. Tylko to, którego nie będziesz nienawidzić myć o 19:00, kiedy jesteś wykończona, bolą cię nogi i marzysz tylko o lampce wina.
Kup takie z 5-punktowymi pasami. Upewnij się, że stópki malucha nie zwisają w powietrzu. Unikaj falbanek jak ognia. I szczerze, bądź dla siebie wyrozumiała, jeśli i tak będą chcieli rzucać jedzeniem o podłogę.
Gotowa na lepszą organizację tych brudnych posiłków? Kup inteligentne, sprawdzone przez rodziców akcesoria do karmienia Kianao właśnie tutaj.
Kilka pytań o brudne sprawy, które wciąż dostaję
Czy naprawdę potrzebuję podnóżka w krzesełku?
Szczerze? Tak. Myślałam, że to jakiś głupi internetowy mit, dopóki nie zobaczyłam, jak Maya próbuje jeść bez niego. Była tak rozproszona machaniem nogami w powietrzu i zsuwaniem się z siedzenia, że zakrztusiła się kawałkiem banana. Kiedy kupiliśmy podnóżek, natychmiast zaczęła siedzieć prosto i po prostu skupiła się na jedzeniu. To ogromnie ważne dla stabilności ich tułowia.
Jak sprać plamy ze spaghetti z pasów?
O matko, pasy. Białe pasy to dzieło szatana. Zdejmowałam je całkowicie z krzesełka, namaczałam w misce z ciepłą wodą i dużą ilością odplamiacza przez jakieś trzy godziny, a potem szorowałam starą szczoteczką do zębów. Jeśli twoje krzesełko ma pasy, które można prać w pralce, żyjesz jak w bajce. W przeciwnym razie musisz po prostu zaakceptować, że do przedszkola będą miały jasnopomarańczowy odcień.
Czy nie mogę po prostu trzymać ich na kolanach podczas jedzenia?
Możesz spróbować! Zrobiłam tak kilka razy, gdy byliśmy w restauracji i nie było wolnych krzesełek. Ale niemowlaki są niesamowitymi wiercipiętami, a celowanie łyżeczką w ruchomy cel przy jednoczesnym pilnowaniu, żeby nie zanurkowały z twoich kolan prosto w talerz z gorącym jedzeniem, jest po prostu wyczerpujące. Plus, nie zjesz ani kęsa ze swojego posiłku. Kup krzesełko. Sadzaj je w krzesełku.
W jakim wieku tak naprawdę zaczęliście go używać?
Pospieszyliśmy się, sadzając Maję, gdy miała cztery miesiące, i to był błąd – była zdecydowanie zbyt wiotka. W przypadku Leo poczekaliśmy do ukończenia dokładnie sześciu miesięcy. Siedział już samodzielnie na dywanie w salonie, nie przewracając się od razu jak pijany marynarz. To jest wasze zielone światło.
Czy te drogie drewniane krzesełka naprawdę są warte swojej ceny?
Słuchaj, nienawidzę przyznawać, że drogie rzeczy są dobre, ale tak. Zakup Tripp Trapp bardzo wtedy bolał, ale Leo nadal go używa cztery lata później. Tanie plastikowe krzesełko, które mieliśmy wcześniej, po sześciu miesiącach wylądowało w brudzie na zewnątrz, bo tacka odkształciła się w zmywarce. Jeśli możesz sobie na to pozwolić (albo znaleźć używane!), te drewniane krzesełka, które rosną razem z dzieckiem, szczerze się opłacają.





Udostępnij:
Najlepsze zabawki dla niemowląt, od których nie zwariujesz
Jak wybrać najlepsze ekologiczne mleko modyfikowane (i nie zwariować)